blog o książkach
RSS
piątek, 11 października 2013
Danuta Awolusi "Na wysokim niebie"

Nie wiem, czy pisania można się nauczyć. Zawsze wydawało mi się na przykład, że malowania można, ale czegoś i tak będzie brakować. Pewnie z pisaniem jest podobnie, liczy się warsztat i talent.

Lubię kiedy słowa same płyną, kiedy idealnie się układają, bez kantów i zastanawiania się, czy są dobrze użyte. Lubię kiedy autor bawi się słowami, gra z czytelnikiem i nie traktuje go jak głupiego. Lubię kiedy stawia zadania przed czytelnikiem i lubię kiedy tym zadaniom udaje mi się sprostać. Lubię kiedy pisarz umie przedstawiać emocje, kiedy logicznie prowadzi akcję i gdy umiejętnie buduje napięcie.

Lubię książkę Danusi Na wysokim niebie. To wszystko powyżej można powiedzieć właśnie o niej. Co do warsztatu nie miałam wątpliwości, regularnie czytuję jej blog… i jeszcze to opowiadanie z Blogerzy książki piszą. Talentu także tu nie brakuje. Mogło by być trochę dłużej, temat można by bardziej docisnąć, ale jak na debiut, to jest rewelacyjnie.

Jakieś trzynaście lat temu przeczytałam Most do Terabithii Katherine Peterson - trochę podobną powieść, i spłakałam się jak bóbr. W tym przypadku – czytając Na wysokim niebie, też sobie popłakałam. Na wysokim niebie, to nie jest powieść jaką bym świadomie wybrała na obecnym etapie mego żywota. To nie fantastyka, ani kryminał, ani komedia, kurcze nawet nie romans historyczny. Ale na dobre książki czasem wpada się przez przypadek (choć tu przypadku nie było). To obyczajówka chyba, tak trochę grawitująca ku młodzieży? Dramat?

Autorka porusza w niej bardzo rzeczywisty i aktualny (niestety) problem. Właściwie cały szereg problemów dotykających dzieci – bieda, nietolerancja wśród rówieśników, niekompetencja nauczycieli i pedagogów, agresja… Książka ta przypomina, że szkoła uczy przede wszystkim radzenia sobie w życiu i wśród rówieśników. Ale pokazuje też nam prawdziwą siłę ducha, siłę przyjaźni i siłę literatury:)

Ania jest bardzo zaniedbanym dzieckiem. W szkole wszyscy z niej kpią, prześladują ją i unikają jej towarzystwa. Oskarżają o najgorsze, tylko dlatego że jest brudna, zaniedbana i pochodzi z biednej rodziny. W domu nikt nie zwraca na nią uwagi. Dziewczynka znajduje swój azyl w świecie literatury. Dzięki książkom zaprzyjaźnia się z panią bibliotekarką, jedyną osobą, która nie patrzy tylko na powierzchowność, lecz dostrzega zalety Ani. Bohaterka pomału wychodzi ze swojego kokonu bezpieczeństwa, podejmuje wyzwania, znajduje przyjaźń i akceptację, podejmuje działania, które mogą ją wiele kosztować – może wiele zyskać, ale i wiele stracić. Jednak Ania to mądra dziewczynka, potrafi pomóc nie tylko sobie, ale i innym. Znajdzie szczęście? Przeczytacie, zobaczycie.

POLECAM BARDZO!!!

Jakiś aktor powiedział kiedyś, że trudniej jest rozbawić widza, niż zmusić do płakania. Więc oto kolejne zadanie przed autorką. Danusiu nie waż się przestawać pisać!!! Robisz to świetnie, spraw by następnym razem czytelnicy płakali z radości!!!

Bardzo dziękuję autorce, za możliwość przeczytania tej książki. Premiera już 16 października!!!

22:51, polonisty
Link Komentarze (6) »
wtorek, 08 października 2013
...

Odeszła mistrzyni.

Jest mi tak smutno, że aż nie wiem co napisać…

Nigdy nie ukrywałam, jak ważna jest dla mnie Joanna Chmielewska i jej twórczość.

Niedawno znów zaczęłam Krokodyla z kraju Karoliny

Przede mną jeszcze tylko jedna nowa książka Joanny Chmielewskiej, wydana ostatnio Zbrodnia w efekcie...

I choć ostatnie powieści nie były tak dobre jak te pierwsze, to i tak będzie mi Jej brakować.

Odeszła mistrzyni.


00:36, polonisty
Link Komentarze (1) »
środa, 25 września 2013
Katarzyna Michalak "Mistrz"

Nie Mistrz, a mistrzyni… tak można powiedzieć o autorce. Nadal jestem pełna podziwu, że pani Michalak odważyła się napisać tak odważną książkę. Jak już wspominałam, cieszy mnie, że potrafimy płynąć na fali zachodnich trendów. W sumie to moglibyśmy sobie kilka darować, np. modę na anioły, demony, wampiry i zombie… ale trudno.

W bibliotece złowiłam trzy nowe książki Katarzyny Michalak i wzięłam w ciemno. Jedną, w ładnej czarnej okładce, zaczęłam od razu i, po kilku pierwszych stronach, dokładnie obejrzałam tę okładkę, przeczytałam opisy i upewniłam się, czy to ta sama pani Michalak, którą przecież znam… ta od Jagódki, Poziomki, Poczekajki??? Na tych pierwszych stronach biją po oczach odważne sceny seksu, znane raczej z powieści amerykańskich. Byłam zaskoczona i zaintrygowana i zostało mi to jeszcze długo po odłożeniu książki. Oj nie tylko ze względu na te sceny…! Ale całokształt. Świat pełen bogactwa, przepychu, zawiści i brutalności. Świat mafii, narkotyków, broni i… namiętności. Przystojni mężczyźni, piękne kobiety, sceny namiętnego seksu i tortur. I syndromu sztokholmskiego, bardzo subtelnie zamaskowanego i teoretycznie usprawiedliwionego, bo kto by się oparł pięknemu, bogatemu, inteligentnemu, mrocznemu, wysportowanemu, seksownemu porywaczowi. No kto?

