blog o książkach
RSS
piątek, 27 lipca 2012
Patricia Briggs "Cry Wolf" Alfa i Omega

To jest ta książka Patricii Briggs, którą chciałam przeczytać. Trafiłam na nią przypadkiem. Jak się orientuję, są dwie serie, w których są ci sami bohaterowie – Mercedes Thompson oraz Alfa i Omega.

    Seria o Mercedes jest dużo zabawniejsza, po prostu napisana z humorem a i główna bohaterka nie należy do kobiet delikatnych i słabych. Anna zaś, to taki trochę zabiedzony i zastraszony psiak. Jest wilkołakiem od trzech lat i w swojej starej sforze była zastraszana, torturowana, wykorzystywana i maltretowana, więc chyba można jej wybaczyć, że nie jest tak przebojowa jak Mercedes. O początkach znajomości Anny i Charlesa (brat Samuela) można przeczytać w opowiadaniu On the Prowl, tam jest opisane życie Anny w starej sforze i spotkanie z Charlesem. To opowiadanie jest, niestety, lepsze, niż książka. Książka jest taka sobie, chyba dlatego, że para bohaterów strasznie smęci, on jest poważnym zabójcą-egzekutorem, wkracza, gdy jakiś wilk zaczyna być niebezpieczny, lub traci kontrolę, ona jest maltretowaną Omegą, przemienioną przemocą. Co mnie denerwowało, to to, że Charles - wielki i straszny wilkołak, jedyny wilkołak z urodzenia, władający magią indiańskich przodków, wilkołak, którego boją się wszystkie inne wilki przez całą książkę jest ranny… A gdzie osławiona zdolność do regeneracji??? U Mercedes to było szast prast – przemiana w wilka, dwie godzinki wylegiwania się w psiej formie na dywaniku przed kominkiem i delikwent zdrów jak ryba. A tu stęka i kwęka i krwawi przez całą książkę, i na dodatek rany go spowalniają i osłabiają!

    W Aspen Creek, siedzibie Marroka (Alfy wszystkich amerykańskich wilkołaków), ktoś lub coś morduje turystów w górach. Brian podejrzewa, że to jakiś zdziczały wilkołak. Wysyła w góry swego syna Charlesa, który niedawno odnalazł swoją partnerkę i został ciężko ranny. Anna i zawinięty bandażami Charles wyruszają w góry, łapać potwora. Okazuje się jednak, że niebezpieczeństwo jest poważniejsze. W górach ukrywa się czarownica, która od lat tropi pewnego wilka ze stada Marroka – Asila. Asil, czyli Maur jest jednym z najstarszych żyjących wilkołaków i przybył do Aspen Creek, by prosić Alfę o śmierć. Dawno temu partnerka Asila została brutalnie zamordowana, przez ich przybraną córkę, będącą potomkinią potężnego rodu czarownic. Mariposa w jakiś sposób oddzieliła wilka od ludzkiej formy partnerki Asila, i zrobiła z tego wilka swojego obrońcę. To samo chce teraz zrobić z Asilem. Czarownica jest tak silna, że może władać wilkołakami, gdyby przejęła władzę nad Marrokiem, panowałaby nad wilkami w całej Ameryce. Anna, krwawiący Charles i Asil muszą znaleźć sposób, by pokonać wiedźmę, co jest trudne, z powodu więzi między Maurem a wilkiem jego nieżyjącej partnerki. Anna nie umie się bić, Charles krwawi, Marrok jest zaczarowany przez czarownicę – sytuacja nie wygląda więc dobrze…

Polecam Mercedes Thompson, a ci, których zainteresują losy brata Samuela, mogą zajrzeć do Cry Wolf:)

sobota, 21 lipca 2012
Janet Evanovich "Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy"

Był kiedyś takie serial z Lorenzo Lamase’em w roli głównej pt. Renegat. Główny bohater był łowcą nagród. Bohaterka Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy też wykonuje taki zawód. Tytuł wskazywałby raczej na jakiś poradnik, ale tu chodzi o polowanie dosłownie. Mamy tu do czynienia z komedią kryminalną, w niektórych recenzjach widziałam, że określa się tę książkę jako romans… ale to lekka przesada.

