blog o książkach
RSS
niedziela, 12 maja 2013
Andrzej Sapkowski "Krew elfów"

„Wiedźmin potyka się tylko raz.”

Mogę wam napisać, czemu zabranie się do tej książki zajęło mi aż tyle czasu. Z dwóch ważkich powodów. Po pierwsze, książki pana Sapkowskiego są stanowczo za krótkie, a co za tym idzie, za szybko się kończą. I zanim jeszcze zaczęłam, już mi było przykro, że się skończy:( Powinny być trzy razy takie! Po drugie, jak już się skończy czytać, to bezwzględnie należy zacząć następną! Bo można osiwieć z niepewności, a u mnie czeka się miesiącami na to, by maruderzy oddali Wiedźmina:( I teraz pozostaje mi czekać. (Dobra, przyznam się, próbowałam przetrzymać tego kogoś, kto ma II część, przypuszczam bowiem, że ten łoś czekał na jedynkę… wygrał skubaniec. Oddałam. Mam nadzieję, że on/ona nie kompletuje całej serii…)

Jak zwykle ubawiłam się niezwykle, choć za mało było tu Jaskra – to on ma najlepsze teksty, ale Ciri i Geralt też mają gadane. Zauważyłam, że choć autor swobodnie naśladuje sposoby mówienia różnych ludzi, pochodzących z różnych warstw/ras/miejsc, to nie pokusił się o ukazanie bodaj kawałeczka tak osławionej poezji Jaskra (który jest wykładowcą na uniwersytecie?! Serio?!). Szkoda.

Gerald odnajduje przeznaczone sobie Dziecko Niespodziankę i zabiera do Wiedźmińskiego Siedliszcza. Ciri przejawia jednak niepokojące objawy – magiczne transy, dlatego wiedźmini proszą o pomoc czarownicę - Triss, Czternastą, która ponoć zginęła w bitwie pod Sodden. To ważna bitwa. Po jednej stronie zjednoczyli się wszyscy; ludzie, czarodzieje, krasnoludy, elfy, by pokonać najeźdźcę. Sodden to taki nasz Lipsk, jeśli Nilfgaardzkiego cesarza porównywać do Napoleona… ale nie porównujmy, bo Polacy byli wtedy po stronie Napoleona:) Ja zapałałam do Triss antypatią, bo strasznie umoralniała i naciskała na wiedźminów, namawiała by opowiedzieli się po właściwej stronie konfliktu i stanęli do walki. Geralt jest świetny, ja mu nie ujmuję, ale co on jeden może? Wiedźmini są neutralni i zabijają potwory. Cały tom przepełniony jest takimi gadkami, ale kiedy przychodzi niebezpieczeństwo, Geralt oczywiście walczy. Ja nie miałam co do tego wątpliwości. Geralt próbuje odnaleźć czarownika, który próbuje odnaleźć Ciri. A w tym czasie Ciri trafia pod opiekę Yennefer, bo Triss nie nadawała się na nauczycielkę magii… Pozornie mało dynamiczna akcja, ale widać, że autor przygotowuje grunt pod wielkie wydarzenia… napięcie wisi w powietrzu… a ja muszę czekać!!! :<

Oczywiście wspomnieć muszę o okładce. Fu! To na hełmie, to powinny być skrzydła, a nie łosiowe rogi! Ten jeździec ma w nas wzbudzać strach, jak wzbudza w Ciri… boicie się???

Oczywiście polecam!!!

wtorek, 07 maja 2013
Jakub Ćwiek "Dreszcz"

Zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć Dreszcza? Urban fantasy mocno osadzony w naszej rzeczywistości? Jest tu naprawdę dużo nawiązań do sytuacji polityczno-ekonmiczno-religijnych, szczególnie w kontekście prześmiewczym.

To nie jest książka dla osób nie lubiących wulgaryzmów, powtarzam więc wdzięczne ostrzeżenie autora:

„W trosce o Twoje zdrowie psychiczne, komfort wyznaniowo-światopoglądowy, orientację seksualną, zainteresowania sportowe i muzyczne, gusta dotyczące mody, a także – może przede wszystkim – wrażliwość na słowa powszechnie uważane za wulgarne i obelżywe pragnę przestrzec, iż gdy tylko skończy się ta strona i przewrócisz kartkę, jednocześnie skończy się dla Ciebie strefa ochronna. Możesz więc zaprzestać lektury w tym miejscu i przyjść na spotkanie autorskie, a ja narysuję Ci pod tym wstępem kwiatek jako symbol Twej nieskalanej niewinności.”

Język faktycznie jest trochę ostry, a użyta jest tu jeszcze śląska gwara, którą posługuje się Alojz – były górnik… można powiedzieć tekst podwójnie kodowany.

Każdy z nas miał w dzieciństwie marzenia, każdy przepowiadał, że zostanie policjantem, strażakiem, zakonnicą… ale z wiekiem większości z nas przeszło. W Benjaminie Benfordzie juniorze, obywatelu Wielkiej Brytanii te marzenia przetrwały. W sumie nie wiem ile on ma lat, wygląda na szesnaście (tak wynika z tekstu), ale ojciec umawia go na rozmowę kwalifikacyjną… to nie wiem. Ale wróćmy do marzeń, Benjamin marzy by być lokajem. Tu akurat nie ma nic dziwnego, to zawód wykonywany w jego rodzinie od pokoleń. Ale on chce być Alfredem Pennyworthem – lokajem superbohatera!

A z drugiej strony mamy podstarzałego muzyka rokowego, który całymi dniami katuje sąsiadów AC/DC, wyleguje się na leżaczku pod blokiem, żłopie piwko i pali zioło. Liczy się dla niego tylko ukochana gitara, ramoneska i skórzana kurtka. Rysiek Zwierzchowski – „Zwierzu” on hasło sex, drugs and rock n’ roll wprowadził w życie. Na superbohatera to on się zupełnie nie nadaje, ale cóż z tego skoro moc nie wybiera. Pewnego słonecznego dnia, w Zwierza uderzył piorun i od tego momentu, muzyk włada elektrycznością. Wielu innych ludzi na całym świecie, w wyniku tych tajemniczych wyładowań, otrzymuje różne moce. Ale inni nie mają Benjamina, który całe życie przygotowywał się do roli lokaja Batmana! Już ten przedsiębiorczy dzieciak zrobi z tego podstarzałego pasożyta-rokendrolowca prawdziwego bohatera. Ktoś musi przecież powstrzymać tych obdarzonych mocą, którzy nie wykorzystują jej w zbożnych celach, np. krakowskich mimów mordujących studentów… Tylko jak namówić przyćpanego dziadygę do działalności na rzecz ojczyzny i ludzkości?!