Sonia wraca nocą z zajęć, trochę się boi i w sumie ma czego. W przejściu podziemnym natyka się na przerażającą scenę, która zmieni jej życie na zawsze. Z naprzeciwka biegnie człowiek, gonią go czterej mężczyźni, z drugiego końca przejścia wyłaniają się kolejni czterej. Mężczyzna jest w pułapce a Sonia razem z nim. On popełnia samobójstwo a ona zostaje porwana, pobita, postrzelona, nafaszerowana narkotykami i lekami i uprowadzona do bajecznej willi na wyspie na morzu Śródziemnym. A wszystko to, bo była w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie… Piękny i mroczny Raul De Luca natknąwszy się na młodziutką Sonię, przypadkowo będącą w towarzystwie kuriera, bije ją, porywa, strzela do niej i podaje narkotyk a ona zakochuje się bez pamięci… w nim.

Akcja jest ciekawa, wartka i zaskakująca. Zakończenie nie jest przewidywalne, następują nagłe zwroty. Ja wolałabym konwencjonalne zakończenie, nie napiszę czemu. To zakończenie sprawia, że nie jest to zwykły romans z sensacją w tle. Weźcie i przeczytajcie, serio!

POLECAM:)

wtorek, 17 września 2013
Małgorzata J. Kursa "Niespodziewany trup"

Pochwaliłam dzień przed zachodem słońca, niestety. Cofnęliśmy się do czasów Teściowej…, albo raczej do poziomu Teściowej… Taka szkoda, naprawdę liczyłam, że kolejne książki pani Małgorzaty będą jeśli nie lepsze, to przynajmniej na poziomie Ekologicznej zemsty. Czytając ma się wrażenie, że autorka za bardzo śpieszy się z opowiedzeniem historii, pewne wątki są niedopracowanie, gdzieniegdzie kilka rzeczy się poplątało a wszystko kończy się za szybko, za szybko! Mam też wrażenie, że z panią Kursą czytamy te same książki i widać tu pewne tego naleciałości… Jestem rozczarowana i zasmucona. Ale nie będę się pastwić, za dużo mam jednak sympatii do pani Kursy.

Znów spotykamy znajomych z Kraśnika, m.in. Patryka, dotkniętego karzącą ręką sprawiedliwości w Ekologicznej zemście, policjanta Łukasza, jego żonę Lukrecję, całą ekipę gazety Echa Kraśnika i wielu, wielu innych… Anusia, fryzjerka, która w młodości nazywana była Ciapą, bo jej niezręczność kończyła się często przykrymi urazami osób stojących w zbyt bliskim otoczeniu, jest świadkiem napadu na bank. Co ciekawe Anusia z niezręczności się wyleczyła, może do szkoły wdzięku poszła? W każdym razie już nie powoduje obrażeń fizycznych samą swoją obecnością… Anusia zapamiętała kilka szczegółów z napadu i bardzo się boi o swoje życie. Z litości i dobrego serca, o jej bezpieczeństwo dbają; Patryk – miejscowy Casanova i Miś – instruktor sztuk walki, stwarzający swym roztargnieniem większe zagrożenie, niż uzbrojeni bandyci. Ekipa z Echa Kraśnika postanawia zająć się złapaniem bandytów, tym bardziej, że owi bandyci ubijają jedną z dziennikarek gazety. Mało lubianą, ale nadal jedną z nich. Czy można rozpoznać bandytę po butach i Kurrrrdybanku?

Polecam… Ekologiczną zemstę:)

poniedziałek, 09 września 2013
Agnieszka Lingas-Łoniewska "W szpilkach od Manolo"

Rano przeczytałam jakiś dobijający artykuł, jakiejś zagranicznej dziennikarki, o tym jakoby Polska była krajem smutnym i szarym a Polacy ludźmi żyjącymi historią, a później zabrałam się za W szpilkach od Manolo. Czeka na mnie jeszcze 3 część Zakrętów… gdzieś tam czeka, czekamy na siebie wzajemnie :/

    Poprawił mi się nastrój i bardzo się ucieszyłam, że Polacy piszą na światowym poziomie. Nasi autorzy potrafią genialnie pisać, czasem nawet lepiej od tych przereklamowanych zagranicznych sław, chodzi mi jednak o to, że potrafimy się wbić w te zachodnie trendy. Pani Lingas-Łoniewska już udowodniła, że pisze świetne thrillery romantyczne a teraz udowadnia, że pisze świetne komedie kryminalne. I może tu komuś podpadnę, ale Szpilki podobają mi się ciut bardziej od Zakrętów:) Mogły by mieć drugą część, bo bohaterka jest naprawdę dobrze skonstruowaną postacią, ma super poczucie humoru i sporo niezłych tekstów w powieści. W Zakrętach i Szóstym to męskie postacie dominowały, skupiały na sobie uwagę a na pewno odwracały od kobiet. A tu, mimo iż pałęta się niezłe ciacho, to powieść należy do Liliany – ona tu króluje! Już czuję, że będę za nią tęsknić:(

Już sam początek powala na łopatki:

Imię: Liliana.

Wiek: czy to istotne? Ech, dobra, dwadzieścia pięć… dziesięć lat temu.

Stan cywilny: panna (jakie to idiotyczne, panną dawno już nie jestem), niech będzie singielka.

Zawód: zawodów miałam wiele, ostatnio miał metr osiemdziesiąt wzrostu, niebieskie oczy i kłamliwy jęzor.

Zwierzaki: kocham, posiadam, pieszczę.

Plan na najbliższy rok: nie zabić takiej jednej, znaleźć inną pracę, może… zakochać się.