    Jest jednak między Reno Raines’em a Stephanie kolosalna różnica. Stephanie Plum jest bowiem totalną amatorką. Totalną amatorką bojącą się używać broni palnej i gazu obezwładniającego, która nie umie się bić, ani nawet bronić. W zasadzie to strach ją paraliżuje i, w obliczu niebezpieczeństwa, Stephanie stoi z rozdziawioną buzią… Serio, bohaterka tak mnie osłabiała, że tylko dzięki temu, że książka jest naprawdę dobrze i zabawnie napisana, oraz dzięki mojemu przekonaniu, że się dziewczyna jeszcze wyrobi i zmądrzeje, doczytałam do końca. No i dzięki fajnemu bohaterowi – ściganemu, który przykuł Stephanie gołą do drążka w łazience i wrzucił jej kluczyki od samochodu do śmieci, czym zmusił ją do nurkowania w kontenerze:) Słodziak, nie ma co;)

    Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. W mieszkaniu bohaterki rozlega się pukanie do drzwi. Typ po drugiej stronie to psychopatyczny morderca, który złowieszczym szeptem obiecuje bohaterce straszliwą śmierć. Co ona robi? Czy planuje jak pozbyć się natręta? Czy obmyśla sposób ucieczki i powiadomienia policji? Czy stara się wezwać pomoc? Nie! Myśli o tym, jak bardzo boi się pająków i robali, że pomoc mężczyzny w zabijaniu owych robali wcale nie godzi w jej wiarę w równouprawnienie, że poza robalami, boi się jeszcze koszmarów z czarownicami, kosmitami, wampirami i Elvisem Presleyem… i wspomina upojne momenty z pewnym facetem. Dobra, później zaczyna trochę myśleć, ale z marnym skutkiem:(

     Stephanie straciła pracę. Szukała nowej już wszędzie, wyprzedała prawie wszystkie sprzęty z mieszkania, odcięto jej telefon i zabrano samochód. Jej sytuacja jest beznadziejna, dlatego idzie do kuzyna i prosi o jakieś zajęcie. Wolna jest tylko posada łowcy nagród. Stephanie zgadza się i od razu trafia na najtrudniejszą sprawę. Musi schwytać policjanta oskarżonego o morderstwo. Problem w tym, że nie wie, jak się do tego zabrać, nie ma broni, boi się i nie umie się nią posługiwać, nie zna procedur, po prostu nie ma o niczym zielonego pojęcia!!!

***

Nikt nie zwracał większej uwagi na babcię Mazurową. Ciągle bawiła się rewolwerem, celując, składając się do strzału, jakby próbowała przyzwyczaić się do ciężaru broni w ręce. Uświadomiłam sobie, że oprócz pudełka z tamponami, miałam w torbie pudełko z nabojami. Aż ścierpłam na samą myśl. - Babciu, nie nadawałaś rewolweru, prawda? - Oczywiście, że naładowałam – odpowiedziała. – Ale jedno miejsce zostawiłam puste, jak widziałam w telewizji. W ten sposób nie strzelisz do niczego przez przypadek. Odwiodła kurek, żeby zademonstrować swoje zasady bezpiecznego posługiwania się bronią. Rozległ się huk, u wylotu lufy błysnęło, a zwłoki kurczaka podskoczyły na talerzu. - Święta Matko Boża! – wrzasnęła moja matka, podrywając się na nogi i wywracając krzesło. - Kurde – skwitowała babcia. – Chyba zostawiłam pustą niewłaściwą dziurę. – Pochyliła się do przodu oceniając swoje dzieło. – Nieźle jak na pierwszy raz. Trafiłam tego skubańca prosto w kuper.

***

Joe Morelli to bardzo sprytny przeciwnik, ale najgorsze jest to, że w przeszłości nasza bohaterka przeżyła z nim pewien upojny incydent. Co ciekawe, Steph bardzo szybko natyka się na swą ofiarę, spotyka go w zasadzie nawet bardzo często, ale nie potrafi zmusić go do oddania się w ręce policji… a Morelli jakoś nie reaguje na jej prośby. Bo Steph go prosi, upomina, grozi – ogólnie działa jedynie werbalnie. Kradnie w końcu jego samochód, licząc, że ten przyjdzie go odebrać osobiście. Tak naprawdę, to wszystko wskazuje na to, że policjant jest niewinny i szuka dowodów potwierdzających, że działał w obronie własnej. Stephanie, szukając Morelliego, również wikła się w tę sprawę i naraża na niebezpieczeństwo ze strony psychopatycznego boksera, który brutalnie gwałci kobiety. W końcu zawiera jednak z policjantem układ – pomoże mu szukać świadków i dowodów a w zamian on później dobrowolnie pozwoli się odstawić na policję i pozwoli Stephenie zgarnąć 10 000 nagrody.

