blog o książkach
RSS
wtorek, 28 maja 2013
Marcin Ciszewski "Upał"

Na początku tej książki autor powinien umieścić takie oto pocieszenie:

NA SZCZĘŚCIE wszystkie postaci i wydarzenia umieszczone w utworze są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistości są przypadkowe i niezamierzone.

Zabrakło mi tych słów. Już na początku książki zaczęłam się bać, że to mogło by tak wyglądać!

Swego czasu czytałam bardzo dużo książek sensacyjnych, później trochę mi przeszło, i umieszczenie akcji w stolicy naszego kraju wydało mi się intrygujące. Zamach terrorystyczny podczas Euro 2012 – mecz Polska-Niemcy:) Tu zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest książka fantasy… ćwierćfinałowy mecz Polska-Niemcy???!!! Jeśli chodzi o działalność tajnych służb w naszym kraju, to wiem tylko, że niektórzy „pukają” do drzwi o szóstej rano… wszelkie inne tajniki ich działalności są mi obce. Dlatego nie mam pojęcia, czy autor wszystko wymyślił, czy też jakieś ziarno prawdy w powieści się znajduje. Mój strach nie dotyczył jednak terrorystów… ani antyterrorystów, tylko tego, co działo się „na górze” (muszę tu strawestować mistrzynię Chmielewską; biorąc pod uwagę, że w naszym państwie wszystko stoi na głowie, dno tego bagienka znajduje się wysoko na górze:)). W pewnym momencie główny bohater – szef wydziału do walki z terroryzmem, zamiast walczyć z terroryzmem, biega od gabinetu do gabinetu wysłuchując głupawych uwag premiera, ministrów i Bóg wie kogo jeszcze… dodatkowo musi uważać, na ludzi, którzy chcą przejąć jego stanowisko i jeszcze musi walczyć z innymi służbami (głównie ABW) o dostęp do posiadanych przez nie informacji. No droga przez mękę! Dynamiczna akcja sprawia, że ciężko się od książki oderwać, gdzieś wyczytałam termin „galopująca sensacja” – i do takiego właśnie gatunku zaliczyłabym powieść Ciszewskiego.

Na trzy dni przed najważniejszym meczem Euro 2012, kilka wydawałoby się drobnych szczegółów, wprowadza pracowników Wydziału Zwalczania Terroryzmu CBŚ w stan pogotowia. A pewien zamachowiec samobójca próbuje wysadzić się w powietrze w centrum miasta. Na szczęście zamach nie udaje się… tym razem. Ludzie podinspektora Jakuba Tyszkiewicza rozpoczynają śledztwo i rozpaczliwą walkę z czasem, oraz wszelkim innymi przeciwnościami – z koszmarnym upałem na czele. Niestety drugi zamach bombowy zabija kilku policjantów z ekipy Jakuba. Wydaje się, że zamachowcy specjalnie celowali w policjantów. Jakub prowadzi gorączkowe poszukiwania sprawców, zgrabnie lawirując pomiędzy zasadzkami zastawionymi przez zawistnych dowódców innych agencji, urażonych ministrów i innych. Premier nadał bowiem Tyszkiewiczowi tymczasową zwierzchność nad wszelkimi służbami mundurowymi w kraju a to nie podoba się wielu ludziom. Dzień meczu się zbliża a temperatura rośnie – nie tylko ta na zewnątrz… kto wygra?

W książce pełno jest danych technicznych odnośnie broni i sprzętu antyterrorystów (i terrorystów), dla mnie zupełnie obcych. Chciałam sobie niektóre rzeczy wyguglować, ale te głupie ciasteczka tak teraz śledzą ludzi, że bałam się, że i do mnie zapukają o świcie ;P

Jeśli chcecie poznać wynik meczu Polska-Niemcy, to przeczytajcie tę książkę;) Ja się skuszę na jeszcze jakąś, jak tylko znajdę:)

wtorek, 21 maja 2013
Matthew Quick "Poradnik pozytywnego myślenia"

Wybierając książkę nie należy sugerować się filmem.