Liliana pracuje w korporacji, nie lubi szefowej i jest przewrażliwiona na tle swojego(?) miejsca parkingowego. I pewnego wcale nie tak pięknego dnia miejsce to zajmuje piękny mężczyzna w pięknej beemce. Liliana nie zwraca jednak uwagi na atrakcyjną powierzchowność, gdy w grę wchodzi jej(?) miejsce parkingowe. Później okazuje się, że piękniś, to nowy szef Liliany, ale cóż z tego skoro ona zdążyła go już zwymyślać… A jeszcze później, znaczy po namiętnych pocałunkach, namiętnej nocy i… innych namiętnych rzeczach, okazuje się, że Michał jest tajnym agentem (policjantem pod przykryciem) tropiącym porywacza. To oczywiście oznacza też, że… porywacz również pracuje w korporacji i Lilka może być w niebezpieczeństwie.

Bardzo polecam!!!

 

 

PS. Kocham autokorektę Worda! Dwa razy poprawiło mi porywacza na pomywacza!

środa, 04 września 2013
Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu. Braterstwo krwi"

Druga część Zakrętów Losu podobała mi się odrobinę mniej, niż jedynka i przeczytanie jej zajęło mi w związku z tym więcej czasu… 2 dni a nie jeden;)

Mniej mi się podobała, z powodu rozbicia akcji na dwa fronty. Mamy tu dwie pary Katkę i Krzyśka – znanych z części pierwszej, i Ilonę i Lukasa. I kiedy ja zafascynowana byłam losami tej drugiej pary, wcinali mi się Kaśka i Krzysiek - ona za dużo płakała (hormony) i on z tą swoją postawą – nic żonie nie powiem, dla jej własnego dobra - moja wewnętrzna wojująca feministka zgrzytała zębami. Serio jego sposób na radzenie sobie z mafią – robić co każą, okłamywać żonę, ugadać się z policją i mieć podejrzane konszachty z podesłaną asystentką a żona patrzy i wysnuwa wnioski – bardzo mnie drażnił. Metody Lukasa podobały mi się bardziej. Gdy przeczytacie, to zrozumiecie, jak się załatwia sprawy po męsku – wg Lukasa… po pysku i gotowe. Szkoda, że Krzysiek nie może tak postąpić:( dać komu trzeba po gębie i mieć spokój:)

A wątek z Lukasem interesował mnie bardziej i chciałam więcej!

Jak już wiecie, mafia nie zapomina. I upomniała się w końcu o Krzyśka. Po zniknięciu Lukasa, który został świadkiem koronnym, gangsterzy zapukali do gabinetu Krzyśka i złożyli mu propozycję nie do odrzucenia. Pan mecenas ma reprezentować ich interesy. Krzyś się zgadza i stosuje wobec żony politykę nicniemówienia. Kontaktuje się jednak z policją i zaczynają współdziałać. Pomaga im Lukas, który powraca ze zmienionym wyglądem. Katka nic nie wie… Lukas poznaje Ilonę, maltretowaną żonę prezesa banku i zakochuje się na zabój. Jednak czy w jego życiu jest miejsce na miłość i rodzinę? Bardziej prawdopodobne, że mafia w końcu go rozpozna i wykończy. Od teraz Lukas musi się martwic nie tylko o brata i jego żonę, ale i o Ilonę i jej synka. Katka się w końcu dowiaduje, ale jej mąż wymyślił, że będą udawać, że on ma romans i już się nie kochają.

Jest bardzo emocjonalnie, ale nie brak też dobrej akcji – pełen pakiecik.

Te nowe okładki tej serii nie są zbyt spektakularne. Jak już wspomniałam, to raczej dramat sensacyjny a okładki trochę nie pasują. Wydawnictwo mogło zainwestować w tego grafika, który projektował okładkę Łatwopalnych, najnowszej książki pani Lingas-Łoniewskiej - bardzo ładna:)

 POLECAM!!!

sobota, 31 sierpnia 2013
Joanna Chmielewska "Całe zdanie nieboszczyka"

Całe zdanie nieboszczyka doczekało się ekranizacji w 1999 i, jako samozwańczy ekspert od Chmielewskiej, ogłaszam ją najlepszą ekranizacją… i już. Grał tam Bohun;) Ale najlepsze jest to, że była wierna oryginałowi! Bo to, co zrobili z innymi… Klin (Lekarstwo na miłość) z Kaliną Jędrusik mnie zniesmaczył – Joanna za bardzo się kleiła do Janusza, jakby tylko na romansie jej zależało. Wszyscy jesteśmy podejrzani (Randka z Diabłem) z Olszówką został tak okrojony, że cały humor też wycieli… reszty szkoda nawet komentować, wszystko tak pomieszane, że nie wiadomo o jaką książkę chodzi!

Najlepsze książki Chmielewskiej, to te wcześniejsze, każdy to powie, ale mówiąc wcześniejsze mamy na myśli głęboki PRL. Ja lubię PRL (jak moja babcia…;) ), poza wszystkim kryminałami z biblioteki z tamtej „epoki” przeczytałam też nawet encyklopedię Rzeczypospolitej - między innymi. Fascynują mnie opowieści o kolejkach, pustych półkach i załatwianiu;) i o cenzurze. W Całym zdaniu nieboszczyka dużo to się nie naczytamy o realiach Polski Ludowej, bo Joanna obija się po całym świecie – Dania, Brazylia, Francja, Włochy i dopiero na końcu Polska ukochana. I o tej Polsce pisze nam w sumie niewiele, ale coś tam da się wygrzebać:) np.; Joanna kocha milicję… kto w tamtych czasach kochał milicję?! A kto w tych czasach kocha policję?! Polska milicja lekiem na międzynarodowych gangsterów, tylko im można zaufać, tylko oni mogą pomóc! Aż brak słów. Nawet celnicy na granicy nie chcą kontrolować bagażu:) Polskie drogi są takie same jak w latach siedemdziesiątych, tylko 40 lat starsze, a do Jaguara trudno było dostać części zamienne;)

