blog o książkach
RSS
sobota, 31 grudnia 2011
Życzenia

Za kilka godzin Nowy Rok, ale pozwólcie, że na wstępie okażę egoizm i pożyczę sobie samej. A życzyłabym sobie przeczytać w przyszłym roku:

Laurell Hamilton - Obsidian Butterfly

 

 

 

 

 

Christopher Paolini - Dziedzictwo t. 1

 

 

 

 

 

Małgorzata Musierowicz - McDusia

 

 

 

 

 

Kelley Armstrong - Uwięziona

 

 

 

 

 

Monika Szwaja - Matka wszystkich lalek

 

 

 

 

 

Joanna Chmielewska - Gwałt

 

 

 

 

 

 

Na te książki czekam od dawna. A wam życzę niezapomnianego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku!!!

17:09, polonisty
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 grudnia 2011
Joanna Chmielewska "Tajemnica"

Wspominałam ostatnio o "Tajemnicy" Joanny Chmielewskiej i musiałam, po prostu musiałam jeszcze raz do niej zajrzeć! Ze względu na Gucia. Jest w twórczości pani Joanny jeszcze jeden bohater, którego sposób wysławiania się zachwyca mnie – a mianowicie pan Muldgaard z „Wszystko czerwone”. „Wszystko czerwone” to moja ukochana książka Chmielewskiej.

Ale o "Tajemnicy". Joanna przeżywa kryzys w swoim związku z Bożydarem (wiecie mi wychodzi, że Bożydar to Marek ?) i dochodzi do wniosku, iż tylko jakaś tajemnica do rozwikłania pomoże ożywić słabnące uczucia amanta. Tajemnica okazuje się wielce skomplikowana. Zaczyna się od handlu narkotykami, przechodzi do afery brylantowej i dziwnych machlojek hazardowych, potem odnajdują się ciekawie zakonserwowane zwłoki, ktoś chce zabić Gucia i Joannę a za ścianą mieszka Wallenrod. W międzyczasie Bożydar odchodzi precz a w Polsce zmienia się ustrój. To w skrócie.

A teraz skromna dawka Gucia:)

***

-Wcale to wszystko nie tak. Nieboszczyk to był faktycznie, ale nie stary, tylko świeży. Za mumię robił przez to, że po wierzchu woskiem był wysmarowany, oblany znaczy, na gorąco. Zabity jakoś zwyczajnie, bez szkody dla zdrowia, śladów żadnych nie ma, więc chyba zaduszony łagodnie. A formalinę miał w sobie wszędzie i dlatego stał, że był przyczepiony do deski w pionie.

***

- Dokonajmy reasumpcji! - zaproponował z płomiennym zapałem, rozsypując mi po samochodzie wszystkie papierosy z paczki.

- Głowy na kapeluszu żaden nie trzyma, ale to w normie. Ty patrz, resztę mają zróżniczkowaną, każdy co innego, no, spodnie, buty, może być. Obyczajowo. Tylko każdy pielęgnuje torbę na brzuchu, ten co go nie widziałem mówiłaś, że też.

***

- Cholera, ja tam żadne darte pierze nie jestem, ale w nocy mi się przyśni. Takie ptaki i te rybie zęby to w ogóle nic. Może i lepiej, że na mnie padło, a nie na ciebie, bo kobiety są więcej nerwowe i ja tam nie wiem, jeszcze byś jaką kataplazmę zrobiła... Odwróciłam się na stołku tyłem do automatu.

-Guciu, opamiętaj się! Na litość boską, o czym ty mówisz! 

-Chodźmy stąd. Niech ludzie nie widzą. Zaraz, tylko ja sobie trzasnę, bo mi się jeszcze mrowi po głowie. Zostawił mnie, poleciał do kelnera i rąbnął sobie kieliszek czegoś. Wymieniłam przez ten czas żetony na pieniądze, ogłuszona nieco komunikatem. Zdołałam wydedukować, że darte pierze oznaczało chyba puch marny, co się ściśle kojarzyło z nerwową kobietą, kiedy Gucio znów pojawił się przy mnie. Wsiedliśmy do samochodu.