Nie oglądałam filmu Poradnik pozytywnego myślenia, a chciałabym. Portal filmweb.pl określa go jako: dramat/komedia. Recenzje sugerują, że jest to komedia romantyczna… sama książka nie jest komedią i raczej nie komedią romantyczną, a na dramat ma za mało dramatyczne zakończenie. I jeszcze Katniss Everdeen dostała Oskara za rolę Tiffany… naprawdę chcę to zobaczyć!

Chciałam przeczytać komedię romantyczną, nie czepiałabym się wtedy, a ja nawet nie wiem jak sklasyfikować Poradnik… To naprawdę dobra książka, ale trudna, choć zakończenie mnie rozczarowało. Nie mogłam się od niej oderwać, ciągnęło mnie do niej, ilekroć ją odkładałam. Pomimo tego, że jest dziwna i trudna. Na pierwszy rzut oka, to taka sobie opowieść o niezrównoważonym mężczyźnie, mającym obsesję na punkcie swojej byłej żony. Ale my poznajemy świat właśnie oczami tego niezrównoważonego człowieka, wypuszczonego ze szpitala psychiatrycznego. Z jego punktu widzenia obserwujemy zachowania „normalnych” ludzi i wychodzi, że nie do końca normalnie się oni zachowują. Nie wiem, czy autor nie przesadził z objawami Pata, czy jego zachowanie, jako „wariata” jest autentyczne, czy niezrównoważony emocjonalnie właśnie tak postrzega rzeczywistość, ale do mnie ta książka przemówiła. Pat po załamaniu nerwowy wydaje się mieć mentalność dziecka, ma wspomnienia dorosłego mężczyzny (choć ma w tych wspomnieniach spore luki), ale umysłowo jest jak dziecko. Nikki powiedziała, że to jest złe, więc on tego nie robi, Nikki lubi to, więc on to robi, cały czas zastanawia się, co powiedziałaby Nikki – jego była żona. Nikki lubi mężczyzn o ładnym ciele, więc Pat katuje się w swojej domowej siłowni dziesięciogodzinnymi treningami, śpi na dusznym poddaszu, by spalić tłuszcz, biega w foliowym worku na śmieci, by jeszcze szybciej spalić tłuszcz. Czyta klasykę, bo Nikki jest nauczycielką angielskiego a on chce zaimponować jej oczytanym znajomym. Pat trenuje jak być miłym facetem, by Nikki do niego wróciła. Wcześniej wcale nie był miłym facetem…

Film - Pat myśli, że jego życie to film. Filmy zawsze dobrze się kończą i jego zmagania też zakończą się happy endem, nic tak nie wyprowadza Pata z równowagi jak pesymizm i brak pozytywnego myślenia. Powrót Nikki to właśnie owo szczęśliwe zakończenie, dlatego tak denerwują Pata insynuacje, że Nikki nigdy nie wróci – wystarczy być pozytywnie nastawionym i zmieniać swoje życie. Czytając przemyślenia Pata i poznając jego wspomnienia dowiadujemy się, że bohater nie był dobrym mężem – nic dziwnego, że Nikki odeszła. Pat po wyjściu ze szpitala nie bardzo umie odnaleźć się w otaczającym go świecie, a bardzo boi się wrócić do „niedobrego miejsca”. Stara się przestrzegać wszystkich wyuczonych norm, na pierwszym miejscu są normy narzucone przez Nikki.

Niestety zakończenie godne jest tej komedii romantycznej. Zawiodłam się raczej. Cała akcja wyraźnie prowadzi nas do poznania przyczyn odejścia Nikki – jakiegoś strasznego czynu Pata. I do tego wyczekiwanego szczęśliwego zakończenia. Ale to zakończenie trochę naciągane i mało satysfakcjonujące.

Ale i tak polecam.