Pościgi bohaterki za zbiegami to pasmo komicznych wypadków i absurdalnych incydentów. Czyta się to bardzo przyjemnie i szybko, łatwo przechodząc, od rozdrażnienia, do rozbawienia perypetiami bohaterki. Moją ulubioną postacią jest babcia Mazurowa, która podobno ma korzenie węgierskie... ale z takim nazwiskiem? Dodatkowym plusem jest umieszczenie akcji na przedmieściach wielkiego miasta, ukazanie realiów życia mieszkańców hermetycznego osiedla, zamieszkanego przez przedstawicieli różnych narodowości - ludzi doskonale się znających.

Polecam tym, co chcą się trochę pośmiać.

środa, 18 lipca 2012
Patricia Briggs "Więzy krwi" Mercedes Thompson 02

Im dalej w las, tym więcej drzew… Im więcej części jakiejś serii się przeczyta, tym więcej można dostrzec irytujących przyzwyczajeń autora.

    Gdy ostatnio wspominałam o wilkach, nie dodałam czemu są one tak wdzięcznym tematem książek. Otóż podstawowym plusem jest ich osławiona MONOGAMIA. Wilki łączą się w pary na całe życie, wiąże się to z jakiegoś rodzaju magią. Wystarczy, że taki wilk pociągnie nosem i już wie, że to jego partner/partnerka. Partnerzy gryzą się (zazwyczaj w szyję, ale nie tylko;)), zostawiając na swych ciałach znak – ostrzeżenie i sygnał dla pozostałych. Jak widać kojot też może być partnerką wilka…

    Jak już wspomniałam ostatnio, seria o Mercedes Thompson, jak dotąd, ma cztery części. I w trakcie czytania pewna rzecz zaczęła mnie irytować. A mianowicie powtarzanie. Pani Briggs w każdej części powtarza, co się wydarzyło wcześniej. I nie jest to tylko ogólne sygnalizowanie, ale opowiadanie czasem na pół strony. I w każdej części przypomina, utrwala, powtarza i wbija nam do głów że: kojot zmienia się szybciej niż wilkołak, jego przemiana jest bezbolesna a wilkołaka nie, wilkołaki są drażliwe, zmienne i terytorialne, nieludziom nie wolno dziękować… i wiele, wiele innych. Mnie denerwują zwłaszcza te skróty z poprzednich tomów. To pewnie po to, by czytelnik nie musiał czytać wszystkiego po kolei… ale mnie i tak denerwuje.

    Po zastanowieniu stwierdzam, że druga część jest najlepsza. To może Was zdziwić, zwłaszcza, gdy napisze, że druga część jest o demonie… a ja nie lubię książek o demonach, duchach, diabłach i aniołach:( Jednak tu jest pewna innowacja, która bardzo mnie zaciekawiła. Otóż demon opętał czarnoksiężnika przemienionego w wampira! Mam nadzieję, że też dostrzegacie potencjał! Zazwyczaj wampiry, czarodzieje, wilkołaki czy inne stwory występują jako osobne postaci, a tu mamy 3 w 1 (jak kawa rozpuszczalna Nescafe!!!). W Harrym Potterze był czarodziej wilkołak:) a gdyby tak ktoś zamienił wilkołaka w wampira?