***

- Ja nie wiem, czy ty mi specjalnie chcesz doskrzeć... No, może doskwierzyć... Ja tu słucham jak pęcherz, a ty nagle zamilkniasz nadawanie...! Musiałam się naprawdę rzetelnie postarać, żeby w szybkim tempie zrozumieć, co on mówi. Zastosował formę dokonaną czasownika „doskwierać”, ale dlaczego pęcherz? A, może balon, nadmuchany do ostatecznych granic i bliski pęknięcia, przeistoczony w pęcherz ze względu na ryby...? Zamilknianiu nadawania dałam spokój, sens miało jasny.

Polecam zawsze!

Tagi: tajemnica
22:28, polonisty
Link Komentarze (5) »
środa, 28 grudnia 2011
Gabriella Poole "Wybrańcy losu" Akademia Mroku t. 1

Od kilku tygodni na mojej półce cierpliwie stały i oczekiwały na swą kolej dwa tomy Akademii Mroku. W końcu zdecydowałam się poświęcić im chwilę czasu. Czytałam je w sposób skokowy. Początek, koniec, kawałek przed końcem, powrót do początku i dalej reszta. Tom drugi czytało mi się jeszcze gorzej… i chciałabym wiedzieć co będzie w trzecim ale może już bez czytania ;)

Duży minus dla wydawnictwa MAK Verlag za literówki, błędy gramatyczne i ucięcia zdań. Ktoś się nie postarał :(

    Ogólnie książka zaliczana jest do paranormal romance, ja myślałam, że to fantasy a okazuje się, iż literatura dla młodzieży… paranormal ;) Rzuciłam oczkiem na inne tytuły tego wydawnictwa i się okazuje, że co drugi tytuł zawiera słowo „mrok”.

     Nie bardzo wiem co napisać o tym dziele. Zacznę od: to już było. Pomysł z elitarną szkołą do której uczęszczają „wybitnie” uzdolnieni młodzi ludzie, gdzie rządzi klika bezwzględnych, pięknych, bogatych i uprzywilejowanych nastolatków, mających mroczne sekrety, już był. Parę razy nawet. Słabe dialogi, urywana akcja, jakoś mało emocji – dreszczyku, czy szczypty choćby horrorku. Takie to płytkie wyszło. Nijakie. Bezpłciowe. Bohaterkę opętuje (czy jak to nazwać… opanowuje, zamieszkuje w niej???) duch antycznego bóstwa a ona w sumie nic z tego nie ma. Może trochę silniejsza jest i szybsza. Ale żadnego rentgena w oczach, ani pajęczych mocy, nie porasta sierścią podczas pełni, nawet latać nie umie. Za to musi wysysać siły witalne z ludzi – wampir energetyczny.

    Biedna sierota Cassandra Bell dostaje stypendium elitarnej akademii, która co semestr przenosi się do nowego miasta i cała upstrzona jest rzeźbami z motywami z mitologii greckiej. Szkołą rządzą tzw. Wybrani i nawet nauczyciele muszą się im podporządkowywać – Wybrani są uczniami. Okazuje się, że w szkole pechowo giną od jakiegoś czasu uczący się tam stypendyści. Cassie rozpoczyna śledztwo. Dowiaduje się, że to owi Wybrani krzywdzą uczniów wysysając z nich energię. Elitarny krąg organizuje casting na wolne miejsce i Cassie dostaje zaproszenie. Dziewczyna nie za bardzo chce się zgodzić ale zostaje ogłuszona, związana, uprowadzona i na siłę nafaszerowana duchem, a właściwie połową ducha, bo ceremonia zostaje przerwana. Od tej pory Cassie słyszy w głowie głos każący jej wysysać z ludzi energię.

     Nie wiadomo czemuż to Cassandra jest tak wyjątkowa i dlaczego różni się od innych Wybranych. Prawie nic nie wiadomo o rodzicach Cassie, ani o opiekunie, który podobno tyle dla niej zrobił, ogólnie wątki mało rozbudowane.

Może jakieś naiwne nastolatki tę książkę docenią, ale ja daję czerwoną kartkę.

Nie polecam

PS. Mały obrazek przedstawia Zeusa, który pod postacią łabędzia uwiódł Ledę. Ta miała z nim cztery jajka. Z jednego z nich wykluła się kobieta, która później zabiła Kasandrę. I Agamemnona. Taka rzeźba zdobiła hol akademii - ja wybrałam najprzyzwoitszy obrazek ;)

piątek, 23 grudnia 2011
Wesołych Świąt!!!