Ale i tak najpiękniejsze słowa padają w tej właśnie książce, bo o stosunku autorki do rzeczywistości może i mało jest w jej powieściach, nie ma krytyki politycznej, narzekania na braki wszystkiego. Jest za to jeden szczególny wiele mówiący fragment:

Nie mogłam mu przecież wyznać, że moje prawdziwe życie jest bardzo daleko stąd, na północy, gdzie księżyc świeci srebrnym, a nie złotym blaskiem, gdzie morze jest przeważnie zimne i ma kolor szarozielony, gdzie w jedynym dla mnie mieście jeżdżą przepełnione tramwaje i niewyspani ludzie śpieszą się rano podpisać listę obecności, gdzie brakuje czasem wody w kranach i papieru toaletowego w sklepach, gdzie stoją kolejki po mięso i Encyklopedię Powszechną, gdzie jest trudno żyć, gdzie trzeba umieć żyć i gdzie wyłącznie można żyć. W mieście, które dwadzieścia pięć lat temu stanowiło beznadziejną ruinę, a teraz żyje jedynym prawdziwym życiem.

Całe zdanie nieboszczyka jest zaczątkiem mojej prywatnej kolekcji Chmielewskiej, mam zamiar uzbierać wszystkie jej książki napisane do roku 1990 (resztę już wybiórczo:)). Nie powiem ile razy już ją czytałam, to i tak nie mój rekord – najwięcej razy czytałam Wszystko czerwone, mój numer jeden. Ale niedługo nowa książka Chmielewskiej, więc trzeba się wam z damą polskiego kryminału przypomnieć.

Joanna siedzi w Danii. Właściwie praca tam jest wymówką, bo między nią a Diabłem (prokurator z Wszyscy jesteśmy podejrzani, Krokodyl z kraju Karoliny), który został w Polsce, nie układa się najlepiej. Joanna beztrosko jeździ sobie na wyścigi w Charlottenlund co niedziela, i właśnie pewnej wiosennej niedzieli spotyka ją nieoczekiwane szczęście i pech w jednym. Joanna wygrywa w gonitwie i zmamiona wygraną jedzie do nielegalnego kasyna. Tam znów wygrywa, ale upojny sukces przerywa jej strzelanina i nalot policji. A pewien konający dżentelmen wyjawia jej ostatnim tchem jedno bardzo ważne zdanie. To jedno porządne i długie zdanie przysparza bohaterce nie lada kłopotów: uprowadzenie, ucieczka, uwięzienie, ucieczka, zauroczenie, ucieczka, zdrada i… szczęśliwe zakończenie? Może…

 

PS Niezbędnik zaradnej Polki – szydełko (koniecznie), włóczka, kłębek, czy inny motek, atlas geograficzny świata, kalendarzyk Domu Książki (nie wiem jak to wygląda…), buty z mocnymi obcasami, opcjonalnie; siata wypchana dolarami. Z takim ekwipunkiem nie zginiesz w wielkim świecie;)

POLECAM NIEZMIENNIE

środa, 31 lipca 2013
Marcin Wroński "Kino Venus"

I znów jesteśmy w Lublinie w latach 30. ubiegłego wieku i znów uganiamy się za przestępcami. To znaczy, że znów mamy do czynienia z Marcinem Wrońskim i jego twórczością.

Chyba każdy tak ma, że niektóre książki czasem mu nie leżą, albo, nawet fajne, mają jakieś braki; a to wątek nudny, a to opisy marne… a w Kinie Wenus wszystko jest na swoim miejscu, jak dla mnie wszystko super!

     Nasz znajomy Zyga Maciejewski nie ma jednak różowo. Przeniesiony do dzielnicy żydowskiej z oficera śledczego, stał się mundurowym gryzipiórkiem, co z tego, że kierownikiem Komisariatu… I jeszcze te kobiety… To w sumie ciekawe, bo to facet o facecie pisze, ale Zydze, pisząc wprost i bez cenzury, seks zrobił z mózgu sito. Kobity wodzą go za nos! Pod tym jego nosem kwitnie pornobiznes i handel kobietami a także początki narkobiznesu, ale Zyga oszołomiony romansami początkowo (i środkowo) niczego nie dostrzega. To dzielni tajniacy Zielny i Falniewicz rozwiązują zagadki! Oczywiście, mnie, jak zwykle, zachwyciły barwne portrety obyczajowe – konflikty polsko-żydowskie, nastroje polityczne… ledwo pięć lat wcześniej Marszałek dokonał przewrotu, a za raptem osiem lat wkroczą do Lublina Niemcy… chociaż tu więcej słychać o komunistach niż o nazistach - uroki bliskości wschodniej granicy. Każda opcja polityczna, czy też narodowa ma swoją gazetę, każda gazeta pisze niby o tym samym, ale inaczej. Może się powtarzam, ale naprawdę ciężko musiało być zachować neutralność:)

     Zyga Maciejewski w mundurze! Dzień w dzień zmaga się z biurokracją, nawet ukochanego boksu nie może uprawiać, gdyż obita gęba nie licuje z powagą i majestatem munduru. A w Lublinie źle się dzieje, nie tylko na mieście, ale i w policji… Kraft, pełniący obowiązki Zygi po jego przeniesieniu do dzielnicy żydowskiej, zdobywa dowody przeciwko nowemu komendantowi, który przywłaszcza sobie policyjne pieniądze (to poważna sprawa, według słów autora, policja miała w tamtych czasach tylko dwa samochody!). Zygę zaś próbuje skorumpować pewien detektyw ze stolicy, prawie bezskutecznie. Nasz policjant, aby odpocząć od papierkowej roboty, zaczyna interesować się podejrzanie dużą ilością żydowskich prostytutek w mieście, porwaniem córki bogatego Żyda z Warszawy i morderstwem. Tylko makiaweliczny umysł Zygi mógłby połączyć te wszystkie sprawy, ale co z tego skoro uwagę policjanta odwracają dwie piękne kobiety. Omamiony Zyga przestaje myśleć i sprawę rozwiązać muszą jego dzielni tajniacy…

     Do Kina Wenus dodana jest malutka płyta i bardzo żałuję, że nie mogę się na razie udać z nią do Lublina i pospacerować sugerowaną przez Autora trasą odsłuchując nagrania:(

Polecam gorąco, ja szukam kolejnych części!

czwartek, 25 lipca 2013
Małgorzata J. Kursa "Ekologiczna zemsta"

Przeczytałam chyba wszystkie książki tej autorki – jak dotąd, i stwierdzam, że każda kolejna jest lepsza.

