blog o książkach
RSS
piątek, 29 czerwca 2012
Laura Griffin "nie do wykrycia"

Prawdziwy thriller romantyczny to coś, co nieodmiennie poprawia mi nastrój. I muszę przyznać, że Laura Griffin potrafi pisać książki tego typu.

    W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Może tylko za mało kontaktu z mordercą, jakieś opisy, jak się poci ze zdenerwowania, że odkryją jego zbrodnie, albo sceny czajenia się na niczego niepodejrzewającą ofiarę…? Najlepsze jest to, że książka wciąga od pierwszych stron. Kusi szybką akcją i wyczuwalnym napięciem. Mimo iż od początku wiadomo, kto jest czarnym charakterem, jeszcze wiele może czytelnika zaskoczyć. Dobrze dawkowane emocje i sensacja gwarantują dobrą zabawę.

    Alex Lovell jest prywatnym detektywem. Poza rutynowymi zleceniami od firm ubezpieczeniowych, przyjmuje także inne, bardziej niszowe zadania – pomaga znikać kobietom w trudnych sytuacjach. Alex świetnie zna się na komputerach, dlatego nie tak łatwo odnaleźć kobiety, którym pomogła zniknąć– dopóki nie popełnią błędu… Melanie, maltretowana żona policjanta, niestety popełniła błąd… i to nie jeden. Alex stara się dowiedzieć, czy kobieta jeszcze żyje i czy jej mąż jest zamieszany w jej zaginięcie. Prosi o pomoc detektywa z wydziału zabójstw Nathana Devereaux, który jest sceptycznie nastawiony do tego śledztwa. Bohaterowie nawet się nie spodziewają w jak skomplikowaną sprawę się wmieszali i jak wiele osób „na szczycie” jest w nią zaangażowanych.

 

Ja się biorę za drugą część - Nie do opisania, a wam polecam tę :)

 

Z tego co się orientuję, to te części łączą pewni bohaterowie, można je zatem czytać oddzielnie.

20:59, polonisty
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Lev Grossman "Czarodzieje"

Co robił Harry Potter po ukończeniu Hogwart'u? W ogóle, co można robić po ukończeniu magicznej szkoły??? Do czego współczesnym ludziom magia? W fantastycznym świecie, służy do pokonywania zła (albo czynienia zła, zależy jak na to patrzeć), ale co z magią ma robić współczesny czarodziej?!

    Czarodzieje to książka, która dała mi do myślenia. To nie jest klasyczne fantasy, nie dajcie się nabrać, tak jak ja się dałam. W zasadzie to przygnębiająca powieść. O marzeniach, realnym życiu, magii i dorastaniu. Nie jestem nią zachwycona, bo nie przypomina innych książek o czarodziejach, wiem, że innym może to odpowiadać. Nie ma tu odwiecznej walki dobra ze złem, świat nie jest czaro-biały, fakt istnienia magii nie ma uzasadnienia – idei, celowości. Po prostu, magia istnieje, niektórzy mogą się nią posługiwać i robią to. Kropka.

    W pierwszej części, główny bohater - Quentin, dostaje się do magicznej szkoły – koledżu - i przez pięć lat pobiera tam nauki. Wyobrażacie sobie zmieścić cykl o Harrym Potterze na dwustu stronach? Nie da się tego dobrze zrobić i to udowadnia ta książka. Quentin poznaje w nowej szkole kilku przyjaciół (4 czy 5) i pije – opisy spożywania alkoholu są dominujące.

    W drugiej części nasz bohater kończy szkołę, w prezencie na zakończenie wszyscy abiturienci dostają od dyrektora tatuaż z zaklętym w nim demonem… super nie? Demon może być tylko raz uwolniony za pomocą hasła i wtedy może walczyć w imieniu „nosiciela”. W tej części do opisów libacji dochodzą opisy imprez, seksu i zażywania narkotyków. Magii się nie używa, bo po co? Dopiero gdy się przeniesiemy do magicznej krainy, zaczyna się dziać…

    O ile konwencją powieść przypomina Harrego, to nawiązaniami sięga do innego znanego cyklu. Na bez mała co drugiej stronie wspominana jest magiczna kraina Fillory i rodzina Chatwinów, opisane w 4 księgach przygód, przez niejakiego Christophera Plovera. To ukochana książka bohatera, wraca on do niej nieustannie*. Jest tyle opisów owego Fillory, że stwierdzić mogę, iż bardzo przypomina Opowieści z Narnii… bardzo, bardzo (ale co ja tam wiem…).

