blog o książkach
RSS
środa, 22 sierpnia 2012
Małgorzata J. Kursa "Teściową oddam od zaraz"

Książka błyskawiczna. Spojrzałam na jej recenzje i zauważyłam same pozytywy, wszystkim się podoba. W sumie mi też, ale mam małe zastrzeżenie.

Jak już napisałam, książka jest za szybka. Coś mi mówi, że autorka raczej nie przepadała w szkole za Nad Niemnem i opisami przyrody… w ogóle chyba nie przepada za opisami. Mało jest opisów wyglądu bohaterów, mało opisów miejsc, miasta, wnętrz… To sprawia, że ma się wrażenie, iż w książce akcja dzieje się bardzo szybko. Ale nie oszukujmy się, opisy muszą być, już w antyku dostrzeżono ich plusy i to się do dziś nie zmieniło. Ponadto, wiedzieć, że główne bohaterki są blondynkami, a pan prokurator jest przystojny, to dla mnie za mało. Tak ogólnie, to książka skończyła mi się za szybko. Napisana jest lekkim stylem, z ogromną dozą humoru, autorka stosuje, tak lubiane przeze mnie, zabawy słowne i naprawdę szkoda, że książka jest taka krótka! Fajnie pomyślana akcja, super zabawne perypetie bohaterek a wszystko tak szybko się kończy:(

    W książce są dwie główne bohaterki i zainteresowanie stopniowo przenosi się z Izy, którą poznajemy jako pierwszą, na Amę, jej przyjaciółkę. Izabela Łęcka (po mężu) ma problem z nadgorliwą teściową. Ada Łęcka chce dobrze, chce synowi i synowej nieba przychylić, ale zawsze wychodzi jej to źle. A to zbiera z podłogi pieczołowicie poukładane przez Izę zdjęcia i wszystko jej tym samym miesza, a to niepotrzebnie dosala ziemniaki, przekopuje już zasadzoną cebulkami kwiatowymi rabatkę, „robi porządek” w fakturach syna… Iza postanawia oddać teściową w dobre ręce – humanitarnie, może nawet dopłaci?

Ama, czyli Anna Maria ma znowuż problem z matką – adwokatem, otóż zawsze musi robić jej na przekór, jeśli matka mówi, że chłopak córki to obibok, karierowicz i łajza, to Ama na złość postanawia za niego wyjść. Na szczęście opatrzność chroni ją przed tym błędem, ale Ama wychodzi z tego związku mocno pokiereszowana i już nie ufa mężczyznom. A tu jak na złość obie panie wplątują się w aferę kryminalną i zaczyna wokół nich krążyć przystojny pan prokurator, łypiący błyszczącym oczkiem w kierunku Amy. Matka Amy uważa, że Krzysztof byłby idealny dla jej córki i to oczywiście budzi w Amie gorący sprzeciw…

Afera kryminalna zaczyna się od starego stolika karcianego. Paweł, mąż Izy, odnawia stare meble. Stolik kupuje od wiekowej ciotki Amy, kobieta postanawia na starość udać się do Rzymu. Ama i Iza odwiedzają mieszkanie ciotki Eleonory i znajdują jej ciało. Wraz z policją zjawia się przystojny prokurator. Mebelek kupiony przez Pawełka, ma tajny schowek wypełniony kosztownościami. Paweł odkrywa to, gdy jego przyjaciel, znany nam już prokurator, przychodzi do warsztatu w celu zakupienia jakiegoś mebla i decyduje się właśnie na ów stoliczek. Wszyscy zastanawiają się, czy ciotka została zamordowana i czy z jej śmiercią miał związek nadziewany stoliczek? I czy Ama pozwoli matce zniszczyć związek z Krzyśkiem? Czy Iza „pozbędzie” się teściowej? A może to Krzysztof „pozbędzie” się przyszłej teściowej?

Przeczytajcie, a się przekonacie:)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Marta Obuch "Miłość, szkielet i spaghetti"

Ja już zaczynam rozglądać się za innymi książkami Marty Obuch i wam radzę zrobić to samo!