22:40, polonisty
Link Komentarze (5) »
środa, 15 maja 2013
J.D. Robb "Psychoza i śmierć"

Buszując w statystykach mojego blogu, znalazłam wejście z hasła „dziecko Eve i Roarke’a”. Ha!!! Nie tylko ja wieszczę im potomka, ale ja to mówię od prawie dwóch lat! I moim zdaniem wtedy seria, liczącą do tej pory 36 (po angielsku 38) książek, skończy się…

Aby zrozumieć, czemu posiadanie przez parę głównych bohaterów dziecka ma być takim przełomem, trzeba przeczytać co najmniej kilka części. Wystarczy wspomnieć, że na widok każdego bobasa Eve blednie i szuka drogi ucieczki:) Roarke jest sprytniejszy, on ucieka wcześniej. Oboje nie mieli szczęśliwego dzieciństwa… w ogóle nie mieli dzieciństwa, więc nie rozumieją dzieci i nie umieją z nimi postępować. Ale mają Summerseta więc jakby co, to ten ewentualny dzieciak nie zginie marnie;) Ale na razie się nie zanosi na powiększenie rodziny. Eve musi poradzić sobie z własną przeszłością – ojcem i matką. Ona wie, jak rodzice mogą zniszczyć dziecku życie.

Dallas musi powstrzymać terrorystę rozprzestrzeniającego w miejscach publicznych groźną substancję. W wyniku działania gazu ludzie wzajemnie się zabijają – wpadają w szał, doznają halucynacji i atakują się nawzajem walcząc wszystkim co mają pod ręką. Tropy prowadzą do kultu konia barwy ognia. Trochę czytałam Nowy Testament, ale nie pamiętałam tej nazwy (o koniu pamiętałam, ale zaciekawił mnie maniacko powtarzany zlepek słów – kult konia barwy ognia). W moim wydaniu koń jest ryży – drugi koń, symbolizujący wojnę. W Biblii Gdańskiej koń jest „rydzy”, a ogólnie mówi się, że jest czerwony (słownik symboli). To wynika z różnych tłumaczeń. Sorry maniactwo polonisty…

Akcja dzieje się w połowie XXI - przypomnę. Autorka dopisuje nam bowiem alternatywną przyszłość – dla bohaterów książki - przeszłość. W latach 2012- 2013 na świcie mają mieć miejsce tzw. Wojny Miejskie. Mieszkańcy dużych miast mają wtedy walczyć między sobą – rożne ugrupowania polityczne, rasowe, wyznaniowe mają skoczyć sobie do gardeł. Policja i wojsko mają pozostać bezsilne… ludzie uciekać będą na wieś. Hmmm ciekawe i odważne przypuszczenia;)

Jak już wspomniałam, ktoś rozprzestrzenia w barze niebezpieczną substancję, w wyniku czego ponad osiemdziesiąt osób zabija się nawzajem. Bar należy do Roarke’a. Eve prowadzi śledztwo i trafia na trop kultu ryżego konia. Założyciel tego kultu w okresie Wojen Miejskich dokonał dwóch podobnych zamachów z pomocą opracowanej przez siebie substancji. Eve zastanawia się, kto mógłby skopiować skład śmiercionośnego koktajlu. Oczywistym tropem wydaje się poszukiwanie potomków twórcy receptury. Tu Eve zaczyna zastanawiać się nad dziedzicznością – czy dzieci dziedziczą złą naturę po rodzicach (Dallas byłaby wtedy zła do szpiku kości…). Eve prześladują sny z matką i ojcem w rolach głównych, oboje obwiniają w nich Dallas za swoją śmierć – w przypadku ojca to słusznie, ale matki to ona nie zabiła. Porucznik Dallas już od pierwszych przesłuchań wie, kto jest sprawcą, ale nie ma dowodów. Zaczynają się więc sprytne podchody, mające na celu złapanie terrorysty w pułapkę.

POLECAM!

niedziela, 12 maja 2013
Andrzej Sapkowski "Krew elfów"

„Wiedźmin potyka się tylko raz.”