Ekologiczna zemsta zaś jest moim zdaniem najlepsza. Pisałam tu chyba tylko o jednej, o Teściowej i o ile pamiętam czepiałam się braków opisów. W Zemście wszystko jest na swoim miejscu i nie brak opisów wnętrz i zewnętrz. Książka jest tak dobra, że czytałam ją do wpół do trzeciej w nocy, jednym okiem zerkając na zegarek. Chciałam doczytać do momentu ukarania pierwszego przestępcy przez rogatą bandę. Uśmiałam się tak bardzo, że musiałam rechotać w poduszkę, żeby sąsiadów nie pobudzić… wiecie w nocy głos po bloku jakoś łatwiej się rozchodzi:)

Ekologiczna zemsta jest jakby kontynuacją Babskiej misji, ale występują tu bohaterowie także pozostałych książek. Wszystko pozostaje w rodzinie i niedługo poznamy chyba całą populację Kraśnika. To właśnie ze względu na to miasto sięgnęłam po te książki, nie znam Kraśnika, ale stamtąd pochodzi kilka moich koleżanek, więc chciałam sobie o nim poczytać. Humor powieści bardzo przypomina mi wczesne książki Chmielewskiej, chociaż wiecie, mistrzyni nikt nie dorówna:)

Malwina Pędziwiatr, zatwardziała feministka, wraca do Polski, by ratować córkę przed strasznym losem, jakim jest… małżeństwo. Córkę i zięcia poznacie w Babskiej misji. Okazuje się jednak, że zięć jest całkiem przyzwoitym człowiekiem, na dodatek policjantem i córki wcale nie trzeba ratować. Malwina zamieszkuje z „dziećmi” i postanawia przywrócić porządek w mieście. Policja bowiem nie radzi sobie z pewnymi „incydentami”, takimi jak kradzieże torebek, piraci drogowi, zaśmiecanie lasu… Malwina wraz z przyjaciółką Elizą i jej synem Piotrem opracowują plany zemsty. Za narzędzia sprawiedliwości służą im; rycyna, farba w sprayu i kamera… jeszcze tylko nierzucające się w oczy przebranie i można działać. Kraśniczanie strzeżcie się, rogata banda czuwa! Stale przybywa chuliganów do ukarania, więc nasi mściciele będą mieli pełne ręce roboty:)

Książka warta jest polecenia, tym bardziej, że moim zdaniem każda kolejna powieść autorki jest coraz lepsza:)

piątek, 19 lipca 2013
Lisa Jackson "Nie chcesz wiedzieć"

Te okładki z pomostem zaczynają mnie już nudzić… motyw nawet pasuje do fabuły, ale ile można? Pamiętacie pewnie, że cała seria książek Roxanne St. Clarie miała takie okładki?

Lisa Jackson to jedna z najlepiej piszących autorek thrillerów romantycznych. Jej książki można polecać w ciemno. Nie chcesz wiedzieć nie jest może najlepszym dziełem pani Jackson, ale i tak godna jest polecenia. Takim najbardziej rzucającym się w oczy mankamentem jest to, że akcja zaczyna się jakoś zbyt gwałtownie. Przez dwa lata bohaterka żyje w oparach iluzji, na krawędzi szaleństwa faszerowana psychotropami i nagle pewnego dnia postanawia przestać łykać leki, wziąć się w garść i udowodnić, że wszyscy pragną ją skrzywdzić, że wszyscy ją okłamują, szpiegują i Bóg wie co jeszcze… ta nagłość jest jakaś dziwna. Wątek romansowy też trochę blady, ale akcja i sensacja nadrabiają resztę. Mamy tu potencjalną wariatkę, nie całkiem normalną rodzinę, zbiegłego ze szpitala psychiatrycznego seryjnego mordercę i jeszcze drugiego mordercę… (sami wariaci jak widać) się dzieje, oj akcja trzyma w niepewności!

Ava straciła synka. Nie wiadomo dokładnie co się stało, chłopiec znikną ze swego łóżeczka po Bożonarodzeniowym przyjęciu. Po dwóch latach Ava ciągle nie może poradzić sobie ze stratą. Po pobycie w szpitalu psychiatrycznym i próbie samobójstwa ciągle miewa problemy z pamięcią i koszmarami nawiedzającymi ją we śnie i na jawie. Kobieta słyszy płacz i wołanie swego synka, widuje jego postać na pomoście, mało nie tonie próbując ratować to przywidzenie. W jej domu pełno jest fałszywych krewnych i przyjaciół – kaleka kuzynka obwiniająca Avę o wszelkie zło tego świata, leniwy kuzyn, zdradzający mąż, szpiegująca pokojówka i pielęgniarka, nawet pani psychiatra lecząca Avę nie jest do końca uczciwa. Wszyscy oni mają pretensje do pani domu – kobiety, która przed załamaniem nerwowym uważana była za twardą przeciwniczkę, bizneswoman z krwi i kości, prawdziwą sukę. Wszyscy kłamią i udają troskę. Kto w tym domu wariatów jest prawdziwym szaleńcem? I czy Noah, syn Avy, jeszcze żyje?

Polecam!