Czuję się jakbym dostała niespodziewany prezent, bo trafiłam na tę książkę przez przypadek. Tak jakoś teraz buszuję wśród polskich książek. Poprzednia była tak mdła, że nawet nie było co o niej pisać i taka zrezygnowana rzuciłam oczkiem na Miłość, szkielet i spaghetti. Zaciekawiła mnie, bo ostatnio śledzę poczynania pielgrzymów – nasza grupa ma stały kontakt z naszym lokalnym portalem internetowym i, poza relacjami z trasy, można sobie obejrzeć też zdjęcia:) Gdy więc zobaczyłam, że miejscem akcji tej książki jest Częstochowa, a w ogromnej mierze właśnie klasztor na Jasnej Górze, skusiłam się na tę właśnie lekturę. I nie żałuję. W ogromnym uproszczeniu określiłabym ją, jako krzyżówkę Joanny Chmielewskiej i Pana Samochodzika. Ogromna dawka humoru i dobrej zabawy:)

     Na początku nie wiadomo za bardzo, o co chodzi. Archeolodzy odnajdują na Jasnej Górze bardzo stare kości, z wieży klasztoru skacze samobójca a włoski mafioso, mieszkający w Częstochowie, szuka pielęgniarko-kucharki. W te wydarzenia, wyraźnie mające związek z jasnogórskim klasztorem, wplątują się trzy siostry Julia, Dorota i Ewelina. Wszystko to jest bardzo tajemnicze a w miarę poznawania nowych faktów, robi się coraz bardziej zagmatwane, bo jak wyjaśnić to, że samobójca wyskoczył z wieży już nieżywy? Ba, nawet troszkę zleżały? Kto kradnie kości Bruna (odkopanego szkieletu), które nie przedstawiają przecież żadnej wartości? Dlaczego włoski mafioso chce złożyć ogromny datek na kościół?

     Siostry, ich matka i ciotka są niesamowite. Julia to psycholog, jest najstarsza i daje się przekupić pacjentowi czerwonym Alfa Romeo. Julka od roku nie miała wakacji i właściwie chciała grzecznie spławić ostatniego pacjenta, jednak gdy ten dał jej samochód, złamała się i zgodziła prowadzić terapię. Dorota, średnia siostra, jest tak zdesperowana i tak bardzo chce się wynieść z rodzinnego domu, z daleka od kłótliwej matki i ciotki, że bez wahania przyjmuje pracę w podejrzanie pięknej willi u podejrzanie pięknego Włocha, mieszkającego z pięcioma podejrzanymi facetami. Jest tak zaślepiona tym pięknem, że nie chce zauważyć, iż Aldente jest z włoskiej mafii a w ogródku pod różanym klombem ma ukryte wyrzutnie rakiet typu bazooka… Dorota nie umie gotować, a pracodawca życzy sobie regularnych ciepłych posiłków dla siebie i kumpli, dlatego zdesperowana pielęgniarko-kucharka ściąga na pomoc swoją rodzinę – matkę, emerytowaną szefową kuchni, ciotkę, również emerytowaną szefową kuchni i dwie siostry obdarzone talentem kulinarnym. Wszystkie te osoby wpuszcza i wypuszcza potajemnie przez okno… Z trzech sióstr, najmłodsza Ewelina, obdarzona jest największym temperamentem, to ona najbardziej chce się znaleźć w centrum wydarzeń – próbuje oczarować archeologów, by pozwolili jej popatrzeć na Bruna, przypadkowo fotografuje samobójczy skok nieboszczyka, odkopuje bazookę, by sprzedać ją przez internet – musi przecież jakoś zarobić na studniówkową kreację… i upiera się pomagać policji w walce z mafią i złodziejami kości. Pozostali bohaterowie również nie są nudni, nawet bezwzględnym przestępcom nie można odmówić odrobiny sympatii – np. boskiemu przystojniakowi Aldente, który co wieczór dzwoni do mamusi, czy rodzimemu Rychu vel Rico, który bez mrugnięcia może zastrzelić gęś, ale klasztoru na Jasnej Górze nie da skrzywdzić żadnemu makaroniarzowi.

    I te klasztorne tajemnice, ukryte tunele, stare mapy, szkielety… nie zdziwiłabym się, jakby po lekturze tej książki tłumy miłośników przygody zaczęły biegać po terenach klasztoru w poszukiwaniu tajemnych tuneli i ukrytych skarbów:) W naszym mieście też niedawno odkryto podziemne tunele pod pałacem… idę szukać latarki;)

Polecam bardzo!!!

13:52, polonisty
Link Komentarze (7) »
środa, 08 sierpnia 2012
J. R. Rain "Księżyc i wampirzyca"

Oto druga lekcja o wilkołakach. Temat: Skąd się toto wzięło.