    Najgorsze jest to, że książka wcale nie odpowiada na pytanie; co może robić za pomocą magii współczesny czarownik… na Ziemi i w naszej rzeczywistości… W zasadzie to, jak dla mnie, nawet burzy ten misternie utkany z marzeń mit, o tym jak by to było cudownie, gdybyśmy umieli czarować. Mnie - osobie zakochanej w fantasy - nie bardzo się to podobało, ale jakichś realistów może skusi?

I serio, ktoś nazwał Quentina „mrocznym alter ego Harrego”… jak bardzo mija się to z rzeczywistością, może stwierdzić tylko ten, kto to przeczytał. Język pełen jest wulgaryzmów a i korektor się nie spisał – wyłapałam sporo błędów. Opinie o powieści są skrajne. Z pewnością daje ona do myślenia i wzbudza refleksje na temat miłości, zdrady, życia, śmierci… ale brak w niej wartkiej akcji, życie i postawa głównego bohatera (wszystko jest mi obojętne i nic mnie nie cieszy) są raczej dołujące. I zakończenie jakieś takie niewyraźne…

 

 

 

 

*jak ja do Chmielewskiej ;P

23:03, polonisty
Link Komentarze (7) »
wtorek, 19 czerwca 2012
Davidson Mary Janice "Nieumarła nieodwracalnie" Królowa Betsy IV

Czwarty tom Królowej Betsy jest, ale jakby go nie było. Dziwna sprawa. Mam wrażenie, że w książce brak jest głównego wątku, są tylko poboczne – takie mało ważne. Nie ma takiego, który wybijałby się na pierwszy plan. Zakończenie także jakieś niewyraźne. Uwaga bohaterów skupiona jest na zbliżającym się ślubie Betsy i Sinclair’a, ale książka nie kończy się ślubem… Nie chodzi o to, że ślub odwołano, po prostu ma się odbyć za jakiś czas. To by nie dziwiło, gdyby nie fakt, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż jest to ostatni tom przygód królowej wampirów.

    W tym tomie jest też mniej rozważań o ulubionym temacie głównej bohaterki – czyli o butach, ale nadal jest zabawnie i z humorem;)

    Betsy zajęta jest planowaniem swego ślubu i w ferworze przygotowań wymyka jej się, ukrywany dotąd fakt, że w pewnych intymnych sytuacjach, słyszy myśli swego narzeczonego. Sinclair jest przybity i wściekły, ponieważ w Księdze Umarłych (czy ja pisałam wcześniej, że księga spisana jest krwią ludzką i oprawiona jest w ludzką skórę???) napisano, że prawowici król i królowa wampirów będą w stanie czytać swe myśli, a Sinclair tego nie potrafi. Obawia się więc, że nie jest prawowitym małżonkiem Elizabeth. Betsy próbuje uświadomić ukochanemu, iż tak naprawdę to on niewiele traci nie znając jej myśli… Sytuacji nie poprawia fakt, że po mieście grasuje Parkingowy Zabójca a siostra Elizabeth (pomiot szatana, pamiętacie?) zaczyna przejawiać mordercze skłonności… Zgryzot przysparza też Jon - młodociany eks zabójca wampirów, który upiera się napisać biografię Królowej Wampirów pod tytułem… Nie-umarła i niezamężna…


Polecam tym co chcą się trochę pośmiać:)

 

 

    Z niepokojem zauważam, iż komercyjne fantasy odchodzi od wampirów i wilkołaków, kierując się w stronę tematyki anielsko-demonicznej.

środa, 06 czerwca 2012
Tanya Huff "Linie Krwi"

Obawiam się, że w następnym tomie Vicki będzie zmagać się z UFO… Dla przypomnienia: w pierwszym był demon, w drugim - wilkołaki a w trzecim mamy egipską mumię. A tak na serio, są tylko trzy tomy:)

     Intryguje mnie sposób rozprawienia się z mumią. Trzy tysiące lat wcześniej, kapłana jakiegoś pomniejszego boga egipskiego zawinięto w zapisane zaklęciami bandaże, wrzucono do trumny opatrzonej pieczęcią z kolejnym zaklęciem i zakopano. Mumiec przeżył. A w czasach współczesnych Vicki wbiła mu topór w plecy i mumiec nie przeżył… najprostsze metody są najskuteczniejsze.

