blog o książkach
RSS
środa, 31 lipca 2013
Marcin Wroński "Kino Venus"

I znów jesteśmy w Lublinie w latach 30. ubiegłego wieku i znów uganiamy się za przestępcami. To znaczy, że znów mamy do czynienia z Marcinem Wrońskim i jego twórczością.

Chyba każdy tak ma, że niektóre książki czasem mu nie leżą, albo, nawet fajne, mają jakieś braki; a to wątek nudny, a to opisy marne… a w Kinie Wenus wszystko jest na swoim miejscu, jak dla mnie wszystko super!

     Nasz znajomy Zyga Maciejewski nie ma jednak różowo. Przeniesiony do dzielnicy żydowskiej z oficera śledczego, stał się mundurowym gryzipiórkiem, co z tego, że kierownikiem Komisariatu… I jeszcze te kobiety… To w sumie ciekawe, bo to facet o facecie pisze, ale Zydze, pisząc wprost i bez cenzury, seks zrobił z mózgu sito. Kobity wodzą go za nos! Pod tym jego nosem kwitnie pornobiznes i handel kobietami a także początki narkobiznesu, ale Zyga oszołomiony romansami początkowo (i środkowo) niczego nie dostrzega. To dzielni tajniacy Zielny i Falniewicz rozwiązują zagadki! Oczywiście, mnie, jak zwykle, zachwyciły barwne portrety obyczajowe – konflikty polsko-żydowskie, nastroje polityczne… ledwo pięć lat wcześniej Marszałek dokonał przewrotu, a za raptem osiem lat wkroczą do Lublina Niemcy… chociaż tu więcej słychać o komunistach niż o nazistach - uroki bliskości wschodniej granicy. Każda opcja polityczna, czy też narodowa ma swoją gazetę, każda gazeta pisze niby o tym samym, ale inaczej. Może się powtarzam, ale naprawdę ciężko musiało być zachować neutralność:)

     Zyga Maciejewski w mundurze! Dzień w dzień zmaga się z biurokracją, nawet ukochanego boksu nie może uprawiać, gdyż obita gęba nie licuje z powagą i majestatem munduru. A w Lublinie źle się dzieje, nie tylko na mieście, ale i w policji… Kraft, pełniący obowiązki Zygi po jego przeniesieniu do dzielnicy żydowskiej, zdobywa dowody przeciwko nowemu komendantowi, który przywłaszcza sobie policyjne pieniądze (to poważna sprawa, według słów autora, policja miała w tamtych czasach tylko dwa samochody!). Zygę zaś próbuje skorumpować pewien detektyw ze stolicy, prawie bezskutecznie. Nasz policjant, aby odpocząć od papierkowej roboty, zaczyna interesować się podejrzanie dużą ilością żydowskich prostytutek w mieście, porwaniem córki bogatego Żyda z Warszawy i morderstwem. Tylko makiaweliczny umysł Zygi mógłby połączyć te wszystkie sprawy, ale co z tego skoro uwagę policjanta odwracają dwie piękne kobiety. Omamiony Zyga przestaje myśleć i sprawę rozwiązać muszą jego dzielni tajniacy…

     Do Kina Wenus dodana jest malutka płyta i bardzo żałuję, że nie mogę się na razie udać z nią do Lublina i pospacerować sugerowaną przez Autora trasą odsłuchując nagrania:(

Polecam gorąco, ja szukam kolejnych części!

czwartek, 25 lipca 2013
Małgorzata J. Kursa "Ekologiczna zemsta"

Przeczytałam chyba wszystkie książki tej autorki – jak dotąd, i stwierdzam, że każda kolejna jest lepsza.

Ekologiczna zemsta zaś jest moim zdaniem najlepsza. Pisałam tu chyba tylko o jednej, o Teściowej i o ile pamiętam czepiałam się braków opisów. W Zemście wszystko jest na swoim miejscu i nie brak opisów wnętrz i zewnętrz. Książka jest tak dobra, że czytałam ją do wpół do trzeciej w nocy, jednym okiem zerkając na zegarek. Chciałam doczytać do momentu ukarania pierwszego przestępcy przez rogatą bandę. Uśmiałam się tak bardzo, że musiałam rechotać w poduszkę, żeby sąsiadów nie pobudzić… wiecie w nocy głos po bloku jakoś łatwiej się rozchodzi:)