    W drugiej części, do Mercedes przybywa wampir Stefan i prosi o pomoc. Jego pani – Marsilia wysłała go, by odwiedził pewnego wampira spoza chmary, który wkroczył na ich teren. Stefan ma pewne podejrzenia, iż wampir ten dokonuje masowych morderstw, mogących zwrócić na wampiry uwagę ludzi. Ludzie nie wiedzą, że wampiry istnieją naprawdę. Co więcej, Stefan podejrzewa, że przybysz stosuje jakiegoś rodzaju magię manipulującą umysłami wampirzymi. Przyjaciel Stefana również został jakiś czas temu wysłany do obcego wampira i z nieznanych przyczyn poddał się żądzy krwi i wymordował cały obóz wczasowiczów. Tak przynajmniej pamięta. Jednak coś w jego wspomnieniach się nie zgadza, dlatego Stefan chce mieć bezstronnego świadka, zdolnego oprzeć się magii. Zmiennokształtna Mercedes jest odporna na większość rodzajów magii. Niestety podczas wizyty wszystko idzie źle. Mercedes towarzyszy Stefanowi w postaci kojota i by nie zwracać na siebie uwagi, udaje psa. Stefan już od pierwszych chwil zostaje zaczarowany przez obcego wampira. Mercy nie może uciec, jest świadkiem torturowania i zamordowania pokojówki z motelu. Po rzezi, z której Mercy ledwie uchodzi z życiem – wampirowi nic się nie stało, poza problemami z pamięcią – Stefan stwierdza, iż to on wymordował personel motelu. Mercedes opowiada, co zapamiętała, stwierdza że wspomnienia Stefana są efektem manipulacji i prania mózgu i rozpoczyna polowanie na wampira-czarnoksiężnika opętanego przez demona. Okazuje się, że tylko Mercy może go odnaleźć, gdyż obecność demona wpływa na wzrost agresji, a wilkołaki i tak mają z tym problem, a wampirami owo monstrum manipuluje bez problemów. Szybko wychodzi na jaw, że czarnoksiężnik jest bardzo młodym wampirem a zmienił go ktoś, kto ostrzy sobie kły na pozycję wampirzego mistrza. Zatem Mercedes ma aż dwa cele… Problem w tym, że za zlikwidowanie tego drugiego wampira, może podpisać na siebie wyrok śmierci.

    Im dłużej czytam, tym większe me przekonanie, że autorka tworząc postać Mercedes-kjota, wzorowała się na kreskówce o Strusiu Pędziwietrze… Mercedes równie trudno zabić, jak owego Kojota z bajki, owszem dostaje niezłe manto, ale zawsze spada na cztery łapy:)


    Drugą część polecam bardziej. I tu mamy plus! Dzięki tym wkurzającym powtórkom, nie trzeba czytać po kolei! Ha! możecie przeczytać Więzy krwi oddzielnie a prawie nic was nie ominie!!!

 

A jeśli ciekawi was, co ciekawego wydarzy się w tomie trzecim i czwartym, zapraszam na blog Czytamy fantastykę. Tam są zamieszczone dwie pozostałe recenzje o Pocałunku żelaza i Znaku kości


czwartek, 12 lipca 2012
Patricia Briggs "Zew księżyca" Mercedes Thompson 01

Opowieści o wilkołakach trochę ewoluowały na przestrzeni ostatnich kilku lat. Ja przeczytałam mnóstwo dziwacznych powieści o wilkołakach i innych zmiennych. Teraz wilkołak to nie potwór, to ogromny wilk o instynkcie stadnym i terytorialnym. W starych opowieściach wilkołaki nie żyły w stadach, ukrywały się, podczas pełni zamieniały się w potwory nie panujące nad swą agresją i żądzą zabijania. Teraz zamieniają się w wilki – duże wilki – kiedy mają na to ochotę i beztrosko biegają w stadzie po lesie, polując na jelonki i sarenki. Ale o ile wiele osób zdaje sobie sprawę, że w literaturze istnieje takie coś jak wilkołak, tak nie każdy musi wiedzieć, że świat zmiennokształtnych jest znacznie bardziej zróżnicowany. Powstały np. książki o zmiennych tygrysach, pumach i lwach, w tej o której chcę wam dziś opowiedzieć, bohaterką jest kojot. Są zmienne lisy i niedźwiedzie. W jednej z moich ulubionych serii fantasy – serii o Anicie Blake – są nawet zmienne szczury i węże… Przyznam że mnie to intryguje, no bo czemu nie zmiennokształtna żyrafa czy pingwin… albo krowa. Zostaliby, kurcze (no właśnie, albo kura), przy wilkołakach i byłby spokój. Po prostu przepoczwarzyli nam legendę na takie nie wiadomo co. Ale nie myślcie, że na tym wyobraźnia autorów się kończy, nie! Jak na razie wymieniałam cechy zwierzęce, ale bierzmy pod uwagę, że to są w połowie ludzie. Zwierzęta nie wchodzą w relacje intymne (że się tak wyrażę) z przedstawicielami innych gatunków (są wyjątki, wiem), ale te ludzkie połówki mają to gdzieś. I tak powstały książki o hybrydach, np. pół-niedźwiedziu pół-lwie… bo taka mieszanka niedźwiedzia brunatnego z białym pewnie nikim nie wstrząśnie:) Rozumiecie, świat zmiennokształtnych jest różnorodny i dziwny, nie ogranicza się tylko do wilków, ba! Nie ogranicza się nawet do znanych nam gatunków, każdy autor chce dodać coś swojego i wychodzi dziwaczny miszmasz:(

     To taki przydługi wstęp, w którym chciałam zaznaczyć różnorodność i szerokość zagadnienia.