Do tradycyjnych życzeń bożonarodzeniowych - zdrowia, szczęścia, spokoju i niezapomnianych chwil spędzonych w gronie rodziny, chcę dodać specjalne - blogersko-literackie ;)

    Dlatego życzę Wam czasu, chęci i zapału do czytania książek. I aby te książki były coraz tańsze! Aby nasi pisarze pisali tak dobrze, byśmy chcieli czytać ich książki a wydawcy tłumaczyli te zagraniczne pozycje, na które czekamy z utęsknieniem. Blogerom życzę wielu odwiedzających i samych pozytywnych komentarzy a gościom, by zawsze znaleźli na blogach coś dla siebie.

 

 

Przesyłam też trochę śniegu, specjalnie dla avo_lusion :)  ze śnieżynką od niej :*

 

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt !!!

15:13, polonisty
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 grudnia 2011
Joanna Chmielewska "Duża polka"

Nie mogłam się powstrzymać i przygnieciona świątecznym praniem sięgnęłam po mój niezawodny poprawiacz humoru, czyli Chmielewską… w zasadzie to miałam ochotę na coś, co już czytałam w tym roku tzn. Pech, ale powstrzymałam się i wzięłam Dużą polkę :) I jaki efekt!? Ha ! pada śnieg i od razu mi lepiej idą porządki;)

    Moja miłość do Chmielewskiej zaczęła się jeszcze w podstawówce. Wówczas to, chodząc do biblioteki (dla dzieci i młodzieży) stwierdziłam, że już nie bardzo mam co czytać. Pani bibliotekarka dała mi Nawiedzony dom w takiej okładce jak tu pokazałam. Nie dziwne chyba, że wtedy raczej mnie to nie zachwyciło (młoda i głupia oceniałam po okładce), wzięłam do domu i się zakochałam. Po następne poleciałam biegiem i jeszcze zaraziłam uczuciem mamę, bo leżałam na łóżku z książką w ręku i dusiłam się ze śmiechu a ona nie wiedziała co się dzieje. Dałam jej więc do przeczytania. Jak ktoś nie wie o co chodzi, to przeczytajcie Lesia :) a moja miłość do języka ojczystego i jego zawiłości wzięła się z lektury Tajemnicy, polecam wczytać się w wypowiedzi Gucia…

    Duża polka to chyba ostatnia z tych świetnych książek pani Joanny. Późniejsze to już ciut słabsze są. Ta jest z serii przygody Joanny nad morzem (taki mój podział: Janeczka i Pawełek, Tereska i Okrętka, przygody Joanny plus rodzina, przygody Joanny nad morzem, w Warszawie, za granicą i pozostałe – bez Joanny).

    Główną bohaterką tej części jest faszerowana panda, która z uwagi na swe bogate wnętrze jest obiektem pożądania wielu przestępców. Jest rozpruwana, dziabana, zszywana, wykradana, stanowi pretekst do grymaszenia przy jedzeniu. Panda zabierana jest na wieczorki pokerowe, na rejsy mini łodzią podwodną w kierunku Szwecji, bierze nawet udział w bójce, w której traci głowę i swe cenne wnętrze. Ponadto objawia się jej sobowtór. Jednym słowem, panda przeżywa wiele emocjonujących przygód.

    Joanna jedzie do Krynicy Morskiej by pomóc znajomemu, który wplątał się w aferę kryminalną. Na miejscu jest świadkiem dziwnej śmierci turysty, którym okazuje się jej przyjaciel Gaweł. Jego syn również prosi ją o pomoc. I tak Joanna musi zmagać się z dwoma śledztwami na raz – w sprawie o morderstwo i przemyt narkotyków. Dodatkowo próbuje jeszcze unikać swego głupkowatego kuzyna, beznadziejnie w niej zakochanego i przeświadczonego o swym geniuszu pisarskim. Wkrótce wychodzi na jaw, że obie sprawy się łączą a chodzi w nich o kradzież i przemyt dużej ilości diamentów oraz porachunki wewnątrz przestępczej szajki. Chyba pierwszy raz Joanna żałuje, że jest w centrum przestępczych wydarzeń;)

Polecam! Bardzo! Czytajcie wszystko pani Chmielewskiej.