Ekologiczna zemsta jest jakby kontynuacją Babskiej misji, ale występują tu bohaterowie także pozostałych książek. Wszystko pozostaje w rodzinie i niedługo poznamy chyba całą populację Kraśnika. To właśnie ze względu na to miasto sięgnęłam po te książki, nie znam Kraśnika, ale stamtąd pochodzi kilka moich koleżanek, więc chciałam sobie o nim poczytać. Humor powieści bardzo przypomina mi wczesne książki Chmielewskiej, chociaż wiecie, mistrzyni nikt nie dorówna:)

Malwina Pędziwiatr, zatwardziała feministka, wraca do Polski, by ratować córkę przed strasznym losem, jakim jest… małżeństwo. Córkę i zięcia poznacie w Babskiej misji. Okazuje się jednak, że zięć jest całkiem przyzwoitym człowiekiem, na dodatek policjantem i córki wcale nie trzeba ratować. Malwina zamieszkuje z „dziećmi” i postanawia przywrócić porządek w mieście. Policja bowiem nie radzi sobie z pewnymi „incydentami”, takimi jak kradzieże torebek, piraci drogowi, zaśmiecanie lasu… Malwina wraz z przyjaciółką Elizą i jej synem Piotrem opracowują plany zemsty. Za narzędzia sprawiedliwości służą im; rycyna, farba w sprayu i kamera… jeszcze tylko nierzucające się w oczy przebranie i można działać. Kraśniczanie strzeżcie się, rogata banda czuwa! Stale przybywa chuliganów do ukarania, więc nasi mściciele będą mieli pełne ręce roboty:)

Książka warta jest polecenia, tym bardziej, że moim zdaniem każda kolejna powieść autorki jest coraz lepsza:)

piątek, 19 lipca 2013
Lisa Jackson "Nie chcesz wiedzieć"

Te okładki z pomostem zaczynają mnie już nudzić… motyw nawet pasuje do fabuły, ale ile można? Pamiętacie pewnie, że cała seria książek Roxanne St. Clarie miała takie okładki?

Lisa Jackson to jedna z najlepiej piszących autorek thrillerów romantycznych. Jej książki można polecać w ciemno. Nie chcesz wiedzieć nie jest może najlepszym dziełem pani Jackson, ale i tak godna jest polecenia. Takim najbardziej rzucającym się w oczy mankamentem jest to, że akcja zaczyna się jakoś zbyt gwałtownie. Przez dwa lata bohaterka żyje w oparach iluzji, na krawędzi szaleństwa faszerowana psychotropami i nagle pewnego dnia postanawia przestać łykać leki, wziąć się w garść i udowodnić, że wszyscy pragną ją skrzywdzić, że wszyscy ją okłamują, szpiegują i Bóg wie co jeszcze… ta nagłość jest jakaś dziwna. Wątek romansowy też trochę blady, ale akcja i sensacja nadrabiają resztę. Mamy tu potencjalną wariatkę, nie całkiem normalną rodzinę, zbiegłego ze szpitala psychiatrycznego seryjnego mordercę i jeszcze drugiego mordercę… (sami wariaci jak widać) się dzieje, oj akcja trzyma w niepewności!

Ava straciła synka. Nie wiadomo dokładnie co się stało, chłopiec znikną ze swego łóżeczka po Bożonarodzeniowym przyjęciu. Po dwóch latach Ava ciągle nie może poradzić sobie ze stratą. Po pobycie w szpitalu psychiatrycznym i próbie samobójstwa ciągle miewa problemy z pamięcią i koszmarami nawiedzającymi ją we śnie i na jawie. Kobieta słyszy płacz i wołanie swego synka, widuje jego postać na pomoście, mało nie tonie próbując ratować to przywidzenie. W jej domu pełno jest fałszywych krewnych i przyjaciół – kaleka kuzynka obwiniająca Avę o wszelkie zło tego świata, leniwy kuzyn, zdradzający mąż, szpiegująca pokojówka i pielęgniarka, nawet pani psychiatra lecząca Avę nie jest do końca uczciwa. Wszyscy oni mają pretensje do pani domu – kobiety, która przed załamaniem nerwowym uważana była za twardą przeciwniczkę, bizneswoman z krwi i kości, prawdziwą sukę. Wszyscy kłamią i udają troskę. Kto w tym domu wariatów jest prawdziwym szaleńcem? I czy Noah, syn Avy, jeszcze żyje?

Polecam!