Ćwiek chciał, by czytelnik dobrze się bawił czytając Dreszcza, bez jakiegoś umoralniania, heroizmu, wzniosłych uczuć, i ja bawiłam się świetnie. Szczególnie pobadało mi się spojrzenie na naszą rzeczywistość, ale jakby w krzywym zwierciadle. Naprawdę zabawne. Tylko kobiet mi tu brak. Są jakieś dziwne postacie płci żeńskiej, ale wszystkie złe, płytkie, marginalnie zarysowanie – symboliczne. Co ciekawe przy ich opisie skupia się autor wyłącznie na cechach zewnętrznych – wyglądzie i ubraniu, czyli tym, na co zwykle zwracają uwagę właśnie kobiety;) Rychu ma tylko jedną (jedną o której wie) córkę, objawiającą się w tekście  telefonicznie, ale i o niej nie możemy nic konkretnego powiedzieć, gdyż autor opisuje tylko jedną stronę konwersacji, zawsze „słyszymy” tylko wypowiedzi Ryśka, a co i jak mówi jego córka, możemy sobie wyobrazić. W tej powieści widocznie liczą się  faceci, w sumie to męska książka.

A co tam! Polecam:)

23:44, polonisty
Link Komentarze (6) »
niedziela, 05 maja 2013
Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"

Nareszcie tak wyczekiwany pierwszy tom Zakrętów losu. I jak to zwykle bywa z wyczekiwanymi rzeczami, gdy przychodzi co do czego… no właśnie. Szósty jednak odrobinkę bardziej mi się podobał, bo to rasowy thriller romantyczny był. Na okładce Zakrętów… napisane jest, że to dramat sensacyjny - z silnym naciskiem na dramat. Ja jednak lubię akcję i niebezpieczeństwo:)

I o ile przy porównywaniu akcji, Zakręty wypadają trochę słabiej, to w sferze emocji są o wiele lepsze. Widać, że autorka potrafi budować napięcie, powieść aż iskrzy od emocji. Czyta się z podwójnie zapartym tchem i nie można się oderwać. Dlaczego podwójnie? Bo raz emocje sięgają zenitu w pierwszej części, gdy bohaterowi są nastolatkami, przeżywają swą miłość po raz pierwszy. A druga kulminacja następuje po trzynastu latach, w drugiej części. Ja nie mówię, że tu nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, jest akcja i wątek sensacyjny. Akcja trochę poganiana, bo autorka ogranicza opisy - nie ma takich rozwlekłych, wstrzymujących opisów, pani Lingas-Łoniewska ma inne sposoby na utrzymanie napięcia;) Serio, nie dziwię się, że u nas tak rezerwują tę trylogię, nawet moja znajoma bibliotekarka ją uwielbia:) Bo Katka jak Katka, ale Krzysiek… która baba nie marzy o takim rycerzu? Na rowerze, motorze czy w czarnej Toyocie, nieważne, byleby tak przystojny, słodki i zakochany jak Kris… ech. On jest prawie tak słodki jak Roarke z In Death.

Katarzyna Kochańska jest prokuratorem, oskarżycielem w sprawie handlarzy narkotyków. Wsadzanie takich ludzi za kratki to jej życiowa misja, przed laty bowiem jej przybrana siostra zmarła z przedawkowania narkotyków. Obrońcą gangsterów jest mecenas Krzysztof Borowski. I mimo że pan mecenas jest zimnym i pozbawionym serca człowiekiem, to nie broni tych ludzi z wyrachowania, ani dla zysku. Szefem gangu jest jego starszy brat, Łukasz, który zwyczajnie szantażuje Krzyśka. Wszyscy troje zaś – Kaśka, Krzysiek i Łukasz znają się od dawna, od trzynastu lat, kiedy to Krisa i Katkę połączyło szalone uczucie. Jak nasi bohaterowie wybrną z arcytrudnej sytuacji i czy nikomu nie stanie się przy tym krzywda? Pamiętajmy, że mamy do czynienia z mafią narkotykową, a oni nie zapominają…

Polecam bardzo!

środa, 01 maja 2013
Carole Nelson Douglas "Dobranoc, panie Holmes"

Niezwykła kobieta, albo Skandal w Czechach, czy też Skandal w Bohemii – to tytuły pierwszego opowiadania ze zbioru opowiadań o Sherlocku Holmesie – Przygody Sherlocka Holmesa. Bohaterką tego opowiadania (poza Holmesem i drem Watsonem) jest Irene Adler – śpiewaczka i aktorka, jedyna kobieta, której udało się przechytrzyć Sherlocka Holmesa.

Carole Nelson Douglas uczyniła z Irene bohaterkę swej powieści Dobranoc, panie Holmes (i sześciu innych, choć ja znalazłam tylko dwie po polsku). W związki z tą powieścią mam mały problemik… dwa problemiki. Po pierwsze, książka ta jest właściwie rozbudowaniem opowiadania… autorka naśladuje pomysł i styl Conan Doyle'a. O przygodach Irene opowiada bowiem panna Huxleigh, córka pastora, tak jak o przygodach Holmesa opowiada Watson. W zasadzie, jeśli ktoś czytał opowiadanie, to tak jakby przeczytał książkę… Autorka pokusiła się jedynie o dopisanie wydarzeń poprzedzających przygody Irene w Czechach. Drugim problemem jest to, że właściwie nie wiem, do jakiej kategorii zaliczyć tę powieść. Z pewnością nie jest to kryminał, od razu rozwiewam wasze nadzieje. Skłaniałabym się ku romansowi historycznemu, ale co to za romans opowiadany przez dziewiętnastowieczną starą pannę – córkę pastora, no wyobraźcie to sobie…

I tak na serio to postać narratorki – Penelopy „Nell” Huxleigh jest o niebo ciekawsza od postaci Irene -głównej bohaterki. O „geniuszu” panny Adler nieustannie wspomina tylko Sherlock – tak Sherlock i dr Watson też tu występują gościnnie. Inni na pierwszym miejscu wymieniają spryt, talent, temperament, brawurę. Najbardziej brakowało mi rozwiązywania zagadek, Nell cały czas wspomina, że dodatkowym zajęciem Irene jest rozwiązywanie zagadek, ale dokładnie opisuje tylko trzy sprawy – zaginiony pas Marii Antoniny, morderstwo czeskiego króla i zaginiony krzyżyk Oscara Wilde’a. To właśnie Oscar Wilde, jako jedyny docenia niedocenianą Penelopę Huxleigh. A to ona stara się gasić nadpobudliwą Irene i powstrzymywać (z marnym skutkiem) jej lekkomyślne działania. Ma też Nell w tekście kilka ciętych ripost, jak już wspomniałam niedocenianych. U Conan Doyle'a to Sherlock jest gwiazdą, u Nelson Douglas – Penelopa Huxleigh.

