blog o książkach
RSS
niedziela, 28 kwietnia 2013
Piotr Schmandt "Gdański depozyt"

Gdybym pamiętała, o jaki skarb chodzi…

Tak do połowy książki, bardziej interesowałam się tłem akcji - miastem i nastrojami społecznymi. To przecież Wolne Miasto Gdańsk w przededniu II Wojny Światowej. Aż ciężko uwierzyć, że młodzież z NSDAP przechadzała się wtedy swobodnie ulicami miasta, witając się uniesioną wysoko dłonią… trochę to głupie, ale chciałoby się w takich sytuacja krzyczeć do ludzi, Polaków, Żydów, by uciekali… ale w Gdańskim Depozycie – w Gdańsku ludzie czekają. Wiedzą, że coś się wydarzy, ale czekają. W sumie, jak się tak dobrze zastanowić, to nie mają za bardzo gdzie uciekać. Jest w książce taki fragment, może w pogoni za skarbem nie każdy zwróci na niego uwagę, ale w pewnym momencie hitlerowski szpieg – kobieta udająca polską patriotkę, wyprasza u komendanta polskiego hufca harcerskiego, pod pewnym zbożnym pretekstem, listę nazwisk i adresów najbardziej zaangażowanych członków, patriotów i działaczy…

Później to już tylko skarb w głowie, tym bardziej, że skubany ciągle się wymyka poszukiwaczom. Początkowo nie wiadomo komu kibicować, tyle osób ślini się na wieść o tajemniczych skrzyniach. Wielu bohaterów a każdy ma do odegrania niepomiernie ważną rolę. Kto będzie pierwszy? I czy ten pierwszy zbierze „śmietankę”? Skarb, poza wartością materialną, ma też wartość historyczną, interesują się nim Polacy i Niemcy, przedstawiciele instytucji państwowych i osoby prywatne. Wszyscy się śledzą i podsłuchują nawzajem, nikt nikomu nie ufa… i słusznie. Gdańsk roi się od szpiegów. A z wydobyciem kłopotliwego depozytu są same problemy.

Do referenta Komisariatu Głównego Rządu RP – Władysława Osowskiego, przychodzą tajemnicze listy. Pewien mężczyzna wyznaje w nich, że zna miejsce ukrycia pewnego depozytu, tak naprawdę będącego oszałamiającym skarbem. Przedstawia skróconą listę przedmiotów wchodzących w jego skład i kilka fotografii, na widok których wszyscy zainteresowani tracą mowę i dech w piersiach:) Ów referent, jego przełożony dyrektor Noskowski i major Szalewski, w pełnej konspiracji wynajmują niezależnego, choć zaufanego rzeczoznawcę. I w tym momencie wszystko zaczyna się psuć. Nadawca listów ginie, ktoś porywa żonę rzeczoznawcy, wszyscy są śledzeni, inwigilowani i podsłuchiwani. Bezwzględni niemieccy agenci są zawsze o krok przed „naszą” polską ekipą. Kto zgarnie depozyt?

Kryminał w sepii, tak opisana jest ta książka na okładce i te słowa powtarzają się w większości recenzji… Jakąś sugestią może być grafika na okładce – moim zdaniem świetna. Ale sam klimat też jest świetne ukazany. Już od pierwszych stron akcja wciąga i utrzymuje czytelnika w napięciu do samego końca. Kto w końcu wydobędzie ten depozyt – oto pytanie nasuwające się od początku lektury. I ważniejsze – co jest w tych skrzyniach?! Bohaterowie pokazują sobie fotografie i bledną z wrażenia a czytelnik siedzi ciemny jak tabaka w rogu:( Ja już wiem… ale nie powiem!

Polecam!

 

 

 

PS. Dziękuję Krainie Czytania, jej recenzja TU

00:17, polonisty
Link Komentarze (4) »
środa, 17 kwietnia 2013
Marcin Wroński "Morderstwo pod cenzurą"

9 listopada w kamienicy na Krakowskim Przedmieściu miał miejsce szokujący mord. Martwego dziennikarza lubelskiego „Głosu” znalazła w jego mieszkaniu sąsiadka. Nie wiadomo kto dokonał tego bestialskiego czynu, ale redakcja i zaniepokojeni mieszkańcy miasta zastanawiają się, jak można było dopuścić do tak okropnego przestępstwa… hehe staram się wczuć w klimat powieści, ale autorowi jednak lepiej wychodziło naśladowanie stylu dziennikarskiego z pierwszej połowy XX wieku ;)

Lublin to moje drugie miasto, ale lektura tego kryminału uzmysłowiła mi, że mało wiem na jego temat… i słabo znam nazwy ulic:) Oczywiście akcja dzieje się w 1930 roku i nazwy mogą być inne. Doszłam też do wniosku, że trudniej czytać o znajomych miejscach. Człowiek stara się przypominać sobie opisywane widoki, topografię, budynki, a pamięć zawodzi. Ha! Ale od czego mamy mapy satelitarne! Nabrałam ostatnio zwyczaju czytania z komputerem pod ręką, by chociaż z góry rzucić okiem na opisywaną okolicę;)

Jest tu trochę dobrych tekstów, sporo humoru i ironii. Duży plus ode mnie, za udane wprowadzenie w realia epoki i klimat Lublina z 1930 roku.