Mogę wam napisać, czemu zabranie się do tej książki zajęło mi aż tyle czasu. Z dwóch ważkich powodów. Po pierwsze, książki pana Sapkowskiego są stanowczo za krótkie, a co za tym idzie, za szybko się kończą. I zanim jeszcze zaczęłam, już mi było przykro, że się skończy:( Powinny być trzy razy takie! Po drugie, jak już się skończy czytać, to bezwzględnie należy zacząć następną! Bo można osiwieć z niepewności, a u mnie czeka się miesiącami na to, by maruderzy oddali Wiedźmina:( I teraz pozostaje mi czekać. (Dobra, przyznam się, próbowałam przetrzymać tego kogoś, kto ma II część, przypuszczam bowiem, że ten łoś czekał na jedynkę… wygrał skubaniec. Oddałam. Mam nadzieję, że on/ona nie kompletuje całej serii…)

Jak zwykle ubawiłam się niezwykle, choć za mało było tu Jaskra – to on ma najlepsze teksty, ale Ciri i Geralt też mają gadane. Zauważyłam, że choć autor swobodnie naśladuje sposoby mówienia różnych ludzi, pochodzących z różnych warstw/ras/miejsc, to nie pokusił się o ukazanie bodaj kawałeczka tak osławionej poezji Jaskra (który jest wykładowcą na uniwersytecie?! Serio?!). Szkoda.

Gerald odnajduje przeznaczone sobie Dziecko Niespodziankę i zabiera do Wiedźmińskiego Siedliszcza. Ciri przejawia jednak niepokojące objawy – magiczne transy, dlatego wiedźmini proszą o pomoc czarownicę - Triss, Czternastą, która ponoć zginęła w bitwie pod Sodden. To ważna bitwa. Po jednej stronie zjednoczyli się wszyscy; ludzie, czarodzieje, krasnoludy, elfy, by pokonać najeźdźcę. Sodden to taki nasz Lipsk, jeśli Nilfgaardzkiego cesarza porównywać do Napoleona… ale nie porównujmy, bo Polacy byli wtedy po stronie Napoleona:) Ja zapałałam do Triss antypatią, bo strasznie umoralniała i naciskała na wiedźminów, namawiała by opowiedzieli się po właściwej stronie konfliktu i stanęli do walki. Geralt jest świetny, ja mu nie ujmuję, ale co on jeden może? Wiedźmini są neutralni i zabijają potwory. Cały tom przepełniony jest takimi gadkami, ale kiedy przychodzi niebezpieczeństwo, Geralt oczywiście walczy. Ja nie miałam co do tego wątpliwości. Geralt próbuje odnaleźć czarownika, który próbuje odnaleźć Ciri. A w tym czasie Ciri trafia pod opiekę Yennefer, bo Triss nie nadawała się na nauczycielkę magii… Pozornie mało dynamiczna akcja, ale widać, że autor przygotowuje grunt pod wielkie wydarzenia… napięcie wisi w powietrzu… a ja muszę czekać!!! :<

Oczywiście wspomnieć muszę o okładce. Fu! To na hełmie, to powinny być skrzydła, a nie łosiowe rogi! Ten jeździec ma w nas wzbudzać strach, jak wzbudza w Ciri… boicie się???

Oczywiście polecam!!!

wtorek, 07 maja 2013
Jakub Ćwiek "Dreszcz"

Zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć Dreszcza? Urban fantasy mocno osadzony w naszej rzeczywistości? Jest tu naprawdę dużo nawiązań do sytuacji polityczno-ekonmiczno-religijnych, szczególnie w kontekście prześmiewczym.

To nie jest książka dla osób nie lubiących wulgaryzmów, powtarzam więc wdzięczne ostrzeżenie autora:

„W trosce o Twoje zdrowie psychiczne, komfort wyznaniowo-światopoglądowy, orientację seksualną, zainteresowania sportowe i muzyczne, gusta dotyczące mody, a także – może przede wszystkim – wrażliwość na słowa powszechnie uważane za wulgarne i obelżywe pragnę przestrzec, iż gdy tylko skończy się ta strona i przewrócisz kartkę, jednocześnie skończy się dla Ciebie strefa ochronna. Możesz więc zaprzestać lektury w tym miejscu i przyjść na spotkanie autorskie, a ja narysuję Ci pod tym wstępem kwiatek jako symbol Twej nieskalanej niewinności.”

