blog o książkach
RSS
piątek, 30 września 2011
romansowo

książeczki

Porzucam na chwilę moje ukochane fantasy i zagłębiam się w lekturze romansów... Nowy zakup w mojej bibliotece, jakoś tak się złożyło, że głównie romanse historyczne, tylko dwa thrillery romantyczne i jedno, co można podciągnąć pod paranormal :(

Trzy z prawej już odhaczone ;) Najbardziej mnie ciekawi Sandra Brown a te różowe tylko przejrzę bo to jakaś tania seria wydawnicza :/

Nie będę się specjalnie w nie zagłębiać, bo to nic nadzwyczajnego przeważnie, takie do poduchy czytadła. Widzę teraz, że nie ma tu na zdj dwóch, które przeczytałam pierwsze - kontynuacji serii - Stephanie Laurens Klub niezdobytych i Eloiza James seria o księżnych.

W sumie chyba straszną krzywdę robię pani Ross umieszczając ją w jednym worku z romansami ona pisze kryminały... ups.

14:07, polonisty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 września 2011
Dodd Christina "Po stronie cienia"

Wreszcie, po dwóch latach, ukazała się na naszym polskim rynku wydawniczym trzecia część Wybrańców ciemności (zapach ciemności - 2008, dotyk ciemności - 2009, to czwarta część kiedy? 2014?). Niby nie jest to jakaś oszałamiająco interesująca książka... pani Dodd, znana polskim czytelniczkom raczej jako autorka romansów historycznych, pozazdrościła po prostu swoim koleżankom po fachu i też postanowiła napisać powieść paranormalną. W czterech częściach na dodatek. Nora Roberts sięgnęła po wilkołaki, Meg Cabot po wampiry, Amanda Quick dawno już pisze pod innym nazwiskiem powieści paranormalne to i Christina Dodd się skusiła. Z oficjalnej strony tej autorki wiem, że nie jest to jedyna seria fantasy jaką napisała - u nas się tego po prostu nie tłumaczy.

     Trzecia część jest całkiem niezła, tak jak dobre były pierwsza i druga ale - jako że już przeczytam to wiem, że czwarta nie zachwyca... Problem w tym, że jak się ma zamiar napisać serię, to trzeba mieć pomysł na każdą część, nie tylko na pierwszą i mieć nadzieję, że reszta jakoś poleci. Tu leci równo... nie ma stopniowania napięcia, czytelnik nie czeka z niecierpliwością na następną książkę. Autorka dobrze pisze, nie powiem, nawet się wysiliła na nietypową konwencję, ale nie ma porównania z "rasowym" fantasy.

    No i w przypadku tej części intryguje mnie miejsce akcji. Bo co to za kraj, gdzie w XXI wieku banda uzbrojonych dzikusów, koczująca w jakiś prymitywnych lepiankach, gdzieś w głuchym stepie, porywa i więzi kobiety???

 

      Otóż. Dawno, dawno temu, pewien rosyjski wódz chcąc zdobyć większą władzę i nieśmiertelność, podpisał pakt - wiadomo z kim. Odtąd on i jego potomkowie w y ł ą c z n i e   p ł c i   m ę s k i e j    mogli zmieniać się w różne zwierzęta, mieli nadludzką siłę i końskie zdrowie. Po barbarzyńsku traktowali kobiety, żaden z nich nigdy nie związał się żadną kobietą i byłby straszny ród wymarł śmiercią naturalną, gdyby nie przeprowadzane przez nich gwałty i rozboje. Dzieci nieszczęsne ofiary podrzucały pod drzwi i uciekały co sił w nogach...