Maciejewski wciąż miał przed oczyma jego rozkaz dzienny: „Włosy na głowie należy przystrzygać krótko, a ją samą myć ciepłą wodą i szarym mydłem przynajmniej raz na tydzień. Ręce mają być umyte przed każdym wyjściem na służbę jak również po zejściu ze służby. Brud pod paznokciami starannie usuwać. Nogi myć co dzień przed udaniem się na spoczynek ciepłą i zimną wodą. Zimna woda uodparnia nogi od zaziębienia. Kalesony obowiązkowo zmieniać przynajmniej raz w tygodniu. Przestrzegania rozkazu dopilnuje wyznaczony przodownik techniczny”.

Fajne tło akcji – rok 1930, Lublin – ówczesna sytuacja ekonomiczno-polityczna, ścieranie się różnych poglądów. Są tu komuniści, nacjonaliści, finansiści i robotnicy, a za wszelkie zło obwiniani są Żydzi. Jest cenzura potrafiąca wyrzucić z numeru gazety cały artykuł – poza zdjęciem, jest policja polityczna, są reklamy prezerwatyw Olla;) Nie wiem, z czym wam kojarzy się dwudziestolecie międzywojenne, z jaką atmosferą, ale tu czuć w powietrzu, że coś się zbliża, coś wisi w powietrzu. Wyraźnie zarysowana jest ogólna wrogość i rozdrażnienie, każdy podejrzewa każdego o przynależność do różnorakich organizacji – trzeba naprawdę się starać, by pozostać neutralnym. Atmosfera jest trochę ponura, ale spokój jest pozorny. Główny bohater Zyga Maciejewski, podkomisarz policji prowadzi śledztwo, ale w zupełnie inny sposób, niż przywykliśmy. Nie ma DNA, ani badań drobinek, czy innych farfocli. Są tajniacy, wysyłani w miasto, wtapiający się w tłum, zbierający informacje, oraz zawiły i pogmatwany tok rozumowania Zygi… A na przesłuchaniu, nikt nie ma oporów, przed daniem podejrzanemu kilku „kuksańców”.

    Podkomisarz Zyga Maciejewski prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza. Zyga wygląda jak zbój, zapuszczony, nieogolony, ze złamanym, źle zrośniętym nosem, zupełnie nie przypomina policjanta. Zamordowany miał radykalne, prawicowe poglądy i nie przebierał w słowach, co przysporzyło mu wielu wrogów. Zyga, by odkryć prawdę, musi zapuścić się w mroczne i niebezpieczne uliczki Lublina, musi przesłuchiwać zarówno szanowanych prezesów banków, jak i złodziei i prostytutki, musi także uważać na przysłanego z komendy wojewódzkiej szpicla – Tomaszczyka z policji politycznej, który uważnie patrzy podkomisarzowi na ręce. Komenda wojewódzka odbiera podkomisarzowi sprawę dziennikarza Bindera, ale kilka dni później ginie lubelski cenzor – Zyga czuje, że sprawy są powiązane. Co takiego wiedział Binder? Jaką to tajemnicę chciał wyjawić w swojej gazecie, tajemnicę, która kosztowała życie trzech osób? Wmieszany w nią jest też ktoś z policji, ale co wspólnego ze sprawą ma najlepszy przyjaciel Maciejewskiego?

Polecam.

środa, 10 kwietnia 2013
Linda Lael Miller "Teraz będzie inaczej"

Czytałam poprzednią „trylogię” tej autorki, także o kowbojach, i bardzo mi się podobała… pomimo tego że to typowe romansidło.

To jest pierwsza część kolejnej trzyczęściowej serii. Jak na razie wydaje się słaba. Akcja rozgrywa się w przeciągu dwóch/trzech tygodni i to wystarcza, by para głównych bohaterów zakochała się w sobie na śmierć i życie i się pobrała. Mogę znieść zakochanie się w tak krótkim czasie, ale ślub po trzech dniach od momentu podjęcia decyzji??? To takie niezgodne z polską „tradycją”. W trzy dni nie da się zaprosić gości, ani nagotować bigosu… w trzy dni nie da się kupić sukni!!! Ani butów nawet!!! Prawda???