23:18, polonisty
Link Komentarze (5) »
sobota, 06 lipca 2013
Agnieszka Steur "Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie"

Tak sobie wspominam i medytuję nad powieściami fantasy… i wydaje mi się, że pierwszą prawdziwą książką fantasy jaką przeczytałam, było coś Andre Norton – Kryształowy gryf albo Zwierciadło przeznaczenia

      Napisać książkę fantasy jest moim zdaniem trudniej, niż taką „zwykłą”. Dlaczego trudnej? Bo autor fantasy tworzy własny świat i musi stworzyć go tak, by wszystko pasowało, opisać tak, by czytelnik to zobaczył. Autor książek „z naszego świata” może liczyć na to, że czytelnik sam dopowie sobie pewne rzeczy – dotyczące krajobrazu, wyglądu postaci itp. Ale kiedy coś jest wymyślone i siedzi tylko w głowie pisarza, to wielkim talentem jest „sprzedanie” tego. Liczy się wyobraźnia i logika. A po czym rozpoznać dobre fantasy? Dobra fantastyka ma przede wszystkim mapkę! Pamiętajcie, te bez mapki, mogą być nie teges… ;)

W Wojnie w Jangblizji jest mapka! I na samym począteczku przyczepię się do jednej małej rzeczy, bo później to już nie ma się czego czepiać:) Otóż nie przemawia do mnie okładka.

     Autorka sięgnęła tu po ciekawy i stosunkowo mało spotykany chwyt, jakim jest ukazanie naszego świata, jako tego obcego, nowego, niezrozumiałego. Świetne posunięcie – pokazanie, że to, co znamy, co wydaje się swojskie i znajome, może być tak naprawdę dziwaczne i śmieszne… Jednocześnie pani Steur dyskretnie i pomału wprowadza nas w rzeczywistość Jangblizji. To fragmenty, będące pamiętnikiem królowej Zary są moimi ulubionymi. Sama królowa zaś jest moim zdaniem najlepiej i najciekawiej skonstruowaną postacią. Ona jest królową-kobietą-matką, nie jakąś mityczną i zimną władczynią, tylko kobietą, której nieobcy jest strach, miłość, nadzieja. Ona potrafi przyznać się do błędu, do uczuć, przerażenia… fajna jest.

Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie motyw mieszanych związków. Już na samym początku dowiadujemy się, że w Jangblizji zwierzęta ewoluowały tak jak ludzie i pod względem umysłowym i emocjonalnym przypominają homo sapiens – różnią się wyglądem. Ale do głowy by mi nie przyszło, że mogą z tego powstać mieszane związki… wiecie pies z rybą np… Dałam się kompletnie zaskoczyć i to dobrze, bo przewidywalne książki są nudne;) zwłaszcza fantasy. I to właśnie jest największym plusem powieści, nieprzewidywalność, niespotykana fabuła, ciekawie skonstruowana akcja, która stale zaskakuje czytelnika i dobrze scharakteryzowane postaci.

W Jangblizji trwa wojna. Król Taro i królowa Zara postanawiają więc wysłać swoje dzieci – Nanę i Roana w bezpieczne miejsce. Tym miejscem okazuje się być Tamten Świat – nasz świat. Dzieciaki w towarzystwie Fitelsa (psowatego) i opiekunów; Maratonusa (koniowatego) i Irys (owcowatej), zamieszkują w małym domku i przyzwyczajają się do nowego świata. Wiele rzeczy jest dla nich nowością, niektóre zwyczaje tubylców ich fascynują a inne przerażają. Lecz prawdziwe emocje zaczynają się gdy bohaterowie odkrywają, że nie są jedynymi przybyszami z Jangblizji. Od tego momentu do tęsknoty i strachu o najbliższych pozostawionych w ogarniętym wojną kraju dołącza niepewność i rozterka… czy to prawda, że ukochani rodzice winni są wygnania do Tamtego Świata tylu Jangblizjan??? I to z powodu… miłości?

    Im bardziej zagłębiamy się w historię Nany i Roana, tym więcej poznajemy zaskakujących faktów i smutnych historii, tajemnic Jabgblizji i Tamtego Świata. Bardzo polecam tę powieść! W tym zalewie podobnych do siebie opowieści o magach, krasnalach i elfach Wojna w Jangnlizji jest powiewem świeżości, a jednocześnie mądrą i fascynującą książką. Dziękuję pani Agnieszce Steur za możliwość przeczytania jej.

Tagi
stat4u