Aż tu w naszych już czasach, jeden z Wareńskich (bo tak się ten ród zwał) zakochał się w kobiecie i zapragnął z nią żyć. Współbraci to zbrzydziło i postanowili pozbyć się odszczepieńca, który w popłochu, wraz z ukochaną, zwiał do USA. Z Rosji zwiał... jak widać po nazwisku... Tam dożył wieku sędziwego, dorabiając się trzech synów i córki (!!!) i u progu śmierci dowiaduje się, że niebo nie dla niego - związanego paktem z wiadomo kim :) Jedynym ratunkiem jest odnalezienie starej ikony, rozbitej na 4 części i złączenie ich. Każde dziecko po jednym kawałku w towarzystwie swoich dam serca, plus jeden pan - ten od córki. Oczywiście siły zła im przeszkadzają a na jaw wychodzą rodzinne różne brudy itp. Panny do odnalezienia ikonek potrzebne z tego powodu, że synowie jako przeklęci nie mogą dotykać rzeczy poświęconych.

Na uwagę zasługuje scena końcowa (w 4 części) gdzie po lesie biega stado golasów :)  Podczas walnej bitwy dobra ze złem wszyscy zainteresowani mężczyźni z obu stron są pozmieniani w zwierzęta, ubrania im więc niepotrzebne. Kiedy klątwa zostaje zdjęta wszyscy, bez swojej woli, zostają zmienieni z powrotem w ludzi i wszędzie kotłują się golasy... czy wspomniałam, że zmiennymi mogą być tylko mężczyźni ;) he he

Czytajcie na własną odpowiedzialność :)

Tagi: fantasy
01:10, polonisty
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 września 2011
Ewa Białołęcka "Tkacz iluzji"

tkacz iluzji

Jakbym zobaczyła taką okładkę na półce w bibliotece to bym tej książki nie wypożyczyła... Fuj!

I jak to dobrze, że nie oglądałam tej okładki tylko czytałam recenzje! Jeden osobnik napisał, że ta książka nie ma fabuły:

Another book

Jeśli chodzi o Białołęcką, to mam o niej dobre zdanie za sprawą "Wiedźmy...", ale jak się dowiedziałam, że pomagała przy "Magii wyższej"... Jak takie dwie dobre pisarki jak Białołęcka i Izmajłowa mogły stworzyć tamto cóś...

    "Tkacz iluzji" fabułą troszkę przypomina mi "Eragona" (polecam mocno), ale tylko troszkę, jest smok i smoczy jeździec, połączeni jakoś mentalnie, i na tym koniec podobieństw. Bardzo mi się podoba ta książka, bo czyta się ją szybko i z przyjemnością, fajna akcja i trzyma w napięciu. Fajne jest to, że odbiega od konwencji, że jak jest mag, to umie wszystko, wystarczy, że popluje i pomacha patykiem w powietrzu. Tu nie, tu magowie dzielą się na "grupy": bestiarzy, stworzyciele, mówcy, tkacze iluzji, wędrowcy itp. A każdy działa w swojej dziedzinie. I nie ma tak znanych i oklepanych elfów, krasnali, wampirów ;) Książka trochę jakby młodzieżowa, ale raczej dla tej starszej młodzieży.

 

  Kamyk (imiona to fajne mają, smok się nazywa: Dobry Biały Fruwacz. Unoszący się Wysoko i Zjadający Obłoki Takiej Barwy Jak On Sam, w tekście to autorka skróciła) jest tkaczem iluzji, potrafi wytworzyć iluzję każdej rzeczy i osoby jaką zobaczy a wytwory jego wyobraźni są tak realne, że nie da się ich odróżnić od oryginału. Jest tylko jeden problem - Kamyk jest głucho-niemy i wytworzone przez niego rzeczy, ludzie i zwierzęta także są niestety bezgłośne. Chłopiec nie umie bowiem wytworzyć dźwięku skoro nigdy go nie słyszał. Dzieciak wyrusza więc do uzdrowiciela by przywrócił mu słuch, ale tam okazuje się, że jego kalectwo nierozerwalnie łączy się z jego magicznym talentem - na zasadzie coś za coś, im większy talent posiada mag tym większa jego ułomność. Pomoc ofiaruje młodemu magowi smok, który jako istota magiczna, łącząc się umysłem z Kamykiem, przekazuje mu swoje odczucia - w tym dźwięki. A będąc w stanie wytworzyć doskonałe iluzje, Kamyk może zdawać do szkoły dla magów i otrzymać upragnioną błękitną szarfę. 