    W trzecim tomie mamy do czynienia z depresją wampira. W pierwszym, problemy emocjonalne miała Victoria, zatem tylko detektywa Celluciego nie dotknęła ta klątwa. Henry'emu śni się słońce, to trochę dziwne, jak na prawie pięćsetletniego wampira. Henry jest przekonany, iż to jego podświadomość daje mu znak, że jego czas już się skończył i pora zakończyć żywot. Vicki stwierdza, że jeśli wampirowi przyjdzie do głowy wyjść na słońce, ona wybije mu ten pomysł z głowy kijem bejsbolowym…

    Mumia przybywa do muzeum w Quebecu, ożywa i zabija wszystkich, którzy wiedzieli o jej istnieniu. Następnie przejmuje władzę nad umysłami najwyższych urzędników policyjnych i włodarzy miasta. Chce zebrać grupę wyznawców swego boga i zbudować mu świątynię. Do życia potrzebuje cudzej siły życiowej, zabija więc ludzi – najchętniej dzieci. Celluci zajmuje się zgonami w muzeum, wyglądają one na naturalne – ataki serca ze strachu przed mumią, ale wszyscy pracownicy twierdzą, że żadnej mumii nigdy nie było. Detektyw wszczyna śledztwo i prosi o pomoc Victorię. Henry również przyłącza się do śledztwa, by oderwać myśli od planowania samobójstwa. Mumia zwraca uwagę na ich działania i próbuje ich wyeliminować.

Sarkofag Tutenchamona- Chcesz powiedzieć, że mumia zabiła Trembley, używając magii? – zapytał sceptycznie Celluci. - Wszystko na to wskazuje. W ciszy, jaka zapadła, doskonale dało się słyszeć kapiący w kuchni kran. - A co mi tam - westchnął Celluci. - Jeszcze przed śniadaniem doszedłem do sześciu możliwości, w które udało mi się uwierzyć, siódma nie zrobi różnicy. - No dobra... - Vicki wyliczała na palcach wymieniane punkty: - Szukamy ożywionego czarownika, kapłana starożytnego boga, który żywi się albo i nie siłą życiową innych ludzi, potrafi mieszać w głowach tym, którzy są w pobliżu, i zabijać na odległość za pomocą magii. - Świetnie... - Celluci stłumił pięścią ziewnięcie. - A w tym narożniku trzej komicy z grupy Three Stooges!

    Dodam, że słońce śniące się wampirowi, to manifestacja siły życiowej mumii a nie żadna podświadomość… (Ten fragment o manifestacji to cytat… ja bym czegoś takiego sama nie wymyśliła.)

     Victoria żyje w ménage à trois i, w przeciwieństwie do innych znanych nam bohaterek, uwikłanych w relacje uczuciowe z dwoma mężczyznami, ona się nie przejmuje i radośnie „korzysta” z obu panów… W innych książkach bohaterki przynajmniej się wahają, którego wybrać, Vicki zaś stwierdza tylko – dzień dla Celluciego, noc dla Henry'ego. I w tym obyczajowym skandaliku upatruję przyczyn popularności serialu:P


 

PS. Duża uśmiechnięta buźka dla wydawnictwa za okładkę!

Tagi: linie krwi
11:56, polonisty
Link Komentarze (10) »
niedziela, 03 czerwca 2012
Karolina Kubilus "Jak zjeść słonia"

Trochę głupio. Mam niesmaczek.  Gdybym nie czytała tyle, to pewnie bym się nie zorientowała, że podobna fabuła tak często się powtarza. Kicha trochę, bo ta pani naprawdę dobrze pisze. Powieść wciąga, nawet pomimo oklepanej fabuły. Jest zabawna i lekka, tylko nie ma w niej nic nowego. I taki tytuł fajny. To on właśnie mnie zachęcił.

    Alicja jest architektem. Pamiętacie, jakiś czas temu wspomniałam o książce, o której nie warto wspominać? No więc, realia w tej powieści i w tamtej są tak podobne, że musiałam sprawdzić, czy to nie ta sama autorka, albo jakaś kontynuacja… Pani architekt - robi świetne projekty wnętrz, projektowała znany klub klub i łazienkę jakiegoś wpływowego człowieka. Zagranicznych książek o podobnej fabule jest więcej.