 Irene zostaje primadonną Opery Warszawskiej, a Warszawa i jej mieszkańcy są opisani w powieści. Swoje miejsce znalazła tam też nasza Syrenka. O Polakach napisała autorka, że to ludzie kochający pokój i swój kraj, mający muzykę we krwi. Ta nasza muzyka składa podobno hołd szemraniu strumyka, turkotowi kołowrotka i beczeniu owiec… ja tam się na muzyce nie znam;) A nasze ludowe stroje – spódnice kobiet „godne są cyrkowego ujeżdżacza”. O Czechach napisała, że to ludzie hołdujący tradycji i ziołolecznictwu.

(osoby, które czytały Niezwykłą kobietę mogą w sumie pominąć poniższy akapit)

Penelopa w pamiętnikach opisuje historię poznania Irene Adler i drogę jej kariery… jak Watson w Sherlocku… Irene to niezłe ziółko, lubi się przebierać (jak Sherlock), np. za mężczyznę, lubi palić (jak Sherlock, ale papierosy, nie fajki), lubi podkradać różne rzeczy. Początkowo jej kariera śpiewaczki nie rozwija się, dlatego Irene rozwiązuje zagadki, m.in. dla pana Tiffaniego poszukuje brylantowego pasa Marii Antoniny. Pasa tego szuka również Holmes. Irene i Penelope spotykają Geofrey’a Nortona – adwokata i potomka ostatniego właściciela pasa, u którego Nell pracuje później jako maszynistka. Pasa nie udaje się odnaleźć, ale Irene poznaje Antonina Dvoraka, śpiewa jego pieśni, zyskuje rozgłos, wyjeżdża do Mediolanu, potem do Polski. Poznaje czeskiego następcę tronu, zakochuje się, jedzie do Pragi, rozwiązuje sprawę morderstwa króla, ucieka z Pragi, ukrywa się w Londynie (powiedzmy…) i wyprowadza w pole słynnego detektywa Sherlocka Holmesa, który później będzie z podziwem wspominał „niezwykłą kobietę” patrząc z czułością na jej zdjęcie stojące na komodzie…

Tyle podobieństw. Akcja trochę rozlazła i napięcia za mało (romansu też), za mało tych detektywistycznych szczegółów, ale czyta się nadspodziewanie dobrze. To kolejny powód mojego rozdarcia wewnętrznego. Powieść świetnie przedstawia realia tamtej epoki i jest napisana bardzo dobrym stylem, barwnym językiem, jak już wspomniałam naśladującym trochę Conan Doyle'a. Czyta się szybko i chętnie (chociaż ja akurat wiedziałam jak się to skończy). I nie wiem; polecać, czy nie polecać, oto jest pytanie…

W powieści występuje też Bram Stocker.

niedziela, 28 kwietnia 2013
Piotr Schmandt "Gdański depozyt"

Gdybym pamiętała, o jaki skarb chodzi…

Tak do połowy książki, bardziej interesowałam się tłem akcji - miastem i nastrojami społecznymi. To przecież Wolne Miasto Gdańsk w przededniu II Wojny Światowej. Aż ciężko uwierzyć, że młodzież z NSDAP przechadzała się wtedy swobodnie ulicami miasta, witając się uniesioną wysoko dłonią… trochę to głupie, ale chciałoby się w takich sytuacja krzyczeć do ludzi, Polaków, Żydów, by uciekali… ale w Gdańskim Depozycie – w Gdańsku ludzie czekają. Wiedzą, że coś się wydarzy, ale czekają. W sumie, jak się tak dobrze zastanowić, to nie mają za bardzo gdzie uciekać. Jest w książce taki fragment, może w pogoni za skarbem nie każdy zwróci na niego uwagę, ale w pewnym momencie hitlerowski szpieg – kobieta udająca polską patriotkę, wyprasza u komendanta polskiego hufca harcerskiego, pod pewnym zbożnym pretekstem, listę nazwisk i adresów najbardziej zaangażowanych członków, patriotów i działaczy…

Później to już tylko skarb w głowie, tym bardziej, że skubany ciągle się wymyka poszukiwaczom. Początkowo nie wiadomo komu kibicować, tyle osób ślini się na wieść o tajemniczych skrzyniach. Wielu bohaterów a każdy ma do odegrania niepomiernie ważną rolę. Kto będzie pierwszy? I czy ten pierwszy zbierze „śmietankę”? Skarb, poza wartością materialną, ma też wartość historyczną, interesują się nim Polacy i Niemcy, przedstawiciele instytucji państwowych i osoby prywatne. Wszyscy się śledzą i podsłuchują nawzajem, nikt nikomu nie ufa… i słusznie. Gdańsk roi się od szpiegów. A z wydobyciem kłopotliwego depozytu są same problemy.

Do referenta Komisariatu Głównego Rządu RP – Władysława Osowskiego, przychodzą tajemnicze listy. Pewien mężczyzna wyznaje w nich, że zna miejsce ukrycia pewnego depozytu, tak naprawdę będącego oszałamiającym skarbem. Przedstawia skróconą listę przedmiotów wchodzących w jego skład i kilka fotografii, na widok których wszyscy zainteresowani tracą mowę i dech w piersiach:) Ów referent, jego przełożony dyrektor Noskowski i major Szalewski, w pełnej konspiracji wynajmują niezależnego, choć zaufanego rzeczoznawcę. I w tym momencie wszystko zaczyna się psuć. Nadawca listów ginie, ktoś porywa żonę rzeczoznawcy, wszyscy są śledzeni, inwigilowani i podsłuchiwani. Bezwzględni niemieccy agenci są zawsze o krok przed „naszą” polską ekipą. Kto zgarnie depozyt?

Kryminał w sepii, tak opisana jest ta książka na okładce i te słowa powtarzają się w większości recenzji… Jakąś sugestią może być grafika na okładce – moim zdaniem świetna. Ale sam klimat też jest świetne ukazany. Już od pierwszych stron akcja wciąga i utrzymuje czytelnika w napięciu do samego końca. Kto w końcu wydobędzie ten depozyt – oto pytanie nasuwające się od początku lektury. I ważniejsze – co jest w tych skrzyniach?! Bohaterowie pokazują sobie fotografie i bledną z wrażenia a czytelnik siedzi ciemny jak tabaka w rogu:( Ja już wiem… ale nie powiem!

Polecam!