      Seria Patrici Briggs (bo to seria, o samej Mrcedes jest 4 tomy, jak na razie przetłumaczone) jest całkiem niezła, w porównaniu z innymi. Większość opowieści o zmiennych, to, w dużej mierze, straszne gnioty są. Poza wilkami i kojotami, są tu także czarodzieje, gobliny, wampiry i trolle. Zaznaczyć chyba należy, że książka należy do tak zwanego Urban fantasy – akcja dzieje się współcześnie i w naszej rzeczywistości (tak jakby). Pani Brrigs rozróżnia wilkołaki i zmiennokształtnych – wilkiem zostaje się przez ugryzienie, wilki się nie rodzą (poza jednym wyjątkiem), zmiennokształtni rodzą się ze swoimi właściwościami – kojot jest zmienny.

    Mercedes jest mechanikiem samochodowym i zmiennym kojotem. Wychowała się wśród wilkołaków, ale musiała opuścić stado, gdy zakochała się w jednym z zastępców Alfy - Samuelu (Alfa - przywódca stada, Beta to zastępca, a Omega to serce – wyczuwa niepokoje i nastroje członków stada). Mercedes mieszka teraz na terenie innej sfory i prowadzi swój zakład. Pewnego dnia pojawia się u niej Alec, młody chłopak świeżo przemieniony w wilka – chłopak nie jest członkiem miejskiego stada. Mercy pomaga mu i stara się obronić go przed ludźmi, którzy chcą zamknąć go w klatce i testować na nim nowe narkotyki. Adam - Alfa i przyjaciel Mercedes, zabiera go do swojego domu, by pomóc mu kontrolować wilka podczas przemiany. Ktoś jednak napada na dom Adama, zabija Aleca, obezwładnia i ciężko rani Alfę i porywa jego córkę. Mercedes zabiera rannego do stada, w którym się wychowała i do człowieka, którego kiedyś kochała.

Wśród Wilkołaków dużą rolę pełni władza, dominacja i terytorialność. Alfa musi być w stanie pokonać każdego, kto rzuci mu wyzwanie, inaczej traci swą pozycję. Mercedes nie chce, by ktoś wykorzystał to, że Adam jest ciężko ranny, by odebrać mu panowanie nad stadem, dlatego zawozi go w bezpieczne miejsce. Cały zamach okazuje się poważnym spiskiem, mającym na celu usunięcie głównego przywódcy, Morraka – najsilniejszego Alfy Ameryki Północnej.

    To brzmi dziwnie, wiem, ale naprawdę są gorsze powieści o wilkołakach niż ta. Ta jest całkiem niezła. Nigdy nie stosowałam się do skali ocen, ale tym razem się przełamię. W skali od 1 do 6, daję 4+

     Może kiedyś przybliżę wam jeszcze różne wymyślne teorie o tym skąd się wzięły wilkołaki:)

     A czy wiecie, że są książki o zmiennokształtnych… smokach? Wyobraźcie to sobie! :P


poniedziałek, 09 lipca 2012
Anne Stuart "Błękit zimny jak lód"

A podobno to kobiety są niezdecydowane i zmienne… ha! a tu mamy niezdecydowanego zabójcę! Faceta!

Najpierw uratował ją z rąk porywaczy, by w chwilę później samemu trzymać ręce na jej szyi z zamiarem skręcenia jej karku. Zrezygnował. Potem, gdy siedziała w wannie, ogłuszył ją i przytrzymywał pod wodą, by utopić. Zrezygnował. Następnie już zaciskał ręce na jej szyi by udusić… ale zamiast tego zaczął ją całować. Później znów zamierzał skręcić jej kark, lecz gdy spojrzał w jej niebieskie oczy… postanowił raczej zabrać ją do łóżka…