12:40, polonisty
Link Komentarze (12) »
sobota, 17 grudnia 2011
Elizabeth Lowell "Niewinna jak grzech"

     Niewinna jak grzech, wydana przez wyd. Amber, to thriller romantyczny, choć więcej tu thrillera niż romansu. W porównaniu z panią Johansen, której książkę opisywałam niedawno, Elizabeth Lowell bardziej skupia się na intrydze, prawdopodobieństwu i szczegółach akcji, niż na charakterystyce bohaterów. Już na wstępie uprzedzam, że nie jest to najlepsza powieść tej pani. Zainteresowanym polecam Pamiętne lato – naprawdę dobrą książkę :) Niewinna to thriller bardzo na czasie, mimo iż wydana po raz pierwszy w Polsce w 2007, dotyczy spraw i problemów bardzo aktualnych, choć pewnie niezaprzątających głów zwykłych „zjadaczy kisieli”. Wojny domowe w Afryce, handel bronią i ropą naftową, pranie brudnych pieniędzy i polityka na bardzo wysokim szczeblu. Największy niesmak budzi we mnie tytuł… nie lubię takich pseudopsychologicznych oksymoronów, mających skonfundować czytelnika… O dziwo! Tym razem tytuł przetłumaczony dosłownie, więc nie mogę ponarzekać na przekład :( Dodaję również okładki wydań z 2007 i 2011… zwłaszcza ta nowsza coś mi przypomina… (i nie mam na myśli, że przypomina tą poprzednią;) ) Kwiat na czarnym tle…

     Kayla Shaw jest doradcą finansowym, lecz jej praca sprowadza się do obsługi kont bogaczy, zbyt zajętych, by zajmować się tak przyziemnymi sprawami, jak płacenie rachunków. Już od pewnego czasu zajmuje się rachunkami bardzo wpływowej rodziny nie przypuszczając, iż wykorzystują ją oni do prania brudnych pieniędzy, zarobionych na handlu bronią i wywoływaniu konfliktów zbrojnych w krajach trzeciego świata. Kayla staje się ofiarą szantażu, a gdy próbuje ujawnić całą sprawę staje się również celem zabójcy. Z pomocą przychodzi jej tajemniczy malarz, który nożem i bronią posługuje się równie sprawnie co pędzlem. Rand pracuje dla organizacji walczącej z przestępczością a jego prywatnym celem jest zabicie byłego klienta Kayli. Jeden malutki szczegół, który mnie niepokoił to to, że Rand mówił sam do siebie i miał jakby przywidzenia… Pięć lat wcześniej zginął brat bliźniak Randa i teraz bohater słyszy jego głos doradzający mu w różnych momentach… Może autorka chciała podkreślić mistyczną więź łączącą bliźniaków, ale wyszło nieszczególnie – powiało grozą :)

 

 

Polecam dla odprężenia po świątecznym sprzątaniu:)

środa, 14 grudnia 2011
Blogerzy książki piszą - akcja!

"

 

 Pisać każdy może!  Dlatego pomagam rozreklamować akcję!

 

 

 

Kochani Blogerzy (nie tylko książkowi),

    Ostatnio coraz większą popularnością cieszą się zbiory opowiadań, których autorami są nie tylko osoby znane w świecie literackim, ale także i ci, którzy mają wyobraźnię i potrafią zrobić z niej użytek, przelewając wymyślone przez siebie historie na papier. Tego typu opracowania zbiorowe wydawane są głównie w formie e-booków, natomiast czasami zdarza się, że także w formie tradycyjnej (papierowej). Motywacją do podejmowania takich projektów są rozmaite okazje, na przykład: Światowy Dzień Książki („Książki Moja Miłość”), Halloween („31.10. Halloween po polsku”), a ostatnio środkiem dopingującym stało się Boże Narodzenie, które zaowocowało powstaniem antologii 22 opowiadań o tym, jak przetrwać święta („O, choinka! Czyli jak przetrwać święta”) 

    W związku z powyższym Kraina Czytania i Książki Zbójeckie organizują akcję dla wszystkich Blogerów (nie tylko książkowych) polegającą na napisaniu opowiadania o tematyce dowolnej, które następnie zostaną zebrane w jedną całość i wydane w formie e-booka, a jeśli los będzie łaskawy, być może uda się wydać je także w formie papierowej. Wszystko zależy od ilości Waszych zgłoszeń. Dlatego też wszystkich zainteresowanych akcją Blogerów z wyobraźnią, dla których pisanie nie stanowi większego problemu, zapraszamy do wzięcia udziału w tym projekcie. Swoje prace można podpisywać prawdziwym nazwiskiem, bądź też pseudonimem, podając tytuł swojego bloga. Na Wasze opinie i zgłoszenia czekamy do dnia 31 grudnia 2011 roku.