W zasadzie większość autorów nie przejmuje się kwestią pochodzenia wilkołaków, ale spokojnie, kilku wysnuło pewne spiskowe teorie. I żeby było jasne – nie skłaniam się ku żadnej ;P

  • Sherrilyn Kenyon, o ile dobrze pamiętam, miała wilkołaki w swojej serii Dark Hunter. A w zasadzie coś zbliżonego do wilkołaków. I nie tylko – Were-Hunterzy, to lud wywodzący się od króla Lycaona, zmiennokształtni, mogący przebywać w ludzkiej lub zwierzęcej formie.  Lykosi to – wilki mogące przybrać postać człowieka – Katagaryjczycy, oraz ludzie mogący przybrać postać wilka - Arkadyjczycy. Ich powstanie związała autorka z mitologią i bogami atlantydzkimi i greckimi. Miały być to istoty, stworzone do obrony bogów, ale coś nie wyszło, jak to często u bogów mitycznych bywało, i dwa „szczepy” zwróciły się przeciwko sobie.

Zauważcie, że są małpy… m a ł p y…!!!

  • Evangeline Anderson zaś sięgnęła do mitologii egipskiej i istnienie wilkołaków łączyła z bogiem egipskim Anubisem. Z tym, że Anubis miał głowę szakala a nie wilka… co chyba autorce umknęło.
  • I ostatnio poznana przeze mnie historia – wilkołaki to potwory, nie wilczki, nie jakiś lupus erectus, tylko obrzydliwy, śmierdzący, żrący ludzkie trupy potwór. To fizyczna inkarnacja zła, siły, która nie ma odrębnej fizycznej formy, za to żeruje na ludziach, którymi zawładnęły złe emocje. Ta siła, raz w miesiącu, podczas pełni, przejmuje kontrolę nad człowiekiem i wyjada truchła z grobów. Super nie?!

To trzy, które najlepiej pamiętam, może ktoś czytał inne?

    A książka, czyli Księżyc i wampirzyca, niezupełnie jest o wilkołakach, tylko o wampirze – Samancie Moon. Pamiętacie? Już pisałam o pierwszej części. Samantha jest wampirem detektywem, ale w tej części nie poobserwujemy sobie raczej detektywa przy pracy. Nasza pani wampir ma problemy rodzinne, stara się odzyskać dzieci i dom. Jej mąż, który wie, że Sam jest wampirem, szantażuje ją i ogranicza kontakty z dziećmi. Sam musi zdobyć na niego jakiegoś haka, aby bronić się przed szantażem. W tej części bohaterka po raz pierwszy rozmyślnie zabija ludzi, nie w obronie własnej i nie w wyniku wypadku. Zabija mężczyznę, który chce i próbuje zamordować żonę, oraz pomaga „wymierzyć sprawiedliwość” gangsterowi, jak dotąd bezkarnemu, odpowiedzialnemu za śmierć, m.in. siedmiu świadków, mających przeciw niemu zeznawać. Sam dostarcza go rodzinom zamordowanych i pozwala zbolałym krewnym zrobić z nim co chcą.

Przyznam, że postrzegam tę książkę jako coś ciut więcej, niż czytadełko, co może wydawać się dosyć zabawne, ze względu na tematykę. Otóż ciekawie przedstawione jest tutaj zło. Samantha, jako wampir, dostrzega pewne zjawiska niedostrzegalne dla zwykłych śmiertelników – widzi coś jakby aury ludzi i przejawy magii. Zło uwidacznia się w aurze człowieka. Pierwsza ofiara Sam, to Ira Lang, mężczyzna próbujący zabić swą żonę. On od lat ją katował, ale kiedy kobieta postanowiła odejść, poprzysiągł, że ją zabije. To stało się jego obsesją, zabił swego teścia, ciężko ranił teściową, prawie zabił żonę. Po trafieniu za kratki, wynajął płatnego zabójcę. Zupełnie jakby zło przejęło nad nim kontrolę i pragnęło Moniki w ofierze. Sam widzi „to” kłębiące się wokół Iry, wie, że on nie odpuści, dopóki żyje. Sam wie też, po spotkaniu z wilkołakiem – w potwornej formie – że wilkołactwo jest formą ceny za paktowanie z tym złem. I wreszcie Sam, po pierwszym zabójstwie, czuje, że coś się w niej zmieniło, coś w niej poczuło radość z zabijania, impuls i satysfakcję i dzikie pragnienie wyssania krwi z ofiary – co z tego, że zabiła w słusznej sprawie. Z drugiej strony, będąc nieśmiertelną i silną, Samantha mogłaby postawić krzyżyk na dzieciach, mogłaby spokojnie przesypiać dnie, nie narażać się na ból promieni słonecznych, byleby tylko je zobaczyć. Wiecznie młoda, mogłaby korzystać z życia, ale chce być z dziećmi, dlatego ciągle walczy.