Język faktycznie jest trochę ostry, a użyta jest tu jeszcze śląska gwara, którą posługuje się Alojz – były górnik… można powiedzieć tekst podwójnie kodowany.

Każdy z nas miał w dzieciństwie marzenia, każdy przepowiadał, że zostanie policjantem, strażakiem, zakonnicą… ale z wiekiem większości z nas przeszło. W Benjaminie Benfordzie juniorze, obywatelu Wielkiej Brytanii te marzenia przetrwały. W sumie nie wiem ile on ma lat, wygląda na szesnaście (tak wynika z tekstu), ale ojciec umawia go na rozmowę kwalifikacyjną… to nie wiem. Ale wróćmy do marzeń, Benjamin marzy by być lokajem. Tu akurat nie ma nic dziwnego, to zawód wykonywany w jego rodzinie od pokoleń. Ale on chce być Alfredem Pennyworthem – lokajem superbohatera!

A z drugiej strony mamy podstarzałego muzyka rokowego, który całymi dniami katuje sąsiadów AC/DC, wyleguje się na leżaczku pod blokiem, żłopie piwko i pali zioło. Liczy się dla niego tylko ukochana gitara, ramoneska i skórzana kurtka. Rysiek Zwierzchowski – „Zwierzu” on hasło sex, drugs and rock n’ roll wprowadził w życie. Na superbohatera to on się zupełnie nie nadaje, ale cóż z tego skoro moc nie wybiera. Pewnego słonecznego dnia, w Zwierza uderzył piorun i od tego momentu, muzyk włada elektrycznością. Wielu innych ludzi na całym świecie, w wyniku tych tajemniczych wyładowań, otrzymuje różne moce. Ale inni nie mają Benjamina, który całe życie przygotowywał się do roli lokaja Batmana! Już ten przedsiębiorczy dzieciak zrobi z tego podstarzałego pasożyta-rokendrolowca prawdziwego bohatera. Ktoś musi przecież powstrzymać tych obdarzonych mocą, którzy nie wykorzystują jej w zbożnych celach, np. krakowskich mimów mordujących studentów… Tylko jak namówić przyćpanego dziadygę do działalności na rzecz ojczyzny i ludzkości?!

Ćwiek chciał, by czytelnik dobrze się bawił czytając Dreszcza, bez jakiegoś umoralniania, heroizmu, wzniosłych uczuć, i ja bawiłam się świetnie. Szczególnie pobadało mi się spojrzenie na naszą rzeczywistość, ale jakby w krzywym zwierciadle. Naprawdę zabawne. Tylko kobiet mi tu brak. Są jakieś dziwne postacie płci żeńskiej, ale wszystkie złe, płytkie, marginalnie zarysowanie – symboliczne. Co ciekawe przy ich opisie skupia się autor wyłącznie na cechach zewnętrznych – wyglądzie i ubraniu, czyli tym, na co zwykle zwracają uwagę właśnie kobiety;) Rychu ma tylko jedną (jedną o której wie) córkę, objawiającą się w tekście  telefonicznie, ale i o niej nie możemy nic konkretnego powiedzieć, gdyż autor opisuje tylko jedną stronę konwersacji, zawsze „słyszymy” tylko wypowiedzi Ryśka, a co i jak mówi jego córka, możemy sobie wyobrazić. W tej powieści widocznie liczą się  faceci, w sumie to męska książka.