    Od początku wiedziałam, że jej nie zabije, więc stresu nie było. Pani z biblioteki, która poleciła mi tę książkę, powiedziała, że strasznie ją śmieszyły te rozterki mordercy. Faktycznie trochę to dziwaczne. Morderca, czyli Takashi O’Brien jest zawodowym zabójcą, jego japońska rodzina należy do jakuzy a on sam pracuje dla Komitetu (nie bardzo wiem co za komitet – jakaś organizacja, chyba tych w miarę dobrych…). Jego zadaniem jest zabicie Summer Hawthorne i odebranie jej pewnej japońskiej czarki – pamiątki po niani. Takashi jest pięknym, zgrabnym, wysportowanym, długowłosym mężczyzną, przyzwyczajonym otrzymywać od kobiet wszystko, co zechce za pomocą seksu… a jak to nie zadziała, to za pomocą tortur… Summer jest kustoszem w muzeum i ma czarkę, którą chce mieć przywódca niebezpiecznej sekty. Poza tym Summer jest niezbyt piękną, zakompleksioną kobietą po przejściach i z nadwagą. W przerwach między duszeniem i podtapianiem zakochują się w sobie. Piszę o tej nadwadze, bo w idealnym świecie książkowym nie może być bohaterki z nadwagą, dlatego Summer chudnie z nerwów oraz dlatego, że nie ma czasu jeść i na końcu ubrania na niej wiszą… Takashi jest „zwodniczo szczupły” więc muszą do siebie pasować…A co do tych tortur, to niestety... sam seks nie wystarczył:(

     Takashi powinien zabić Summer, taki otrzymał rozkaz. Jednak, jeśli to możliwe, wcześniej powinien wydobyć od niej miejsce ukrycia bardzo starej japońskiej czarki i dane dotyczące ukrytej gdzieś w Japonii starej świątyni. Te wiadomości i czarka nie mogą dostać się w ręce niebezpiecznej sekty fanatyków, którzy chcą urządzić własny Armagedon. Dlatego Takashi, gdy sam nie próbuje pozbawić życia Summer, chroni ją przed członkami sekty.

    Czy zainteresowałam was choć troszkę? ;)

A tak serio, stylem trochę mi ta książka przypomina dzieła pani Iris Johansen, do której mam wielką słabość. I dlatego polecam!

00:20, polonisty
Link Komentarze (11) »
czwartek, 05 lipca 2012
Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"

"Miecz przeznaczenia ma dwa końce, tym drugim jesteś ty…" Wiedźmin nie wierzy w przeznaczenie, nawet kiedy przeznaczenie prawie nie odgryza mu… nogi.

Nie ma co tu pisać pochwalnej recenzji. I bez moich wypocin wszyscy wiedzą, jak wspaniałą książką jest Miecz przeznaczenia. Piszę w zasadzie, aby pochwalić się, że przeczytałam:)

Dostało się naszym legendom od pana Sapkowskiego, oj dostało… :P Wanda utopiła się w rzece Doopie, bo nikt jej nie chciał, a biedny szewczyk Dratewka został przechrzczony na Kozojeda… Szewc Kozojed… próbował otruć smoka, wypychając owcze truchło różnymi truciznami. Z tegoż to pasterza zrobił Sapkowski strasznego buraka, a z Małej Syrenki Andersena niesamowitą magierę, utyskującą, że sobie łuski na ogonie powycierała, przesiadując na głazie w oczekiwaniu na księcia. Są też niziołki – zupełnie jak u Tolkiena… no ok, niezupełnie, ale również małe i z włochatymi stopami. Dowiadujemy się też, że Eliza nie miała jedenastu braci zamienionych w łabędzie, ale tylko jednego zamienionego w kormorana, i że lepiej być poparzonym przez pokrzywy niż nurkować we wrzącym mleku:)

mateyko.blogspot.pl    Czytając te opowiadania znów zachwyciłam się językiem, jakim posługuje się Sapkowski. Niesamowite, zwłaszcza w przypadku przedstawicieli ciemnego ludu wiejskiego. Autor wkłada im w usta, ni to gwarę, ni to archaizmy, co po złączeniu wspaniale odzwierciedla mowę, jaką mógłby się posługiwać jakiś chłop z zapadłej wiochy pół wieku temu. Nawet imię tego nieszczęsnego Kozojeda…

- Powtarzam – powiedział gniewnie Gyllenstiern – wozy mamy ze sprzętem i paszą, możemy na bezdrożach utknąć. Czy nie lepiej szlakiem jechać? - Można i szlakiem- wzruszył ramionami szewc – ale to dłuższa droga. A król prawił, że mu do smoka pilno, że wygląda go, niby kania dżdżownic.