    Jak już wspomniałam, Alicja to projektantka wnętrz. Kobieta traci pracę (bardzo gburowaty szef ją wyrzuca), psuje jej się samochód (kradną jej paliwo), rzuca ją facet (po pięcioletnim związku), koleżanka, od której Ala wynajmuje mieszkanie, sprzedaje je i Alicja, w związku z tym, zyskuje współlokatora (czarnoskórego studenta). Po tym pełnym tragedii początku, następują wydarzenia już bardziej oryginalne i nareszcie można się delektować książką bez głupich porównań:) Student jest bardzo sympatyczny i dokarmia Alicję. Bohaterka poznaje Piotra, który namawia ją do założenia własnej firmy i otrząśnięcia się z depresji. Ala musi jeszcze pozbyć się natrętnego klienta, który twierdzi że się w niej zakochał, musi poradzić sobie z jego zazdrosną żoną, musi spławić byłego chłopaka, musi poradzić sobie z zazdrosną żoną byłego szefa, wścibską sąsiadką i natrętną mamusią. Musi też zjeść słonia… po kawałeczku.

    Jeśli nie czytaliście żadnej z podobnych książek, rozpoczynających się wysypem nieszczęść, to szczerze polecam Jak zjeść słonia. Wiecie, to trochę nuży, gdy czyta się piątą podobną książkę, ale jeśli ta byłaby pierwsza, to nie ma żadnych zastrzeżeń, ponieważ autorka pisze bardzo dobrze, lekko i zabawnie. Widać, że dobrze sobie radzi.

Polecam.

sobota, 02 czerwca 2012
Daria Doncowa "Śpij, kochanie"

Tę książkę zaczęłam już jakiś czas temu, odłożyłam i teraz sięgnęłam znów. Jest ciut gorsza od pozostałych. Daria jednak pozostaje dla mnie równie denerwująca… (w zasadzie był taki fragment, gdzie po niemal każdym zdaniu mruczałam sobie: głupia! myśl! głupia!)

    Mam takie wrażenie, że autorka negatywnie odnosi się do wiary chrześcijańskiej, faworyzując magię, zabobony i inne czary-mary… Trochę za dużo tu hipnotyzerów, szamanów, sekt i tego typu praktyk. Brak też konsekwencji. Naczelny czarny charakter, hipnotyzer, oszust, morderca i założyciel sekty ucieka z aresztu hipnotyzując policjantów. Jego dziadek zaś, kilkanaście lat wcześniej został skazany na więzienie (obóz) i był w tym więzieniu… nawet w nim umarł… pomimo iż miał takie same zdolności co wnuk…

     Jedna z postaci książki stwierdza, że Daria sprawia wrażenie wariatki, dlatego nikt jej nie bierze na poważnie. Zgadzam się. W toku „śledztwa” Daszka dowiaduje się dużo o hipnozie, nawet staje się jej ofiarą, a mimo tego i tak pcha się do osady sekty i włazi w łapy niebezpiecznemu hipnotyzerowi.

    Daria ratuje kobietę stojącą na torach. Kobieta ta, po odwiezieniu jej do szpitala, popełnia samobójstwo wyskakując z okna. Daria chce się dowiedzieć kim ona była i dlaczego się zabiła. Szukając tropów Dasza dowiaduje się wielu złych rzeczy o zmarłej. Kobieta była związana z wieloma ludźmi (w większości mężczyznami), którzy również popełnili samobójstwa wyskakując z okien. Kobieta miała też córeczkę, którą Daria postanawia odnaleźć. Ślad prowadzi do tajemniczej sekty, którą założył hipnotyzer – brat samobójczyni. Nikołaj hipnotyzuje ludzi oraz podaje im różne narkotyki i nakłania ich, by oddawali mu cale swoje majątki i pracowali na niego. Dodatkowo w domu Daszy pojawia się jedna z byłych żon Maksa (byłego męża Darii) humorzasta baletnica. Wprowadza się wraz z małpką i Filią – tajemniczym czarodziejem, szamanem, uzdrowicielem… Denerwujący gość już od pierwszego dnia zaczyna reorganizować życie rodziny i tyranizować służbę.

    Trochę mnie zdziwiło, że w ostatecznym rozrachunku zwycięża magia i zabobony… a nie prawo i sprawiedliwość :P

 

Na razie możecie spać spokojnie, przeczytałam już wszystkie książki pani Doncowej, które przetłumaczono na j. polski. Ale jak pojawi się coś nowego to jeszcze tu wrócimy…

 

Polecam!

 

PS. Ale co za okładka!!! Baba tyłem!!! Kto wymyśla takie rzeczy?!

15:37, polonisty
Link Komentarze (5) »
Tagi
stat4u