A co tam! Polecam:)

23:44, polonisty
Link Komentarze (6) »
niedziela, 05 maja 2013
Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"

Nareszcie tak wyczekiwany pierwszy tom Zakrętów losu. I jak to zwykle bywa z wyczekiwanymi rzeczami, gdy przychodzi co do czego… no właśnie. Szósty jednak odrobinkę bardziej mi się podobał, bo to rasowy thriller romantyczny był. Na okładce Zakrętów… napisane jest, że to dramat sensacyjny - z silnym naciskiem na dramat. Ja jednak lubię akcję i niebezpieczeństwo:)

I o ile przy porównywaniu akcji, Zakręty wypadają trochę słabiej, to w sferze emocji są o wiele lepsze. Widać, że autorka potrafi budować napięcie, powieść aż iskrzy od emocji. Czyta się z podwójnie zapartym tchem i nie można się oderwać. Dlaczego podwójnie? Bo raz emocje sięgają zenitu w pierwszej części, gdy bohaterowi są nastolatkami, przeżywają swą miłość po raz pierwszy. A druga kulminacja następuje po trzynastu latach, w drugiej części. Ja nie mówię, że tu nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, jest akcja i wątek sensacyjny. Akcja trochę poganiana, bo autorka ogranicza opisy - nie ma takich rozwlekłych, wstrzymujących opisów, pani Lingas-Łoniewska ma inne sposoby na utrzymanie napięcia;) Serio, nie dziwię się, że u nas tak rezerwują tę trylogię, nawet moja znajoma bibliotekarka ją uwielbia:) Bo Katka jak Katka, ale Krzysiek… która baba nie marzy o takim rycerzu? Na rowerze, motorze czy w czarnej Toyocie, nieważne, byleby tak przystojny, słodki i zakochany jak Kris… ech. On jest prawie tak słodki jak Roarke z In Death.

Katarzyna Kochańska jest prokuratorem, oskarżycielem w sprawie handlarzy narkotyków. Wsadzanie takich ludzi za kratki to jej życiowa misja, przed laty bowiem jej przybrana siostra zmarła z przedawkowania narkotyków. Obrońcą gangsterów jest mecenas Krzysztof Borowski. I mimo że pan mecenas jest zimnym i pozbawionym serca człowiekiem, to nie broni tych ludzi z wyrachowania, ani dla zysku. Szefem gangu jest jego starszy brat, Łukasz, który zwyczajnie szantażuje Krzyśka. Wszyscy troje zaś – Kaśka, Krzysiek i Łukasz znają się od dawna, od trzynastu lat, kiedy to Krisa i Katkę połączyło szalone uczucie. Jak nasi bohaterowie wybrną z arcytrudnej sytuacji i czy nikomu nie stanie się przy tym krzywda? Pamiętajmy, że mamy do czynienia z mafią narkotykową, a oni nie zapominają…

Polecam bardzo!

środa, 01 maja 2013
Carole Nelson Douglas "Dobranoc, panie Holmes"

Niezwykła kobieta, albo Skandal w Czechach, czy też Skandal w Bohemii – to tytuły pierwszego opowiadania ze zbioru opowiadań o Sherlocku Holmesie – Przygody Sherlocka Holmesa. Bohaterką tego opowiadania (poza Holmesem i drem Watsonem) jest Irene Adler – śpiewaczka i aktorka, jedyna kobieta, której udało się przechytrzyć Sherlocka Holmesa.

Carole Nelson Douglas uczyniła z Irene bohaterkę swej powieści Dobranoc, panie Holmes (i sześciu innych, choć ja znalazłam tylko dwie po polsku). W związki z tą powieścią mam mały problemik… dwa problemiki. Po pierwsze, książka ta jest właściwie rozbudowaniem opowiadania… autorka naśladuje pomysł i styl Conan Doyle'a. O przygodach Irene opowiada bowiem panna Huxleigh, córka pastora, tak jak o przygodach Holmesa opowiada Watson. W zasadzie, jeśli ktoś czytał opowiadanie, to tak jakby przeczytał książkę… Autorka pokusiła się jedynie o dopisanie wydarzeń poprzedzających przygody Irene w Czechach. Drugim problemem jest to, że właściwie nie wiem, do jakiej kategorii zaliczyć tę powieść. Z pewnością nie jest to kryminał, od razu rozwiewam wasze nadzieje. Skłaniałabym się ku romansowi historycznemu, ale co to za romans opowiadany przez dziewiętnastowieczną starą pannę – córkę pastora, no wyobraźcie to sobie…