 

 

 

PS. Dziękuję Krainie Czytania, jej recenzja TU

00:17, polonisty
Link Komentarze (4) »
środa, 17 kwietnia 2013
Marcin Wroński "Morderstwo pod cenzurą"

9 listopada w kamienicy na Krakowskim Przedmieściu miał miejsce szokujący mord. Martwego dziennikarza lubelskiego „Głosu” znalazła w jego mieszkaniu sąsiadka. Nie wiadomo kto dokonał tego bestialskiego czynu, ale redakcja i zaniepokojeni mieszkańcy miasta zastanawiają się, jak można było dopuścić do tak okropnego przestępstwa… hehe staram się wczuć w klimat powieści, ale autorowi jednak lepiej wychodziło naśladowanie stylu dziennikarskiego z pierwszej połowy XX wieku ;)

Lublin to moje drugie miasto, ale lektura tego kryminału uzmysłowiła mi, że mało wiem na jego temat… i słabo znam nazwy ulic:) Oczywiście akcja dzieje się w 1930 roku i nazwy mogą być inne. Doszłam też do wniosku, że trudniej czytać o znajomych miejscach. Człowiek stara się przypominać sobie opisywane widoki, topografię, budynki, a pamięć zawodzi. Ha! Ale od czego mamy mapy satelitarne! Nabrałam ostatnio zwyczaju czytania z komputerem pod ręką, by chociaż z góry rzucić okiem na opisywaną okolicę;)

Jest tu trochę dobrych tekstów, sporo humoru i ironii. Duży plus ode mnie, za udane wprowadzenie w realia epoki i klimat Lublina z 1930 roku.

Maciejewski wciąż miał przed oczyma jego rozkaz dzienny: „Włosy na głowie należy przystrzygać krótko, a ją samą myć ciepłą wodą i szarym mydłem przynajmniej raz na tydzień. Ręce mają być umyte przed każdym wyjściem na służbę jak również po zejściu ze służby. Brud pod paznokciami starannie usuwać. Nogi myć co dzień przed udaniem się na spoczynek ciepłą i zimną wodą. Zimna woda uodparnia nogi od zaziębienia. Kalesony obowiązkowo zmieniać przynajmniej raz w tygodniu. Przestrzegania rozkazu dopilnuje wyznaczony przodownik techniczny”.

Fajne tło akcji – rok 1930, Lublin – ówczesna sytuacja ekonomiczno-polityczna, ścieranie się różnych poglądów. Są tu komuniści, nacjonaliści, finansiści i robotnicy, a za wszelkie zło obwiniani są Żydzi. Jest cenzura potrafiąca wyrzucić z numeru gazety cały artykuł – poza zdjęciem, jest policja polityczna, są reklamy prezerwatyw Olla;) Nie wiem, z czym wam kojarzy się dwudziestolecie międzywojenne, z jaką atmosferą, ale tu czuć w powietrzu, że coś się zbliża, coś wisi w powietrzu. Wyraźnie zarysowana jest ogólna wrogość i rozdrażnienie, każdy podejrzewa każdego o przynależność do różnorakich organizacji – trzeba naprawdę się starać, by pozostać neutralnym. Atmosfera jest trochę ponura, ale spokój jest pozorny. Główny bohater Zyga Maciejewski, podkomisarz policji prowadzi śledztwo, ale w zupełnie inny sposób, niż przywykliśmy. Nie ma DNA, ani badań drobinek, czy innych farfocli. Są tajniacy, wysyłani w miasto, wtapiający się w tłum, zbierający informacje, oraz zawiły i pogmatwany tok rozumowania Zygi… A na przesłuchaniu, nikt nie ma oporów, przed daniem podejrzanemu kilku „kuksańców”.

    Podkomisarz Zyga Maciejewski prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza. Zyga wygląda jak zbój, zapuszczony, nieogolony, ze złamanym, źle zrośniętym nosem, zupełnie nie przypomina policjanta. Zamordowany miał radykalne, prawicowe poglądy i nie przebierał w słowach, co przysporzyło mu wielu wrogów. Zyga, by odkryć prawdę, musi zapuścić się w mroczne i niebezpieczne uliczki Lublina, musi przesłuchiwać zarówno szanowanych prezesów banków, jak i złodziei i prostytutki, musi także uważać na przysłanego z komendy wojewódzkiej szpicla – Tomaszczyka z policji politycznej, który uważnie patrzy podkomisarzowi na ręce. Komenda wojewódzka odbiera podkomisarzowi sprawę dziennikarza Bindera, ale kilka dni później ginie lubelski cenzor – Zyga czuje, że sprawy są powiązane. Co takiego wiedział Binder? Jaką to tajemnicę chciał wyjawić w swojej gazecie, tajemnicę, która kosztowała życie trzech osób? Wmieszany w nią jest też ktoś z policji, ale co wspólnego ze sprawą ma najlepszy przyjaciel Maciejewskiego?

Polecam.

środa, 10 kwietnia 2013
Linda Lael Miller "Teraz będzie inaczej"

Czytałam poprzednią „trylogię” tej autorki, także o kowbojach, i bardzo mi się podobała… pomimo tego że to typowe romansidło.

To jest pierwsza część kolejnej trzyczęściowej serii. Jak na razie wydaje się słaba. Akcja rozgrywa się w przeciągu dwóch/trzech tygodni i to wystarcza, by para głównych bohaterów zakochała się w sobie na śmierć i życie i się pobrała. Mogę znieść zakochanie się w tak krótkim czasie, ale ślub po trzech dniach od momentu podjęcia decyzji??? To takie niezgodne z polską „tradycją”. W trzy dni nie da się zaprosić gości, ani nagotować bigosu… w trzy dni nie da się kupić sukni!!! Ani butów nawet!!! Prawda???

I czarny charakter, którego działania sprowadzają strach na rodzinę bohaterki, też taki trochę wybrakowany. Działania prześladowcy są, oględnie mówiąc, chaotyczne i bez sensu. Można je tłumaczyć tylko szaleństwem, ale podobno w szaleństwie też jest jakaś metoda, a tu nawet motywu nie ma. I nie ma co się łudzić, że ten motyw zostanie wyjawiony na końcu. Nic nie zostaje wyjaśnione. Po prostu, zagrożenie zostaje zażegnane – cieszmy się i radujmy i płódźmy dzieci…

Logan Creed zakochuje się na cmentarzu, nad grobami swoich bliskich, w kobiecie, która na tym cmentarzu urządza sobie piknik z dziećmi – synami. Brianna jest rozwódką z dwojgiem dzieci, ledwo wiąże koniec z końcem. Swoją drogą, dlaczego to kobiety zawsze są biedne, ciężko pracujące, zmagające się z prozą życia, a faceci bogaci?! Logan jest bogatym prawnikiem, który po latach wraca na rodzinne ranczo, by rozprawić się z bolesną przeszłością. Po około trzech tygodniach znajomości biorą ślub w Vegas. Pominęłam wariata prześladowcę, grzebanie w szafce z bielizną, niedźwiedzia, potrącenie dziecka przez samochód i włamanie… a i strzelanie do nieboszczyka. W części następnej będą przygody jednego z braci Logana, również zmagającego się z przeszłością… ciekawe z czym się będzie zmagać kolejna biedna bohaterka…