23:18, polonisty
Link Komentarze (5) »
sobota, 06 lipca 2013
Agnieszka Steur "Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie"

Tak sobie wspominam i medytuję nad powieściami fantasy… i wydaje mi się, że pierwszą prawdziwą książką fantasy jaką przeczytałam, było coś Andre Norton – Kryształowy gryf albo Zwierciadło przeznaczenia

      Napisać książkę fantasy jest moim zdaniem trudniej, niż taką „zwykłą”. Dlaczego trudnej? Bo autor fantasy tworzy własny świat i musi stworzyć go tak, by wszystko pasowało, opisać tak, by czytelnik to zobaczył. Autor książek „z naszego świata” może liczyć na to, że czytelnik sam dopowie sobie pewne rzeczy – dotyczące krajobrazu, wyglądu postaci itp. Ale kiedy coś jest wymyślone i siedzi tylko w głowie pisarza, to wielkim talentem jest „sprzedanie” tego. Liczy się wyobraźnia i logika. A po czym rozpoznać dobre fantasy? Dobra fantastyka ma przede wszystkim mapkę! Pamiętajcie, te bez mapki, mogą być nie teges… ;)

W Wojnie w Jangblizji jest mapka! I na samym począteczku przyczepię się do jednej małej rzeczy, bo później to już nie ma się czego czepiać:) Otóż nie przemawia do mnie okładka.

     Autorka sięgnęła tu po ciekawy i stosunkowo mało spotykany chwyt, jakim jest ukazanie naszego świata, jako tego obcego, nowego, niezrozumiałego. Świetne posunięcie – pokazanie, że to, co znamy, co wydaje się swojskie i znajome, może być tak naprawdę dziwaczne i śmieszne… Jednocześnie pani Steur dyskretnie i pomału wprowadza nas w rzeczywistość Jangblizji. To fragmenty, będące pamiętnikiem królowej Zary są moimi ulubionymi. Sama królowa zaś jest moim zdaniem najlepiej i najciekawiej skonstruowaną postacią. Ona jest królową-kobietą-matką, nie jakąś mityczną i zimną władczynią, tylko kobietą, której nieobcy jest strach, miłość, nadzieja. Ona potrafi przyznać się do błędu, do uczuć, przerażenia… fajna jest.

Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie motyw mieszanych związków. Już na samym początku dowiadujemy się, że w Jangblizji zwierzęta ewoluowały tak jak ludzie i pod względem umysłowym i emocjonalnym przypominają homo sapiens – różnią się wyglądem. Ale do głowy by mi nie przyszło, że mogą z tego powstać mieszane związki… wiecie pies z rybą np… Dałam się kompletnie zaskoczyć i to dobrze, bo przewidywalne książki są nudne;) zwłaszcza fantasy. I to właśnie jest największym plusem powieści, nieprzewidywalność, niespotykana fabuła, ciekawie skonstruowana akcja, która stale zaskakuje czytelnika i dobrze scharakteryzowane postaci.

W Jangblizji trwa wojna. Król Taro i królowa Zara postanawiają więc wysłać swoje dzieci – Nanę i Roana w bezpieczne miejsce. Tym miejscem okazuje się być Tamten Świat – nasz świat. Dzieciaki w towarzystwie Fitelsa (psowatego) i opiekunów; Maratonusa (koniowatego) i Irys (owcowatej), zamieszkują w małym domku i przyzwyczajają się do nowego świata. Wiele rzeczy jest dla nich nowością, niektóre zwyczaje tubylców ich fascynują a inne przerażają. Lecz prawdziwe emocje zaczynają się gdy bohaterowie odkrywają, że nie są jedynymi przybyszami z Jangblizji. Od tego momentu do tęsknoty i strachu o najbliższych pozostawionych w ogarniętym wojną kraju dołącza niepewność i rozterka… czy to prawda, że ukochani rodzice winni są wygnania do Tamtego Świata tylu Jangblizjan??? I to z powodu… miłości?

    Im bardziej zagłębiamy się w historię Nany i Roana, tym więcej poznajemy zaskakujących faktów i smutnych historii, tajemnic Jabgblizji i Tamtego Świata. Bardzo polecam tę powieść! W tym zalewie podobnych do siebie opowieści o magach, krasnalach i elfach Wojna w Jangnlizji jest powiewem świeżości, a jednocześnie mądrą i fascynującą książką. Dziękuję pani Agnieszce Steur za możliwość przeczytania jej.

czwartek, 13 czerwca 2013
Ewa Stec "Romans z trupem w tle"

W przypadku tej książki tytuł może spokojnie klasyfikować gatunek. Znęciłam się recenzją fajnie zapowiadającej się książki (TU) i poszukałam czegoś podobnego. Panią Ewę Stec pomyliłam z panią Dominiką, którą lubię i czytuję od dawna, więc wzięłam raczej w ciemno:) ale wcale się nie rozczarowałam…

To książka z rodzaju łatwych i przyjemnych. Czyta się ją szybko, akcja jest zwariowana i pełna humoru. Główna bohaterka po rozstaniu z niewiernym narzeczonym, od razu wplątuje się w „romans” z nowo poznanym mężczyzną. Ja się w sumie nie dziwię, taką postrzeloną babę strach zostawić bez opieki, musowo upilnować, by głupstw nie narobiła;)

Główna bohaterka Agnieszka Rusałka, to wariatka, i ma to chyba po mamusi, która przy każdym objawieniu się w powieści, wciska córce jakieś żarcie – pierożki do słoika… Rusałka to porzucająca zdradzona narzeczona, która przyłapała swego narzeczonego in flagranti – z Motylicą na fotelu dentystycznym. W ramach zemsty porwała i przetrzymywała krasnala ogrodowego należącego do owego narzeczonego. Rozpacz po narzeczonym nie trwała jednak długo – Aga szybko zapałała bowiem uczuciem do pocieszającego ją Bonda. Jerzego Bonda. Okazało się też, że porwany krasnal jest niezwykle popularny i wszyscy chcą go mieć. Tak bardzo, że gotowi są zabić… A wróżka wywróżyła Adze wielkiego pecha… chyba lepiej by było nie wychodzić z domu…

Rozumiecie coś z tego, co napisałam? Nie? To przeczytajcie książkę;P

Tagi: Ewa Stec
21:56, polonisty
Link Komentarze (5) »
wtorek, 28 maja 2013
Marcin Ciszewski "Upał"

Na początku tej książki autor powinien umieścić takie oto pocieszenie:

NA SZCZĘŚCIE wszystkie postaci i wydarzenia umieszczone w utworze są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistości są przypadkowe i niezamierzone.