I tak na serio to postać narratorki – Penelopy „Nell” Huxleigh jest o niebo ciekawsza od postaci Irene -głównej bohaterki. O „geniuszu” panny Adler nieustannie wspomina tylko Sherlock – tak Sherlock i dr Watson też tu występują gościnnie. Inni na pierwszym miejscu wymieniają spryt, talent, temperament, brawurę. Najbardziej brakowało mi rozwiązywania zagadek, Nell cały czas wspomina, że dodatkowym zajęciem Irene jest rozwiązywanie zagadek, ale dokładnie opisuje tylko trzy sprawy – zaginiony pas Marii Antoniny, morderstwo czeskiego króla i zaginiony krzyżyk Oscara Wilde’a. To właśnie Oscar Wilde, jako jedyny docenia niedocenianą Penelopę Huxleigh. A to ona stara się gasić nadpobudliwą Irene i powstrzymywać (z marnym skutkiem) jej lekkomyślne działania. Ma też Nell w tekście kilka ciętych ripost, jak już wspomniałam niedocenianych. U Conan Doyle'a to Sherlock jest gwiazdą, u Nelson Douglas – Penelopa Huxleigh.

 Irene zostaje primadonną Opery Warszawskiej, a Warszawa i jej mieszkańcy są opisani w powieści. Swoje miejsce znalazła tam też nasza Syrenka. O Polakach napisała autorka, że to ludzie kochający pokój i swój kraj, mający muzykę we krwi. Ta nasza muzyka składa podobno hołd szemraniu strumyka, turkotowi kołowrotka i beczeniu owiec… ja tam się na muzyce nie znam;) A nasze ludowe stroje – spódnice kobiet „godne są cyrkowego ujeżdżacza”. O Czechach napisała, że to ludzie hołdujący tradycji i ziołolecznictwu.

(osoby, które czytały Niezwykłą kobietę mogą w sumie pominąć poniższy akapit)

Penelopa w pamiętnikach opisuje historię poznania Irene Adler i drogę jej kariery… jak Watson w Sherlocku… Irene to niezłe ziółko, lubi się przebierać (jak Sherlock), np. za mężczyznę, lubi palić (jak Sherlock, ale papierosy, nie fajki), lubi podkradać różne rzeczy. Początkowo jej kariera śpiewaczki nie rozwija się, dlatego Irene rozwiązuje zagadki, m.in. dla pana Tiffaniego poszukuje brylantowego pasa Marii Antoniny. Pasa tego szuka również Holmes. Irene i Penelope spotykają Geofrey’a Nortona – adwokata i potomka ostatniego właściciela pasa, u którego Nell pracuje później jako maszynistka. Pasa nie udaje się odnaleźć, ale Irene poznaje Antonina Dvoraka, śpiewa jego pieśni, zyskuje rozgłos, wyjeżdża do Mediolanu, potem do Polski. Poznaje czeskiego następcę tronu, zakochuje się, jedzie do Pragi, rozwiązuje sprawę morderstwa króla, ucieka z Pragi, ukrywa się w Londynie (powiedzmy…) i wyprowadza w pole słynnego detektywa Sherlocka Holmesa, który później będzie z podziwem wspominał „niezwykłą kobietę” patrząc z czułością na jej zdjęcie stojące na komodzie…

Tyle podobieństw. Akcja trochę rozlazła i napięcia za mało (romansu też), za mało tych detektywistycznych szczegółów, ale czyta się nadspodziewanie dobrze. To kolejny powód mojego rozdarcia wewnętrznego. Powieść świetnie przedstawia realia tamtej epoki i jest napisana bardzo dobrym stylem, barwnym językiem, jak już wspomniałam naśladującym trochę Conan Doyle'a. Czyta się szybko i chętnie (chociaż ja akurat wiedziałam jak się to skończy). I nie wiem; polecać, czy nie polecać, oto jest pytanie…

W powieści występuje też Bram Stocker.

Tagi
stat4u