Świat magów nie jest jednak bajką, są tu zawistni, mało uzdolnieni nauczyciele gnębiący uczniów i zazdrośni o posiadających większą moc Starsi Magowie, którzy nie cofną się przed niczym by nie stracić swej pozycji w Kręgu. Jedynym wyjściem staje się ucieczka na Smocze Wyspy...

Zaraz zabieram się za drugi tom.

POLECAM!!! :) 

 

środa, 14 września 2011
Pankiejewa Oksana "Przekraczając granice. Los króla"

Mam pecha do serii, których dalsze części nie zostały jeszcze przetłumaczone :(  Lista książek, na które czekam z niecierpliwością wydłuża się.

"Los króla", bo taki tytuł ma pierwsza część, bardzo mi się spodobał. Na książkę tę trafiłam, po imieniu autorki, rzuconym gdzieś na jakimś forum. Dziwnie się kończy, tak nagle. Mam poczucie takiego niedosytu, że wczoraj prawie godzinę szperałam w internecie i sprawdzałam, czy nie ma aby nieoficjalnego tłumaczenia gdzieś... nie ma :(

Jak ją opisać? To fantasy, wydawać by się mogło w stylu Gromyko czy Rudej - pełne humoru czytadełko - ale ma to drugie dno. Zahacza bardzo o realny świat z naszą polityką i historią i jednocześnie pokazuje inny - bardziej baśniowy. W trakcie czytania  dużo można odnaleźć odniesień do naszej rzeczywistości - rozbawiły mnie rządzące "gdzieś na zachodzie kaczki bliźniaczki" - choć akcja dzieje się w jakiejś fantastycznej krainie. To naprawdę ciekawa opowieść, ciekawa, smutna i straszna momentami a momentami bardzo śmieszna.

 

Do królestwa Ortan, w równoległym świecie dostać się mogą rzeczy i ludzie, którzy w swojej rzeczywistości za chwilę mają przestać istnieć. Tak właśnie trafiła tam Olga, zaatakowana w ciemnej uliczce przez zboczeńca zginęłaby niechybnie, gdyby książę z równoległego świata nie "wyłowił" jej przez przypadek i nie uratował.  Książę ten nie był żadnym rycerzem na białym rumaku tylko piętnastoletnim znudzonym magiem półelfem, który z nudów wyławia sobie co ciekawsze przedmioty metodą "chybił-trafił". W wyniku tego "trafienia" dzieciak zarobił potężnego guza na czole i niezłą burę od opiekuna... Okazuje się, że nasza Olga nie jest jedyną przesiedlenką w tym dziwnym królestwie, mało tego, istnieje tu specjalny program adaptacji przesiedleńców a nawet fundusz zapomogowy. Bohaterka zostaje więc umieszczona w domu królewskiego paladyna i jego narzeczonej nimfy, aby przystosować się do nowego świata. Olga nie jest pięknością, jest chuda, płaska, ma mysiego koloru sterczące włoski i zwykłą, niewyróżniającą się niczym twarz, ale Olga jest też niezrównanym kompanem, można z nią konie kraść, pić bimber i śpiewać do białego rana. Wzbudza przyjaźń nie tylko u paladyna, jego nimfy czy nadwornego błazna ale i u samego króla, co przysparza jej wrogów wśród zazdrosnych królewskich faworyt. A wiadomo, że dwór w każdy wszechświecie jest siedliskiem zdrad i spisków. I tak nasza bohaterka wpada w niezłe tarapaty, z niektórych udaje jej się wyjść cało - ma wiernych przyjaciół - ale najgorsze jeszcze przed nią... czy zostanie złożona w ofierze smokowi, czy przyjmie oświadczyny króla albo czy odnajdzie dawno zaginionego barda, który może uratować ją przed klątwą?... w kolejnej części

POLECAM!!!