Swoje zgłoszenia możecie pozostawić w komentarzu do niniejszego wpisu lub przesłać pod wybrany adres mail’owy:

Kraina Czytania: aga510@op.pl

Książki Zbójeckie: odoj86@tlen.pl

Natomiast na gotowe już opowiadania czekamy do dnia 31 stycznia 2012 roku. Wszystkich zainteresowanych prosimy o poważne potraktowanie niniejszego projektu. Mamy nadzieję, że będzie nas jak najwięcej. Prosimy Was również o zamieszczenie niniejszej notki na swoich blogach w ramach dotarcia do jak najszerszego grona Blogerów. Agnieszka i Danusia A oto baner akcji:<a herf="http://książkizbojeckie.blox.pl/2011/12/Blogerzy-Ksiazki-Pisza-akcja.html"><img src="http://img838.imageshack.us/img838/9489/znakv.png" alt=""widh="200" height="200" border="0"/></a>

Zachęcam do zgłaszania swoich opowiadań!

18:11, polonisty
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Renata L. Górska "Za plecami anioła"

    Zastanawiałam się długo, czy w ogóle jest sens pisać o tej książce… tylko po to by „zjechać” ją od góry do dołu :(  Zdawałam sobie sprawę, że na świeżo nie pohamuję języka i postanowiłam odczekać, aż negatywne emocje opadną. Sama nie wiem dlaczego tak gwałtownie zareagowałam! Serio! W życiu czytałam mnóstwo złych książek i jakoś nie piekliłam się z tego powodu. Postaram się dziś emanować chłodnym obiektywizmem…

Książka jest beznadziejna…

Sama nie wiem co to jest… romans, powieść obyczajowa, wybrakowany thriller? Odniosłam wrażenie, że i autorka nie mogła się zdecydować. To jest typowy przykład, że jak książka jest o wszystkim, to jest o niczym. Zastanawiam się, czy to pani Górska tak beznadziejnie obmyśliła fabułę, czy po prostu tak źle poprowadziła narrację. Akcja w wielu momentach się urywa. W momentach, w których pani autorka decydowała, że jednak będzie to książka sensacyjna, w najbardziej niebezpiecznych chwilach, ucinała i przechodziła do innego wątku. Po kilkudziesięciu stronach wracała, by napisać, że nic się właściwie nie stało, wszystko się „rozlazło po kościach”. Mnóstwo opisów skrobania kredensu, wywody na temat picia ze szklanek i pielenia ogródków a nic konkretnie o najważniejszej sprawie. Choć w sumie nie wiem co tu autorka uważa za najważniejsze. Czy to ja tak nieuważnie czytałam? Mętnie bardzo zarysowany problem zamku. Jeden z synów właścicielki zamku przyjeżdża i chce coś na zamku robić w tajemnicy przed matką. I przed czytelnikami, bo ja nie wiem o co chodziło. Sprowadził obóz austriackich neonazistów do miasta, mimo iż sam jest pół-Polakiem… jego matka sparaliżowana po wylewie próbuje ogarnąć sprawy a młodszy brat więziony jest w Boliwii przez jakiś rebeliantów… W miasteczku poumierali najwyżsi dostojnicy – sami z siebie, żaden zamach – i trwają roszady na szczycie. A główna bohaterka nie jest pewna, czy nie jest za nisko urodzona, by być z dziedzicem zamku.

    Kim w ogóle jest Marta – główna bohaterka? Polka mieszkająca w Niemczech, sprzedawczyni w sklepie, opiekunka i rehabilitantka właścicielki zamku, niedoszła bibliotekarka i niespełniona malarka… a wszystkim tym „cyka” autorka znienacka. Początkowo wiemy, że Marta pracuje w sklepie z odzieżą. Później dowiadujemy się, że miała matkę chorą na Alzheimera, którą się opiekowała i dlatego przyjęli ją do opieki nad sparaliżowaną po wylewie Adelą, jak już Adela była w miarę na chodzie to okazało się, że Marta kiedyś zaczęła studia bibliotekarskie, więc kazali jej porządkować zamkową bibliotekę. A jak już nie bardzo dziedzic chciał ją oglądać na zamku, to przypomniała sobie, że kiedyś lubiła malować…

    Czy tu chodzi o problem społeczny – Marta jest „z gminu” a Nicholas ze szlachty? Czy o to, że Niemcy nadal mają ciągoty nazistowskie? Złe wychowanie dzieci, bo Adela podobno tak bardzo kochała męża, że zaniedbywała synów? A może o realia niemieckiej wsi?