Zabrakło mi tych słów. Już na początku książki zaczęłam się bać, że to mogło by tak wyglądać!

Swego czasu czytałam bardzo dużo książek sensacyjnych, później trochę mi przeszło, i umieszczenie akcji w stolicy naszego kraju wydało mi się intrygujące. Zamach terrorystyczny podczas Euro 2012 – mecz Polska-Niemcy:) Tu zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest książka fantasy… ćwierćfinałowy mecz Polska-Niemcy???!!! Jeśli chodzi o działalność tajnych służb w naszym kraju, to wiem tylko, że niektórzy „pukają” do drzwi o szóstej rano… wszelkie inne tajniki ich działalności są mi obce. Dlatego nie mam pojęcia, czy autor wszystko wymyślił, czy też jakieś ziarno prawdy w powieści się znajduje. Mój strach nie dotyczył jednak terrorystów… ani antyterrorystów, tylko tego, co działo się „na górze” (muszę tu strawestować mistrzynię Chmielewską; biorąc pod uwagę, że w naszym państwie wszystko stoi na głowie, dno tego bagienka znajduje się wysoko na górze:)). W pewnym momencie główny bohater – szef wydziału do walki z terroryzmem, zamiast walczyć z terroryzmem, biega od gabinetu do gabinetu wysłuchując głupawych uwag premiera, ministrów i Bóg wie kogo jeszcze… dodatkowo musi uważać, na ludzi, którzy chcą przejąć jego stanowisko i jeszcze musi walczyć z innymi służbami (głównie ABW) o dostęp do posiadanych przez nie informacji. No droga przez mękę! Dynamiczna akcja sprawia, że ciężko się od książki oderwać, gdzieś wyczytałam termin „galopująca sensacja” – i do takiego właśnie gatunku zaliczyłabym powieść Ciszewskiego.

Na trzy dni przed najważniejszym meczem Euro 2012, kilka wydawałoby się drobnych szczegółów, wprowadza pracowników Wydziału Zwalczania Terroryzmu CBŚ w stan pogotowia. A pewien zamachowiec samobójca próbuje wysadzić się w powietrze w centrum miasta. Na szczęście zamach nie udaje się… tym razem. Ludzie podinspektora Jakuba Tyszkiewicza rozpoczynają śledztwo i rozpaczliwą walkę z czasem, oraz wszelkim innymi przeciwnościami – z koszmarnym upałem na czele. Niestety drugi zamach bombowy zabija kilku policjantów z ekipy Jakuba. Wydaje się, że zamachowcy specjalnie celowali w policjantów. Jakub prowadzi gorączkowe poszukiwania sprawców, zgrabnie lawirując pomiędzy zasadzkami zastawionymi przez zawistnych dowódców innych agencji, urażonych ministrów i innych. Premier nadał bowiem Tyszkiewiczowi tymczasową zwierzchność nad wszelkimi służbami mundurowymi w kraju a to nie podoba się wielu ludziom. Dzień meczu się zbliża a temperatura rośnie – nie tylko ta na zewnątrz… kto wygra?

W książce pełno jest danych technicznych odnośnie broni i sprzętu antyterrorystów (i terrorystów), dla mnie zupełnie obcych. Chciałam sobie niektóre rzeczy wyguglować, ale te głupie ciasteczka tak teraz śledzą ludzi, że bałam się, że i do mnie zapukają o świcie ;P

Jeśli chcecie poznać wynik meczu Polska-Niemcy, to przeczytajcie tę książkę;) Ja się skuszę na jeszcze jakąś, jak tylko znajdę:)

wtorek, 21 maja 2013
Matthew Quick "Poradnik pozytywnego myślenia"

Wybierając książkę nie należy sugerować się filmem.

Nie oglądałam filmu Poradnik pozytywnego myślenia, a chciałabym. Portal filmweb.pl określa go jako: dramat/komedia. Recenzje sugerują, że jest to komedia romantyczna… sama książka nie jest komedią i raczej nie komedią romantyczną, a na dramat ma za mało dramatyczne zakończenie. I jeszcze Katniss Everdeen dostała Oskara za rolę Tiffany… naprawdę chcę to zobaczyć!

Chciałam przeczytać komedię romantyczną, nie czepiałabym się wtedy, a ja nawet nie wiem jak sklasyfikować Poradnik… To naprawdę dobra książka, ale trudna, choć zakończenie mnie rozczarowało. Nie mogłam się od niej oderwać, ciągnęło mnie do niej, ilekroć ją odkładałam. Pomimo tego, że jest dziwna i trudna. Na pierwszy rzut oka, to taka sobie opowieść o niezrównoważonym mężczyźnie, mającym obsesję na punkcie swojej byłej żony. Ale my poznajemy świat właśnie oczami tego niezrównoważonego człowieka, wypuszczonego ze szpitala psychiatrycznego. Z jego punktu widzenia obserwujemy zachowania „normalnych” ludzi i wychodzi, że nie do końca normalnie się oni zachowują. Nie wiem, czy autor nie przesadził z objawami Pata, czy jego zachowanie, jako „wariata” jest autentyczne, czy niezrównoważony emocjonalnie właśnie tak postrzega rzeczywistość, ale do mnie ta książka przemówiła. Pat po załamaniu nerwowy wydaje się mieć mentalność dziecka, ma wspomnienia dorosłego mężczyzny (choć ma w tych wspomnieniach spore luki), ale umysłowo jest jak dziecko. Nikki powiedziała, że to jest złe, więc on tego nie robi, Nikki lubi to, więc on to robi, cały czas zastanawia się, co powiedziałaby Nikki – jego była żona. Nikki lubi mężczyzn o ładnym ciele, więc Pat katuje się w swojej domowej siłowni dziesięciogodzinnymi treningami, śpi na dusznym poddaszu, by spalić tłuszcz, biega w foliowym worku na śmieci, by jeszcze szybciej spalić tłuszcz. Czyta klasykę, bo Nikki jest nauczycielką angielskiego a on chce zaimponować jej oczytanym znajomym. Pat trenuje jak być miłym facetem, by Nikki do niego wróciła. Wcześniej wcale nie był miłym facetem…