środa, 07 września 2011
"Wyższa magia" Kira Izmajłowa

wyższa magia

     Ostatnio oglądałam recenzję tej książki na YouTube (tej, "Zawodu wiedźmy" i "Odnaleźć swą drogę"). Tak jakoś recenzentka stwierdziła, że nic tu się nie dzieje. Pomyślałam - Nic? U Kiry? I przeczytałam... Miałam wrażenie, że zostałam zamknięta w bańce z nieprzezroczystego szkła. Rzadko się zdarza by autorka tak mało pisała o otoczeniu, o kulturze, bo przecież w jakimś kraju ta bohaterka żyje (tu Rosja), o rodzinie - nawet głupiego opisu wyglądu. Opis głównej bohaterki umieszczony jest dopiero pod koniec książki - jak w ramach buntu dziewczyna zmienia image. Bezbarwne jak tekturowy karton. Akcja taka sobie. Bohaterka nie ma przyjaciół, ma jakieś wielkie moce, ale dziwnie z nich korzysta. Niby studiuje na Uniwersytecie i te swoje umiejętności szlifuje, ale czytelnik tego nie widzi - nie jest dopuszczony do poznania takich tajników magicznej wiedzy :/  W zamian za to mamy opis etapów pisania przez bohaterkę pracy dyplomowej, bez szczegółów naturalnie... chyba dlatego byśmy się nie dowiedzieli jak spowodować znikniecie samochodu z kierowcą i nie próbowali robić tego w domu. Litości! Ta książka wygląda jak po cenzurze w czasach PRLu - wszystko co mogło by posłużyć wrogiej władzy zostało usunięte...

 

    Nadia Czernowa wbrew radom rodziców studiuje na Państwowym Uniwersytecie Magii (tajemnica jest tak wielka, że nazwiska bohaterki dowiadujemy się dopiero na 15 str. o imieniu nie wspomnę - nie jestem pewna czy w ogóle miała na imię Nadia...). Przez swoją ciekawość zostaje wyrzucona z uczelni i, wraz z kilkorgiem innych wyrzutków, przeniesiona na tajny wydział magii bojowej. Dalej okazuje się, że wszyscy zostali wybrani by wziąć udział w niebezpiecznym eksperymencie,  w którym już ucierpiał jeden mag - wykładowca z Uniwersytetu. Wyssało z niego moc i już za świnkę doświadczalną nie może robić. Za to stara się uratować przed tym samym naiwnych i niczego niepodejrzewających studentów, zmuszając ich do odejścia ze studiów - swoim wrednym zachowaniem. Z Czernową mu się nie udaje. Po powtórzeniu eksperymentu (oczywiście szczegółów brak, więc wiemy tylko, że chodzi o inną przestrzeń i umieszczanie w niej niepożądanych elementów) wykładowca znów zostaje wyssany z mocy - Czernowej nic nie jest (fuksiara). A gorliwa studentka pielęgnuje go w szpitalu, odkrywa sekrety rodzinne - jego, nawiązuje z nim romans, odchodzi od niego, wplątuje w aferę kryminalną i wraca do porzuconego kochanka... i nawet nie liczcie na sceny miłosne, proszę cytacik:

" Nic nie stało na przeszkodzie bym wróciła do salonu, na kanapę, ale nie wróciłam, świetnie wiedząc, co będzie dalej, potem nie powiedziałam "nie", chociaż mogłam. Jednym słowem wyszło tak, że "zostałam" na długo..."

Nie polecam, nuda...

wtorek, 06 września 2011
"Mag niezależny Flossia Naren" cz.II Izmajłowa Kira

   Siedzę sobie i czytam "Wyższą Magię" Kiry Izmajłowej i nasuwają mi się skojarzenia z Flossią Naren tejże samej autorki. Przy czym są to raczej różnice. Jeszcze nie skończyłam ale już mam pewne wnioski. Podzielę się nimi jak dotrwam do końca, nie żebym nie wiedziała jak się skończy... już zerknęłam na ostatnią stronę... 