I czarny charakter, którego działania sprowadzają strach na rodzinę bohaterki, też taki trochę wybrakowany. Działania prześladowcy są, oględnie mówiąc, chaotyczne i bez sensu. Można je tłumaczyć tylko szaleństwem, ale podobno w szaleństwie też jest jakaś metoda, a tu nawet motywu nie ma. I nie ma co się łudzić, że ten motyw zostanie wyjawiony na końcu. Nic nie zostaje wyjaśnione. Po prostu, zagrożenie zostaje zażegnane – cieszmy się i radujmy i płódźmy dzieci…

Logan Creed zakochuje się na cmentarzu, nad grobami swoich bliskich, w kobiecie, która na tym cmentarzu urządza sobie piknik z dziećmi – synami. Brianna jest rozwódką z dwojgiem dzieci, ledwo wiąże koniec z końcem. Swoją drogą, dlaczego to kobiety zawsze są biedne, ciężko pracujące, zmagające się z prozą życia, a faceci bogaci?! Logan jest bogatym prawnikiem, który po latach wraca na rodzinne ranczo, by rozprawić się z bolesną przeszłością. Po około trzech tygodniach znajomości biorą ślub w Vegas. Pominęłam wariata prześladowcę, grzebanie w szafce z bielizną, niedźwiedzia, potrącenie dziecka przez samochód i włamanie… a i strzelanie do nieboszczyka. W części następnej będą przygody jednego z braci Logana, również zmagającego się z przeszłością… ciekawe z czym się będzie zmagać kolejna biedna bohaterka…

I końcówka genialna! Brianna, od odejścia męża ,zmaga się z życiem, haruje jak wół, by zapewnić dzieciom byt. W połowie książki zapowiada się, że dostanie awans na lepszą posadę. Ale po wyjściu za mąż za Logana, ona rezygnuje z tej pracy, by rodzić dzieci… dosłownie – cytat „w ciągu kilku następnych lat zamierzała rodzić dzieci…”

środa, 03 kwietnia 2013
Roxanne St. Claire "Straceni za miłość"

Miałam rację… oczywiście:) Aż się czasami sama siebie boję hehe. Moja racja dotyczy przewidywań, z wpisu o poprzedniej części tej „trylogii”. Dla odmiany bohaterką tej części nie jest jedna z trojaczek. Wydaje mi się, że powinniście rozpoznać tę serię po okładce… jeśli czytaliście poprzednie wpisy… tytuły równie podobne do siebie, jak okładki. W sumie można się pomylić. Ogólnie tytuły trochę beznadziejniaste i ten ostatni chyba najgorszy, pasuje do książki jak kwiatek do kożucha (oryginał: Now you die).

- Miałam. Miałam męża. Oparł się na jednym łokciu, zdumiony. - Miałaś? – Powtórzył – Co się stało? Zmrużyła oczy, podniosła pasmo białych włosów i opuściła je powoli na twarz. - Zabiłam go.

    Nie ogarniam trochę. Lucy zabiła męża, który był agentem. Podczas niebezpiecznej misji facet zabrał ze sobą swoją maleńką córeczkę na spotkanie, pewny, że wróg nie zabije go, gdy będzie z dzieckiem. Wróg podłożył bombę w samochodzie, mąż zdążył uciec… bez dziecka. I Lucy go za to zabiła. A Jack, kolejny pretendent do roli męża Lucy, gorąco temu przyklaskuje – tak! Dobrze, że zabiłaś drania, należało mu się! Odważny, nie boi się, że i on skończy z kulą w sercu? Wszyscy w ogóle lekko traktują zabijanie w tych książkach… i nie wierzą w sądy i system sprawiedliwości:) To oczywiście nie jest główny wątek powieści, ale mnie zaintrygował. Tak ze strony moralnej – prawo Hammurabiego – oko za oko, śmierć za śmierć, tylko czy to tak łatwo zabić kogoś? Męża? Obcego? Dobra, dość o moralności zemsty. Pomówmy o bohaterach;) Jack jest słodki!!!:) Jest beznadziejnie zakochany w Lucy a ona go odrzuca. On mimo to gra rozkosznego flirciarza ukrywając swoje uczucia… i cały czas nieprzyzwoicie klei się do Lucy.

Swoją bezużyteczną, niechcianą, niewyznaną , bezwarunkową miłość tchnął w dusze jedynek kobiety, która tak wiele dla niego znaczyła.

    Jack Culver jest prywatnym detektywem. Mężczyzna próbuje doprowadzić do uwolnienia kobiety oskarżonej o morderstwo. Eileen Stafford została wrobiona w morderstwo, dowody zostały spreparowane, sędziowie, świadkowie i policja przekupieni. Eileen wierzy, że stoi za tym jej były kochanek, obecnie kandydat na stanowisko sędziego sądu najwyższego. Eileen urodziła Higgiemu, wtedy swojemu kochankowi, trojaczki, które oddała do nielegalnej adopcji. Po trzydziestu latach odsiadki, chora ba białaczkę kobieta w końcu może poznać swoje córki – jedna z nich ratuje jej życie oddając swój szpik. Jack chce odnaleźć dowody winny Higgiego i zdążyć z tym przed jego nominacją. W rozwiązaniu sprawy pomaga mu Lucy Sharpe, właścicielka firmy ochroniarskiej Kuloodporni. Lucy, jest taka jak na to wskazuje jej nazwisko, prawdziwie niebezpieczna z niej kobieta. A jednak do Jacka czuje nieodparty pociąg. Oni na pewno będą razem, ale czy uda im się uwolnić Eileen i wsadzić za kratki prawdziwego mordercę?

Tagi
stat4u