Film - Pat myśli, że jego życie to film. Filmy zawsze dobrze się kończą i jego zmagania też zakończą się happy endem, nic tak nie wyprowadza Pata z równowagi jak pesymizm i brak pozytywnego myślenia. Powrót Nikki to właśnie owo szczęśliwe zakończenie, dlatego tak denerwują Pata insynuacje, że Nikki nigdy nie wróci – wystarczy być pozytywnie nastawionym i zmieniać swoje życie. Czytając przemyślenia Pata i poznając jego wspomnienia dowiadujemy się, że bohater nie był dobrym mężem – nic dziwnego, że Nikki odeszła. Pat po wyjściu ze szpitala nie bardzo umie odnaleźć się w otaczającym go świecie, a bardzo boi się wrócić do „niedobrego miejsca”. Stara się przestrzegać wszystkich wyuczonych norm, na pierwszym miejscu są normy narzucone przez Nikki.

Niestety zakończenie godne jest tej komedii romantycznej. Zawiodłam się raczej. Cała akcja wyraźnie prowadzi nas do poznania przyczyn odejścia Nikki – jakiegoś strasznego czynu Pata. I do tego wyczekiwanego szczęśliwego zakończenia. Ale to zakończenie trochę naciągane i mało satysfakcjonujące.

Ale i tak polecam.

22:40, polonisty
Link Komentarze (5) »
środa, 15 maja 2013
J.D. Robb "Psychoza i śmierć"

Buszując w statystykach mojego blogu, znalazłam wejście z hasła „dziecko Eve i Roarke’a”. Ha!!! Nie tylko ja wieszczę im potomka, ale ja to mówię od prawie dwóch lat! I moim zdaniem wtedy seria, liczącą do tej pory 36 (po angielsku 38) książek, skończy się…

Aby zrozumieć, czemu posiadanie przez parę głównych bohaterów dziecka ma być takim przełomem, trzeba przeczytać co najmniej kilka części. Wystarczy wspomnieć, że na widok każdego bobasa Eve blednie i szuka drogi ucieczki:) Roarke jest sprytniejszy, on ucieka wcześniej. Oboje nie mieli szczęśliwego dzieciństwa… w ogóle nie mieli dzieciństwa, więc nie rozumieją dzieci i nie umieją z nimi postępować. Ale mają Summerseta więc jakby co, to ten ewentualny dzieciak nie zginie marnie;) Ale na razie się nie zanosi na powiększenie rodziny. Eve musi poradzić sobie z własną przeszłością – ojcem i matką. Ona wie, jak rodzice mogą zniszczyć dziecku życie.

Dallas musi powstrzymać terrorystę rozprzestrzeniającego w miejscach publicznych groźną substancję. W wyniku działania gazu ludzie wzajemnie się zabijają – wpadają w szał, doznają halucynacji i atakują się nawzajem walcząc wszystkim co mają pod ręką. Tropy prowadzą do kultu konia barwy ognia. Trochę czytałam Nowy Testament, ale nie pamiętałam tej nazwy (o koniu pamiętałam, ale zaciekawił mnie maniacko powtarzany zlepek słów – kult konia barwy ognia). W moim wydaniu koń jest ryży – drugi koń, symbolizujący wojnę. W Biblii Gdańskiej koń jest „rydzy”, a ogólnie mówi się, że jest czerwony (słownik symboli). To wynika z różnych tłumaczeń. Sorry maniactwo polonisty…

Akcja dzieje się w połowie XXI - przypomnę. Autorka dopisuje nam bowiem alternatywną przyszłość – dla bohaterów książki - przeszłość. W latach 2012- 2013 na świcie mają mieć miejsce tzw. Wojny Miejskie. Mieszkańcy dużych miast mają wtedy walczyć między sobą – rożne ugrupowania polityczne, rasowe, wyznaniowe mają skoczyć sobie do gardeł. Policja i wojsko mają pozostać bezsilne… ludzie uciekać będą na wieś. Hmmm ciekawe i odważne przypuszczenia;)

Jak już wspomniałam, ktoś rozprzestrzenia w barze niebezpieczną substancję, w wyniku czego ponad osiemdziesiąt osób zabija się nawzajem. Bar należy do Roarke’a. Eve prowadzi śledztwo i trafia na trop kultu ryżego konia. Założyciel tego kultu w okresie Wojen Miejskich dokonał dwóch podobnych zamachów z pomocą opracowanej przez siebie substancji. Eve zastanawia się, kto mógłby skopiować skład śmiercionośnego koktajlu. Oczywistym tropem wydaje się poszukiwanie potomków twórcy receptury. Tu Eve zaczyna zastanawiać się nad dziedzicznością – czy dzieci dziedziczą złą naturę po rodzicach (Dallas byłaby wtedy zła do szpiku kości…). Eve prześladują sny z matką i ojcem w rolach głównych, oboje obwiniają w nich Dallas za swoją śmierć – w przypadku ojca to słusznie, ale matki to ona nie zabiła. Porucznik Dallas już od pierwszych przesłuchań wie, kto jest sprawcą, ale nie ma dowodów. Zaczynają się więc sprytne podchody, mające na celu złapanie terrorysty w pułapkę.

POLECAM!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Tagi
stat4u