I końcówka genialna! Brianna, od odejścia męża ,zmaga się z życiem, haruje jak wół, by zapewnić dzieciom byt. W połowie książki zapowiada się, że dostanie awans na lepszą posadę. Ale po wyjściu za mąż za Logana, ona rezygnuje z tej pracy, by rodzić dzieci… dosłownie – cytat „w ciągu kilku następnych lat zamierzała rodzić dzieci…”

środa, 03 kwietnia 2013
Roxanne St. Claire "Straceni za miłość"

Miałam rację… oczywiście:) Aż się czasami sama siebie boję hehe. Moja racja dotyczy przewidywań, z wpisu o poprzedniej części tej „trylogii”. Dla odmiany bohaterką tej części nie jest jedna z trojaczek. Wydaje mi się, że powinniście rozpoznać tę serię po okładce… jeśli czytaliście poprzednie wpisy… tytuły równie podobne do siebie, jak okładki. W sumie można się pomylić. Ogólnie tytuły trochę beznadziejniaste i ten ostatni chyba najgorszy, pasuje do książki jak kwiatek do kożucha (oryginał: Now you die).

- Miałam. Miałam męża. Oparł się na jednym łokciu, zdumiony. - Miałaś? – Powtórzył – Co się stało? Zmrużyła oczy, podniosła pasmo białych włosów i opuściła je powoli na twarz. - Zabiłam go.

    Nie ogarniam trochę. Lucy zabiła męża, który był agentem. Podczas niebezpiecznej misji facet zabrał ze sobą swoją maleńką córeczkę na spotkanie, pewny, że wróg nie zabije go, gdy będzie z dzieckiem. Wróg podłożył bombę w samochodzie, mąż zdążył uciec… bez dziecka. I Lucy go za to zabiła. A Jack, kolejny pretendent do roli męża Lucy, gorąco temu przyklaskuje – tak! Dobrze, że zabiłaś drania, należało mu się! Odważny, nie boi się, że i on skończy z kulą w sercu? Wszyscy w ogóle lekko traktują zabijanie w tych książkach… i nie wierzą w sądy i system sprawiedliwości:) To oczywiście nie jest główny wątek powieści, ale mnie zaintrygował. Tak ze strony moralnej – prawo Hammurabiego – oko za oko, śmierć za śmierć, tylko czy to tak łatwo zabić kogoś? Męża? Obcego? Dobra, dość o moralności zemsty. Pomówmy o bohaterach;) Jack jest słodki!!!:) Jest beznadziejnie zakochany w Lucy a ona go odrzuca. On mimo to gra rozkosznego flirciarza ukrywając swoje uczucia… i cały czas nieprzyzwoicie klei się do Lucy.

Swoją bezużyteczną, niechcianą, niewyznaną , bezwarunkową miłość tchnął w dusze jedynek kobiety, która tak wiele dla niego znaczyła.

    Jack Culver jest prywatnym detektywem. Mężczyzna próbuje doprowadzić do uwolnienia kobiety oskarżonej o morderstwo. Eileen Stafford została wrobiona w morderstwo, dowody zostały spreparowane, sędziowie, świadkowie i policja przekupieni. Eileen wierzy, że stoi za tym jej były kochanek, obecnie kandydat na stanowisko sędziego sądu najwyższego. Eileen urodziła Higgiemu, wtedy swojemu kochankowi, trojaczki, które oddała do nielegalnej adopcji. Po trzydziestu latach odsiadki, chora ba białaczkę kobieta w końcu może poznać swoje córki – jedna z nich ratuje jej życie oddając swój szpik. Jack chce odnaleźć dowody winny Higgiego i zdążyć z tym przed jego nominacją. W rozwiązaniu sprawy pomaga mu Lucy Sharpe, właścicielka firmy ochroniarskiej Kuloodporni. Lucy, jest taka jak na to wskazuje jej nazwisko, prawdziwie niebezpieczna z niej kobieta. A jednak do Jacka czuje nieodparty pociąg. Oni na pewno będą razem, ale czy uda im się uwolnić Eileen i wsadzić za kratki prawdziwego mordercę?

niedziela, 24 marca 2013
Joanna Chmielewska "Wszelki wypadek"

Przeglądałam ostatnio książki Joanny Chmielewskiej, szukając pewnych danych i stwierdziłam, że Wszelki wypadek czytałam tylko raz, a to mało:) Miałam ochotę przypomnieć sobie, którąś część przygód Tereski i Okrętki, ale Janeczka i Pawełek też są fajni.

Wszelki wypadek to czwarta część przygód rodzeństwa - Janeczki i Pawełka Chabrowiczów i ich genialnego psa Chabra. Oczywiście głównym bohaterem jest tu Chaber, nieludzko mądry pies, mądrzejszy od większości ludzi, z fenomenalnym węchem, nastawionym na wyczuwanie ludzkich emocji. Chaber wielokrotnie udowadniał swój geniusz ratując swoim właścicielom skórę i życie. Cała rodzina ślepo wierzy psu, mogą nie ufać obcym, policji, nawet sobie nawzajem, ale w psa nie zwątpią nigdy! Dzieciaki określane są jako przedsiębiorcze, to mistrzowie dyplomacji i niedomówień. Tak potrafią odkręcić kota ogonem, ze nikt już nie wie, czy mówią prawdę, czy tylko pół prawdy – Janeczka i Pawełek nie kłamią. Pies też nie kłamie.

    Janeczka i Pawełek znów trafiają na trop przestępstwa. Dziewczynka staje się świadkiem kradzieży samochodu. Rodzeństwo zdegustowane biernością i nieudolnością policji, postanawia rozpocząć własne działania „dywersyjne”. Tym bardziej, że ich matka Krystyna kupiła właśnie prawie nowy samochód, dokładnie taki, na jakie polują złodzieje. Rodzeństwo uzbraja się w ostre, zmyślnie pochowane szpikulce i wkracza do akcji. Zajmujący się sprawą policjant jest przerażony wiedzą i sprytem dzieciaków. Wraz z rozwojem sytuacji pojawiają się nowi sprzymierzeńcy. Kim jest tajemniczy starszy pan, pojawiający się na miejscach kradzieży? Dlaczego udaje, że jest w domu, kiedy go nie ma? I dlaczego tak tajemniczo się skrada i kluczy po mieście? Czy Janeczce i Pawełkowi uda się uchronić nowy samochód rodziny i czy ta rodzina nie ograniczy w końcu wolności dzieciakom, które coraz bardziej ocierają się o niebezpieczeństwo? Na szczęście Chaber czuwa, a to naprawdę mądry pies.