***

- Acha – rzekł Trzy Kawki, patrząc na rozgwieżdżone niebo. – a czym popracuje szewc Kozojed i jego hałastra? Yarpen Zigrin splunął w ognisko, mrucząc coś po krasnoludzku. - Milicja z Hołopola zna te zasrane góry i robi za przewodników – rzekł cicho Boholt – toteż sprawiedliwie będzie dopuścić ich do podziału. Z szewcem jest jednak trochę inna sprawa. Widzicie, niedobrze będzie, jak chamstwo nabierze przekonania, że gdy się smok w okolicy pokaże, to zamiast słać po zawodowców, można mu mimochodem trutkę zadać i dalej z dziewkami gzić się we zbożu. Jak się taki proceder rozpowszechni, to chyba na żebry przyjdzie nam pójść. Co? - Prawda – dodał Yarpen. – Dlatego mówię wam, tego szewca coś niedobrego powinno przypadkowo spotkać, zanim, chędożony, do legendy trafi.

    Moim faworytem jest scena, gdy Geralt i Yennefer wiszą nad przepaścią – Yennefer na plecach Geralta – wiedźmin, wiedząc, iż długo już ich nie utrzyma, pyta czarodziejki, czy ta może coś zrobić z nogami. A ona mu na to; tak, pomajtać…

    Mam też Krew elfów, stoi sobie na półce, ale postanowiłam delektować się sagą w skupieniu, a nie pochłaniać łapczywie. Po lekturze opowiadań widzę, jak dużą krzywdę robi ekranizacja. To ona sprawiła, że nie czułam jakiejś gwałtownej potrzeby przeczytania sagi, teraz widzę, co mnie ominęło:(

Czy ja muszę pisać, że polecam??? Chyba już wszyscy, poza mną, przeczytali?!

poniedziałek, 02 lipca 2012
Laura Griffin "Nie do opisania"

Nie ma co się zastanawiać, która lepsza, trzeba szukać następnych! Tak sobie pomyślałam i tak zrobiłam. Niestety, wychodzi na to, że jak dotąd przetłumaczone są tylko te dwie:(

    Nie do opisania pochłonęłam w dwa dni. Tak jak pisałam w ostatnim wpisie, pojawiają się tu bohaterowie z Nie do wykrycia – marginesowo nawet Alex. Głównymi bohaterami są; znany już nam Troy Stockton, autor książek o prawdziwych zabójstwach i zabójcach oraz Elaina McCord agentka FBI. Elaina chce zostać profilerem, jednak zamiast dostać przydział do Waszyngtonu czy Nowego Jorku, firma posyła ją do Brownsville w Teksasie, gdzie policjanci w typie macho nie lubią kobiet z odznaką. Elaina jest jedyną kobietą na miejscach zbrodni i zazwyczaj dostaje zadanie „niańczenia” kobiet i dzieci. Jej ojcem zaś jest John McCord, legenda FBI i najlepszy twórca profili psychologicznych w Quantico... i kochany rodzic wcale nie chce by córka szła w jego ślady...

    Na wyspie Lito znalezione zostają zwłoki młodej kobiety, nagiej i wypatroszonej. To już druga tego typu zbrodnia. Policja prosi o pomoc FBI i na miejsce zbrodni wysłana zostaje Elaina, jednak komendant miejscowej policji bezwzględnie odsuwa ją od śledztwa widząc, że Elaina jest kobietą. Troy postanawia pomóc młodej agentce, która tworząc wstępny profil psychologiczny twierdzi, iż mają do czynienia z seryjnym mordercą. Komendant nie daje temu wiary, aż do momentu znalezienia kolejnych zwłok. A tym czasem morderca kontaktuje się z Elainą, która podąża własnym tropem zignorowanym przez policję i strażników Teksasu. Przy współpracy Troya i naukowców z laboratorium udowadnia, że ofiary związane były z popularną internetową grą – geocachingiem.

Tu dla odmiany nie wiemy, kto jest mordercą. Społeczność Lito jest tak mała, że podejrzanymi są nawet policjanci. Elaina zaprzyjaźnia się z kilkoma, więc ciężko jest jej ich podejrzewać. Wiadomo, że zabójca jest blisko, może gdzieś w tłumie już szuka kolejnej ofiary…

Polecam:)

 

Jak widać okładka bardzo podobna.

22:05, polonisty
Link Komentarze (5) »
Tagi
stat4u