Ale tak tęsknię za czymś rozweselającym i zajmującym, że może jak ktoś ma cz. II Flossii to może z czystego altruizmu niezmąconej egoizmem chęci zrobienia komuś (mi) przyjemności zrobi z książki tej e-booka (albo skany?)?

Albo rzuci jakiś tytuł BO NIE MAM CO CZYTAĆ!!!!

Znaczy mam i czytam, ale się u mnie wakat zrobił w dziale fantasy... ja naraz kilka książek lubię czytać z różnych dziedzin, ale fantastykę kocham najbardziej...

00:53, polonisty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 września 2011
Andrzej Pilipiuk "Wampir z M-3"

Wampir z M-3

    Wcześniej pisałam, że Pilipiuk do mnie nie przemawia i taka jestem teraz skonfundowana... Mistrzostwem świata to ten "Wampir z M-3" nie jest... ale... no właśnie... Kurcze daje mu plus. Jednak. Z takim warsztatem pisarskim autor może stworzyć coś lepszego. Na moje oko po prostu "Wampir..." mu nie wyszedł, rozłazi się trochę w akcji. Jestem w stanie uwierzyć, że inne książki są lepsze, wnoszę po nagrodach jakie Pilipiuk zgarnął - pewnie całkiem słusznie. "Wampirowi..." czegoś brakuje, jakiegoś klucza, czegoś co trzymałoby akcję w kupie. Choć są dobre momenty sugerujące, że autor odrobił pracę domową i wampirzą literaturę ma w małym palcu... pokuszę się o przykład:

"-Kto to są mugole?

-No tacy, którzy nie wierzą w nic, co niezwykłe. Klapki na oczach. Racjonaliści-ateiści.

-Dziwne jakieś słowo...- zmarszczyła brwi.

-Anglicyzm chyba, nie wiem dokładnie, skąd to się wzięło ani jak to tłumaczyć na nasze."

Fragment rozmowy wampirki z czasów PRLu i pana Tomasza czyli Pana Samochodzika ;)

Dostało się też Edwardowi ze "Zmierzchu":

"- Edwardem sie nie przejmuj, przecież to idiota - prychnął hrabia - Chłopaka ma na oko z osiemnaście lat - zwrócił się do Gosi. - Wymoczek z włoskami na żelu. Wygląda jak przedmiot westchnień głupich amerykańskich dziewuch z głębokiej prowincji. Ale wygląd to nie wszystko. Liczy się to, co w głowie. A on ma tam kompletne siano. O tysiąc dziewięćset osiemnastego bez przerwy chodzi do szkoły. To do jednej, to do drugiej. Zdawał maturę już kilkadziesiąt razy, i co?

- Nie rozumiem? - zatrzepotała rzęsami.

- I nigdy nie zdał!..."

 

       Licealistka, córka wpływowego partyjnego towarzysza, popełnia samobójstwo, gdy dowiaduje się, że jej chłopak jest z nią tylko by uzyskać paszport i zwiać na zachód. Dziewczyna budzi się po paru miesiącach w rodzinnym grobowcu i musi przyjąć do wiadomości, że w spadku, po wcale nie takich chłopo-robotniczych przodkach, otrzymała też wampirzy gen. Kiedy rodzina, obsypując dom granulowanym czosnkiem, obmyśla jak się jej pozbyć, z pomocą przybywają wampiry z dzielnicy. Bohaterka (jakaś dziwnie mało zorientowana w swoich czasach) spotyka Pana Samochodzika, egipską mumię i legendarną Czarną Wołgę, którą w czasach PRLu straszono dzieci a także stara się odzyskać popęd płciowy - zanikający u wampirów - by móc pofiglować z nowopoznanym wilkołakiem...

Jak mówię: mistrzostwo świata to to nie jest, ale może kogoś skusi?

Tagi
stat4u