Polecam.

niedziela, 17 marca 2013
Raintree

    O tych trzech książkach, romansach paranormalnych, wypada raczej napisać razem, choć zastanawiam się, czy jest sens. Mało mi się podobały. Piszę tylko dlatego, że wydawnictwo zastosowało ciekawe (choć nieudane) posunięcie. Każda z części „trylogii” napisana jest przez inną autorkę. Plan nie bardzo się powiódł. Widać niedociągnięcia i błędy. Na przykład w jednej części pewien amulet płodności zrobiony został dla Dantego, a w kolejnej jest już napisane, że przez Dantego… a chodzi o ten sam amulet. Dodatkowo autorki ograniczyły ilość bohaterów do minimum a akcja urywa się podejrzanie szybko. Widać żadna z pań nie chciała ingerować w opowieść poprzedniczki. Myślałam, że w kolejnych częściach będzie kontynuacja a tam okazywało się, że zaczyna się już z zupełnie „innej beczki”. I o ile dwie pierwsze części jeszcze ujdą, to trzecia jest beznadziejna… cała książka w klimacie - wymorduję wrogi klan, do ostatniego człowieka, nawet matkę mojej córki, wszyscy muszą zginąć, ale teraz niech ona ją wychowuje, ewentualnie może się z nią jeszcze prześpię i tak mi się nie oprze

     Mowa jest tu o dwóch wrogich klanach i opanowaniu świata, ale członków tych klanów – obdarzonych przecież paranormalnymi mocami – jak na lekarstwo… A jest tam jeszcze prorokini, z mocami widzenia przyszłości, która jakoś nie widzi, że wrogi klan chce wyrżnąć jej rodzinę… Słabe to wszystko i niedopracowane. Bardzo się rozczarowałam, bo dwie z trzech autorek znam i bardzo cenię. Nie wiem, co się stało?

Linda Howard „Piekło”. Dante, głowa rodu Raintree, obdarzony mocami władania ogniem, przyłapuje Lornę na oszukiwaniu w jego kasynie. Kobieta obdarzona jest mocami psychicznymi związanymi z liczbami. Dante myśli, że Lorna należy do wrogiego rodu Ansara i chce go zniszczyć. Tego samego dnia płonie kasyno Dantego. Mężczyzna zabiera Lornę do swego domu i więzi. Chce się dowiedzieć, czy miała coś wspólnego pożarem. Miała?

Linda Winstead Jones „Nawiedzony”. Gideon, młodszy brat Dantego, jest gromowładnym policjantem i widzi duchy. Jego moc sprawia, że jednocześnie niszczy wszelkie elektroniczne sprzęty w pobliżu i jest najlepszym detektywem w wydziale (bo rozmawia ze zmarłymi ofiarami). Gideon woli pracować sam, zwłaszcza gdy rozmawia ze zmarłymi, których widzi przecież tylko on sam, ale otrzymuje nową partnerkę – Hope Malory. Hope podejrzewa, że Gideon jest skorumpowany – nie wierzy bowiem w żadne paranormalne rzeczy. Czy uwierzy, że Gideona nawiedza duch jego nienarodzonej córki? I jak myślicie, kto jest mamusią? To chyba najlepsza część.

Beverly Barton „Sanktuarium”. Mercy Raintree jest siostrą Gideona i Dantego. Ma córkę z głową wrogiego rodu Ansara. Judah nie wie o istnieniu córki - do czasu. Mężczyzna chce zabić wszystkich Raintree – Mercy i Dantego osobiście. Ale najpierw musi poradzić sobie z wrogami we własnym klanie. Czy zabije matkę swej córki?

Nie polecam raczej, no może poza drugą częścią.

poniedziałek, 11 marca 2013
Karen Chance "Dotyk Ciemności"

Nareszcie coś dla mnie. Jeśli zastanawialiście się, co dziwnego można jeszcze przeczytać - oto odpowiedź. Opowieść o współczesnej Pytii! O strażniczce czasu! I o wampirach…

Dotyk Ciemności to pierwsza część przygód Cassandry Palmer – prawdziwe, emocjonujące urban fantasy. A autorkę Karen Chance można porównać do Patricii Brigss, czy Jeaniene Frost. W książce, poza jasnowidzami, spotkać można magów, wampiry, golemy, wróżki a nawet wilkołak gdzieś się pałęta. Akcja jest tak szybka, że może rozboleć głowa, przyjaciele okazują się wrogami, wrogowie sprzymierzeńcami, ale i tak wszyscy czyhają na życie Cassie. Na jej życie, jej wolność, jej dar. Nie do końca jeszcze wiadomo jakimi umiejętnościami i mocami posługiwać się będzie Cassie, na razie dziewczyna dopiero je otrzymuje, ale już sam fakt przenoszenia się w czasie jest intrygujący. Staram się przypomnieć, czy już ktoś coś podobnego wymyślił… Książka ma trochę wad, idealna nie jest. Czasem fabuła wydaje się nie do końca przemyślana, może dlatego, że akcja dzieje się za szybko. To jednak nie rzuca się za bardzo w oczy. Ale jest coś o czym muszę napisać, nie można pominąć tego milczeniem… okładka. WTF? To wygląda, jakby jakaś pijana dziewczyna nie mogła wstać i się tak gibie. Na dodatek ona chyba lewituje a nie siedzi i ma coś dziwnego na sobie. Zupełnie nie mogę odgadnąć, co ona robi z tym pistoletem? Do kaczek strzela?

    Cassandra Palmer jest jasnowidzką. Wychowywała się wśród wampirów, które wykorzystywały jej zdolności do wzbogacenia się, ale nie jest jedną z nich. Dziewczyna uciekła, gdy dowiedziała się, że to wampiry zabiły jej rodziców, by przejąć nad nią kontrolę. Pewnego dnia Cassie dostaje mailem nekrolog – swój nekrolog i już wie, że została odnaleziona. Okazuje się, że Cassie może odziedziczyć moc legendarnej Pytii. Jasnowidzka już teraz przepowiada przyszłość i podróżuje w czasie, dziewczyna widzi też duchy i może opanować cudze ciało. Wampiry i dwa Magiczne Kręgi walczą o przejęcie władzy nad Cassie i jej mocą. Niezależna Pytia to bardzo niepożądana osoba… Dodatkowo legendarny Rasputin – wampirzy mistrz, chce przejąć władzę nad amerykańskimi wampirami. Cofa się w czasie z pomocą drugiej pretendentki do mocy Pytii i stara się wyeliminować konkurentów, zanim ci staną się jeszcze wampirami. Cassie stara się nie dopuścić, by ingerowali oni w przeszłość. Która z dziewczyn zostanie Pytią i czy uda się jej zachować niezależność?

Ja już czekam na kolejny tom. A wam polecam ten!

21:42, polonisty
Link Komentarze (7) »
czwartek, 07 marca 2013
Andrzej Pilipiuk "Aparatus"

Aparatus to zbiór opowiadań. Nie lubię opowiadań.