    To jest retro seria o wampirach – chyba właśnie jedna z bardziej oldskulowych. Polecam tym, co nie lubią za bardzo fantasy… Chociaż to, że Sam może zmieniać się w ogromnego nietoperza zdziwiło nawet mnie…

Tagi: JR Rain
00:12, polonisty
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 sierpnia 2012
J. D. Robb "Śmierć w Dallas"

Tęskniliście za Eve Dallas?... tęskniliście:) Zatem, specjalnie dla Was Dallas w Dallas.

    Książka jest dobra, ale to nie dziwi. Pisarka tej miary i z takim doświadczeniem, co Nora Roberts, nie pisze słabo. Dobrze poprowadzona akcja, ciekawe charakterystyki bohaterów, stopniowane napięcie to u niej standard. Tego należy się spodziewać i nikt się nie zawiedzie. Jedyne, co czasem kuleje u pani Nory, to fabuła. Ona pisze książki taśmowo i chyba czasem nie ma dobrego pomysłu. Ale spoko, to nie tym razem. Jak już wcześniej wspomniałam, najlepsze książki o Eve, to te, w których sprawy morderstw splatają się z życiem prywatnym Eve i Roarke’a, albo dotyczą ich przeszłości. Ta dotyczy i jest dobra!

     Ja chyba nie wspominałam w poprzednich wpisach o przeszłości naszej pary bohaterów. Wspomnę teraz. Eve Dallas zabiła swego ojca. Już od najmłodszych lat dziewczynka była maltretowana, wykorzystywana seksualnie, bita, głodzona. Matka narkomanka urodziła ją tylko po to, by ją sprzedać jakiemuś pedofilowi. Gdy Eve miała dwanaście lat i ojciec po raz kolejny pobił ją i zgwałcił, dziewczynka chwyciła nóż i zabiła oprawcę.

Ojciec Roarke’a był handlarzem broni, pobił matkę Roarke'a na śmierć, gdy ten był jeszcze małym chłopcem. Syna nie traktował lepiej, kazał mu okradać przechodniów i przynosić sobie łupy. Prawie skatowanego na śmierć chłopaka znalazł Summerset, wtedy jeszcze złodziej. Ojca Roarke’a znaleziono zadźganego nożem w jakiejś ciemnej uliczce… prawdopodobnie zabił go Summerset.

Ojcowie naszej pary bohaterów spotkali się kiedyś w Dallas, by prowadzić interesy.

Ten kontekst jest istotny w przypadku tej właśnie książki. Eve znów musi zmierzyć się z przeszłością. Na początku swej policyjnej kariery Dallas aresztowała pedofila, który porywał, gwałcił i maltretował młode dziewczynki. Ofiary przetrzymywał latami i nikt go nie podejrzewał. Eve przypomniało to, jak była traktowana w dzieciństwie. Po dwunastu latach Isaac McQueen ucieka z więzienia i chce się zemścić na policjantce, która go aresztowała. Już w czasie pobytu w więzieniu zwerbował sobie do pomocy wspólniczkę, narkomankę, która załatwiała jego sprawy poza murami więzienia. McQueen po ucieczce wyjeżdża do Dallas i porywa byłą ofiarę Melindę. Kobieta ma być przynętą dla Eve. Dallas to miasto złych wspomnień, to tu Eve zabiła swego ojca, to tu – na obcym terenie - musi powstrzymać pedofila. Okazuje się, że wspólniczka McQueena, która pomaga porwać Melindę i jeszcze jedną dziewczynkę, bierze czynny udział w znęcaniu się nad dzieckiem, zabija policjanta, ta kobieta to matka Eve.

    Nora Roberts to królowa romansów, ale muszę przyznać, że podziwiam jej umiejętność budowania charakterystyki bohaterów (poza Roarkiem, bo on jest mitem i fatamorganą). W serii o Eve Dallas, pani Roberts pokazała, że naprawdę potrafi stworzyć autentyczną postać, potrafi przedstawić motywy, uczucia, obawy w taki sposób, by czytelnik mógł poczuć się częścią akcji. Śmierć w Dallas jest odrobinę wolniejsza niż inne książki z tej serii. Eve nie jest na swoim terenie, nie przyciska informatorów, nie przesłuchuje świadków, udaje jej się unikać bójek, nie ma żadnych siniaków ani ran fizycznych (do czasu). Ale cały czas zmaga się z ranami psychicznymi, dużo myśli, rozpamiętuje, próbuje rozgryźć przestępcę i rozprawić się ze wspomnieniami.

Tagi: JD Robb
14:55, polonisty
Link Komentarze (8) »
Tagi
stat4u