blog o książkach
RSS
środa, 06 sierpnia 2014
Jeaniene Frost "Pierwszy dotyk ognia" Nocny książę 1

Wiem, że wampiry są już passé, ale ja trafiam co jakiś czas na pozostałości całkiem godne uwagi i nadrabiam. Tym razem coś z półki o Nocnej Łowczyni. Jeśli nie czytaliście mojego wpisu o Kropli szkarłatu, to nie wiecie, że ja całą serię o Cat i Bonsie mam za sobą… tylko tu śladu po tym nie ma. Kropla szkarłatu i ta książka, to po prostu rozgałęzienie serii.

  Pierwszy dotyk ognia (z serii o Nocnym księciu) zaczyna się bardzo dobrze. Chciałam przeczytać ją całą za jednym zamachem, ale za późno zaczęłam i na 159 str. musiałam spasować. Przez cały dzień niecierpliwie czekałam powrotu do lektury i już sobie w głowie układałam, co tu napiszę, że fajna, że trzyma w napięciu, że fajne wątki i bohaterowie. No i zgadza się… do tej 159 strony. Jakoś intuicyjnie dobrnęłam do pewnego punktu kulminacji, później już nic się nie zmienia. Nie o to chodzi, że robi się gorzej, tylko po prostu nie jest lepiej. Byłam ciut rozczarowana, tym bardziej, że okazało się, że to dopiero początek nowej serii, a nie tylko pojedyncza powieść. No i jeszcze fakt, że Pierwszy dotyk ognia kończy się tak, że wcale nie trzyma mnie w napięciu - jakoś nie czekam z utęsknieniem, co też tam się dalej wydarzy…

Więcej o świecie wykreowanym przez panią Frost znajdziecie tu, nie będę się może powtarzać.

Leila vel Frankie jest artystką cyrkową, tylko w cyrku mogła odnaleźć swoje miejsce, gdyż dziewczyna po porażeniu prądem ma paskudną bliznę biegnącą od skroni po prawą dłoń. Dodatkowo Leila razi prądem każdego kogo dotknie i odczytuje najgorsze grzechy dotkniętego. Potrafi też odnajdywać ludzi dotykając przedmiotów należących do zaginionego… (hm… Meg Cabot napisała coś podobnego, ale bez pieszczenia prądem… hm). Grupa bardzo złych wampirów postanawia porwać Leilę i zmusić do odnalezienia naprawdę złego wampira – samego Vlada Palownika. Dziewczynie udaje się z nim skontaktować telepatycznie i ostrzec go. Vlad to naprawdę paskudny typ, zabija bez mrugnięcia okiem, torturami karze najmniejszą niesubordynację, jest bezwzględny i zimny… ale też chce być kochany. Zgadnijcie więc, co robi Frankie? Frankie to pseudonim artystyczny, związany z blizną – żeńska wersja Frankensteina:)

Jeśli już autorka musiała pchnąć bohaterkę w ramiona krwiopijczego mordercy, to mogła zaczekać jeszcze ze dwa tomy, a nie tak od razu (po 159 str.:)). Oczywiście, to że nie podoba mi się rozwój akcji, nie oznacza, że książka jest źle napisana. Jest bardzo dobrze napisana i czyta się ją siłą rozpędu, bo tak naprawdę to do niczego nie można się przyczepić. Cóż z tego, że ja mam jakieś tam zasady moralne i przeszkadzało by mi sypianie z kimś, kto torturował mojego przyjaciela. Gdy odsuniemy etykę na bok zostaje nam fajny paranormalny romans z elementami sensacji (dla mnie to już nie jest horror).

Tagi
stat4u