Moja pani w bibliotece dała mi pięknie wydaną książkę Pilipiuka – wydaną przez Fabrykę Słów. Pilipiuk u nas, to rzadkość, przypominam, że to ja zapoczątkowałam żmudną batalię o kupowanie książek tego autora. Gdy więc, wielce zdziwiona, dostałam tę książkę, to tylko pobieżnie rzuciłam okiem na opis. W sumie to dobrze, jeszcze by mnie zniechęciło, że to opowiadania I TAKA ŚWIETNA KSIĄŻKA PRZESZŁA BY MI KOŁO NOSA!!! Fantastyka i historia – czy można chcieć czegoś więcej?

    Autor przenosi nas w niej w czasie - od współczesności po czasy zaborów, i przestrzeni – od „Rzymu po Krym”, że się tak wyrażę, bo w jednym opowiadaniu akcja dzieje się w słonecznej Italii a już w następnym gdzieś na Syberii. Ale bardziej skupia się na naszych wschodnich sąsiadach – w sumie dobrze, bo mało się o nich pisze:)

Każde opowiadanie zawiera elementy fantastyczne (trochę ludowych wierzeń, magii, mitów, legend) i sporą dawkę historii. A całość napisana świetnym językiem. Chyba nawet bardziej mi się ta książka podoba od przygód Jakuba Wędrowycza. Książka składa się z ośmiu opowiadań. Bohaterem trzech jest lekarz Paweł Skórzewski, akcja tych opowiadań dzieje się ok. 1902- 1915 roku na terenie carskiej Rosji. Trzy opowiadania przedstawiają przygody historyka Roberta Storma – już w czasach współczesnych. A dwa opowiadania są niepowiązane. Nie potrafię wybrać ulubionego, wszystkie mi się podobają szalenie i żałuję bardzo, że tak szybko przeczytałam, należało się dłużej delektować:(

Za kordonem. Lwów - opowiada o niesamowitym wynalazku polskich naukowców, mogącym przynieść ludzkości wiele dobrego ale i zniszczyć całą planetę.

Ostatni biskup – opowiada o cudownej relikwii i związanej z nią legendzie.

Ośla opowieść – to opowiadanie o osiołkach lipardyjskich, na motywach Pinokia;)

Aparatus – opowiada o niesamowitym i tajemniczym pudełeczku-pozytywce.

Choroba białego człowieka – opowiada o wampirach.

Staw – o potworze Szkopojadzie:)

Księgi drzewne – historia poszukiwań drzewa do produkcji skrzypiec.

Dzwon Wolności – proroctwo o początkach czerwonej rewolucji.

Zachęcam, polecam i namawiam!!!

czwartek, 28 lutego 2013
Nora Roberts "Czarne wzgórza"

Trenerka psów, strażak spadochroniarz, a dziś będzie o pani biolog (biolożce;)) miłośniczce pum. To chyba jakaś seria książek Nory Roberts, o kobietach i nietypowych zawodach. Oczywiście wydawnictwo Świat Książki.

    Jeśli miałabym porównywać, to ta jest najsłabsza. Psychopatyczni Indianie trochę mi się ostatnio zbiegli – u Iris Johansen był jeden i tu też jest. Jakaś dyskryminacja czy co? Początek jest fajny, trochę retrospekcji, młodzieńcza miłość, później trochę zabójstw. A pod koniec czekanie, aż morderca coś zrobi. I to czekania jakoś mało emocjonujące. Nie wiem z czego to wynika – czy za dużo pobocznych wątków? Tak trochę w złą stronę poszła autorka. Główny bohater rezygnuje z miłości swego życia, by się czegoś w życiu dorobić. Ojciec odciął mu fundusze i chłopak po koledżu musi ciułać grosz do grosza. Ale tego dowiadujemy się mimochodem, tak na marginesie. To z tego byłaby fajna historia. A tak 2/3 książki zajmują romansowo-obyczajowe opisy scen rozgrywających się w trakcie czekania, aż zabójca wykona kolejny krok…

    Lilian Chance od najmłodszych lat kocha dwie „rzeczy”; Coopera Sullivana i pumy. I kiedy Coop zrywa z dwudziestoletnią Lil, dziewczyna skupia się na swojej drugiej miłości – kończy studia, zyskuje tytuł doktora i otwiera rezerwat przyrody, w którym trzyma dzikie koty. Po dziewięciu latach Coop wraca i chce odzyskać uczucie Lil. W tym samym czasie w rezerwacie zaczynają dziać się złe rzeczy. Giną turyści i wolontariusze. Psychopatyczny morderca, uważający się za właściciela ziemi, na której położony jest rezerwat, wyzywa Lil na polowanie...

16:55, polonisty
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 25 lutego 2013
BLOG

To jest już koniec. Ale wierzcie mi, napisanie PM i rok blogowania wcale nie sprawiły, że wydaje mi się, iż o blogu wiem dużo. W sumie to przeciwnie, dostrzegam, jak bardzo można by ten temat jeszcze rozszerzyć i ile jeszcze zostaje do opisania:)     

Większość definicji blogu, jakie udało mi się znaleźć, określa ten gatunek, jako rodzaj pamiętnika internetowego. Zaznaczam, iż nie są to definicje specjalistyczne, w popularnych słownikach nie znalazłam hasła blog. Jak już wspomniałam Wikipedia tak definiuje blog:

Blog (ang. web log – dziennik sieciowy) — rodzaj strony internetowej zawierającej odrębne, samodzielne, uporządkowane chronologicznie wpisy, których twórcą jest właściciel bloga. Blogi umożliwiają zazwyczaj archiwizację oraz kategoryzację i tagowanie wpisów, a także komentowanie notatek przez czytelników danego dziennika sieciowego. Ogół blogów traktowany jako medium komunikacyjne nosi nazwę blogosfery.[1]

Blog określany jest tu jako dziennik sieciowy. Na portalu blogowym mblog gatunek ten określany jest jako pamiętnik internetowy:

Strona internetowa z panelem zarządzania, możliwością dodawania notatek i elementów takich jak np. linki (odnośniki do innych stron); system powszechnie stosowany do pisania pamiętników internetowych[2].

Na platformie Onet.pl również blog traktowany jest jak dziennik:

Blog to internetowy dziennik, umożliwiający publikację treści na interesujący Cię temat. Może mieć formę felietonów, dziennika, osobistych notatek, etc. Od zwykłego papierowego pamiętnika odróżnia go publiczna prezentacja w Sieci oraz interaktywność.[3]

Tak definiuje to pojęcie portal Interia.pl gdzie także można zamieścić swój blog:

Blog to internetowy dziennik. Blog jest prywatną stroną www, poświęconą wybranemu przez autora (autorów) tematowi. Przypomina pamiętnik z wpisami uporządkowanymi w kolejności od najnowszych po najstarsze.[4]

Podkreślenia wymaga fakt, iż twórcy tych definicji stosują wymiennie terminy dziennik i pamiętnik, nie stosując żadnego rozróżnienia.

Blog prowadzony w Internecie to nie pamiętnik ani dziennik. Prawdopodobnie osoby tworzące te definicje używały terminów pamiętnik i dziennik z braku innego pojęcia nadającego się do określenia tego gatunku. Zgodnie z definicją z Praktycznego słownika współczesnej polszczyzny pod red. Haliny Zgółkowej pamiętnik to:

1. ‘brulion, zeszyt, w którym prowadzone są regularne notatki o charakterze osobistym dotyczące bieżących wydarzeń’, 2. ‘zeszyt, zwykle ozdobny, album, do którego wpisuje się sentencje, aforyzmy, wiersze, mające być pamiątką po przyjaciołach, bliskoznacznie sztambuch, pamiętniczek’, 3. literaturoznawczy ‘pisana prozą relacja o zdarzeniach, których autor był uczestnikiem bądź naocznym świadkiem; pamiętnik opowiada o zdarzeniach z pewnego dystansu czasowego, w związku z czym kształtuje się dwupłaszczyznowość narracji – autor opowiadać może nie tylko o tym, jak zdarzenia różni się tym, że nie koncentruje się na analizie intymnego świata autora, lecz stanowi relację przede wszystkim o wydarzeniach zewnętrznych’, 4. środowiskowy ‘rodzaj wydawnictwa periodycznego – rocznika, kwartalnika, miesięcznika – poświęconego określonej tematyce’[5].

Dominujące wśród użytkowników Internetu odczytywanie blogów w kategorii diarystyki, czyli dziennika i pamiętnika, nie znajduje potwierdzenia po porównaniu tych gatunków. Z wykonanego przeze mnie porównania wynika, że blog to z całą pewnością więcej niż pamiętnik. Wpływ na zróżnicowane postrzeganie gatunku blogu ma specyfika samego medium, w ramach którego istnieje. Chciałabym podkreślić, iż można przypuszczać, że użytkownicy Internetu znają terminy pamiętnik i dziennik z rzeczywistości pozasieciowej, znają ich cechy gatunkowe i potrafią je odróżnić nie tylko od siebie, ale i innych gatunków, ale w nowym medium nabierają one dla nich odmiennego niż tradycyjne, bardziej potocznego znaczenia.

Czym zatem jest blog? Cytując autorów przywoływanego już przeze mnie artykułu Annę Gumkowską, Macieja Maryla i Piotra Toczyńskiego „blog to blog”[6]. Osobiście skłaniam się do stwierdzenia Danah Boyd porównującej blog do kartki papieru, określającej go raczej jako nośnik dla innych gatunków, z którego każdy użytkownik może skorzystać w dowolny sposób w zależności od swoich możliwości technicznych. Narzędzia metodologiczne wypracowane przez literaturoznawstwo do badań gatunków literackich nie zawsze okazują się przydatne do analizy gatunków internetowych. Zaliczając blog do gatunków ich zasób należałoby rozszerzyć o taki czynnik jak uzależnienie gatunku od techniki przekazu – medium. Internet zmienia bowiem chociażby ukierunkowanie komunikacyjne gatunków wykorzystywanych w sieci.

 

 

 

[1]http://pl.wikipedia.org/wiki/Blog

[2]http://www.mblog.pl/pomoc.html

[3]http://blog.onet.pl/pomoc/43,514,2373,przewodnik.html

[4]http://blog.interia.pl/pomoc

[5]Zgółkowa Halina (red.), 1994-2004, Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, t. 1-46, Poznań, Wydawnictwo „Kurpisz”.

[6]Gumkowska Anna, Maryl Maciej, Toczyński Piotr, 2009, Blog to…. blog. Blogi oczyma blogerów. Raport z badania jakościowego zrealizowanego przez Instytut Badań Literackich PAN i Gazeta.pl, [w:] Danuta Ulicka (red.), Tekst (w) sieci. Tekst - Język - Gatunki, Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne

Tagi: blog
23:05, polonisty
Link Komentarze (8) »
czwartek, 21 lutego 2013
Iris Johansen "Czy północ wybije"

Do tej książki wracam, już drugi raz. Jakoś mam teraz serię powtórek. Wydawnictwo Prószyński Media wznowiło wydanie książki Nory Roberts (J.D. Robb) i zmieniło trochę tytuł z Anioła zemsty na Anioła śmierci:( I ja się nacięłam, ale nie żałuję, bo to jedna z najlepszych części. Opisywałam ją TU.

   A drugą, czytaną przeze mnie po raz kolejny książką, jest Czy północ wybije Iris Johansen. Jest to thriller romantyczny. Ja jak zwykle zwracam uwagę na postaci męskie i tu jest bardzo ciekawy bonusik, a mianowicie dwa ciacha występują. Nasza bohaterka może wybierać między dwoma ciekawymi bohaterami. U pani Johansen fajne jest to, że jej bohaterowi nie są idealni, to nie są rycerze w lśniących zbrojach, świecące przykładem wzory moralności. W zasadzie jest tu jeden taki – policjant, były mąż Kate – wylatuje w powietrze już na początku książki:) oto co spotyka bohaterów… Kate czuje pociąg do złośliwego i despotycznego Noah i do czarującego Piotrusia Pana – Setha. Obaj to byli komandosi i snajperzy, ale Noah porzucił wojsko na rzecz badań medycznych. Seth zaś został mordercą i najemnikiem, czasem ochroniarzem…

   Kate zajmuje się badaniami genetycznymi. Od pewnego czasu Noah Smith właściciel konkurencyjnego laboratorium próbuje namówić ją do współpracy. Wkrótce laboratorium Noah wylatuje w powietrze, w wyniku wybuchu bomby ginie także były mąż Kate. Obie sprawy są powiązane i dotyczą badań medycznych. Osoba odpowiadająca za zamachy, jest przekonana, że Kate współpracuje ze Smithem. Mężczyzna ukrywa się i udaje zmarłego, postanawia także zapewnić ochronę Kate i jej rodzinie – za cenę współpracy nad tajemniczym RU 2. Prosi też o pomoc przyjaciela - Setha Drakina – najemnika. Noah, Seth, Kate, Joshua - jej syn, oraz Phyliss – teściowa, zaszywają się w leśnej chacie, by dokończyć badania. Ich tropem podąża wynajęty zabójca – Ismaru, szaleniec, który uważa się za indiańskiego wojownika. Kogo wybierze Kate? Co to jest RU 2? I czy wszyscy bohaterowie dotrwają szczęśliwie i w zdrowiu do końca badań? Ja wiem. A wy przeczytajcie!

Polecam:*

19:59, polonisty
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Tagi
stat4u