    Ona ma dobre recenzje! Za plastyczny język! Kurcze mi język się wyjątkowo nie podobał, zły dobór słów i frazeologizmów, błędy językowe z trudem podciągane pod gwarę… Nie no, nie cały czas, tylko momentami ale jednak.

Nie podoba mi się, ale recenzje ma niezłe. Nie zachęcam, czytacie na własną odpowiedzialność...

czwartek, 08 grudnia 2011
Brent Weeks "Na krawędzi cienia" - cz. II

Notatki z lektury robiłam na bieżąco i w takiej dosyć fragmentarycznej formie je zamieszczę. Ponieważ to skomplikowane... ;)

 

***

 

Kanwa tej części, dla mnie przynajmniej, opiera się na wydostaniu Logana – przyjaciela Kylara i następcy tronu okupowanego królestwa, z dziury. Piszę, że dla mnie, ponieważ to bardzo rozbudowana wątkowo powieść. Wszyscy myślą, że Logan nie żyje a on wskoczył do Otchłani – najgorszej części więzienia, nazywanego Paszczą, znajdującego się u stóp zamku zajmowanego teraz przez najeźdźców. Nie dla przyjemności wskoczył, tylko salwował się ucieczką. Trudna sytuacja, którą komplikują współwięźniowie Logana próbujący się nawzajem pozjadać… tak POZJADAĆ. I znów ogarniała mnie niecierpliwość, bo tu Logan walczy ze swoim człowieczeństwem a gdzieś daleko, Kylar, który mógłby go uratować myśli, że naturę zabójcy może zamienić na posadę aptekarza… A Logan konsumuje nogę współwięźnia, siedzącego w dziurze od lat, którego toaleta ograniczała się do „robienia” pod siebie i zrzucania nieczystości do Otchłani!!!! (Taką scenę czytałam podczas kolacji) chcę w ten sposób zaznaczyć, że noga była lepka i brudna, jakby sam fakt, że ludzka to za mało…

 

***

 

Nie ma tu szczęśliwej miłości. W ogóle szczęścia to tu mało. Jarl kocha Vi, Vi nie wie co to miłość, więc nie wie, że kocha Jarla. Vi zabija Jarla dla wolności. Mama K kocha Durzo Blinta, ale wiedziona dumą nie mówi mu, Durzo kocha Mamę K i też jej nie mówi. Durzo umiera… Kylar kocha Elenę-Laleczkę, która kocha jego. Cóż, to też nie jest tak proste jakby się zdawało, bo on jest zabójcą a ona brzydzi się zabójstwami i przemocą. Nie ma tu szczęścia, bo co i rusz ktoś umiera. Po pierwszej części było dużo trupów, ale trzon głównych bohaterów się utrzymał i tak wydawało mi się, że strasznie dużo tu tych postaci. No cóż, w drugiej części jest ich znacznie mniej. Po śmierci Jarla (nawet nie minęła połowa książki) zaczynam się obawiać, że na końcu trzeciej części pozostanie tylko Kylar i karaluchy…

 

***

 

Taka podpucha! Jednak na końcu może zostanie więcej bohaterów:) Pan autor nieźle sobie kombinuje. Początkowo chciałam zrobić sobie przerwę od Anioła Nocy, bo, co tu kryć, ta część jest trochę nierówna. Są momenty godne cz. I - szybkie i emocjonujące, są też niestety dłużyzny tak zwane - mogłam spokojnie pójść spać nie emocjonując się za bardzo. To nadal świetna książka  ale są fragmenty gdzie można odpocząć od wartkiej akcji. Ostatnim zdaniem zniweczył podstępny autor moje zamiary odetchnięcia od przygód Kylara...

Na końcu tej części wszystko jest inaczej, niż na początku! Każdy jest z kim innym związany, a kilka sytuacji tak się przedstawia, że ja nie widzę rozwiązania (poza śmiertelnym rozwiązaniem...).

Polecam bardzo!

czwartek, 01 grudnia 2011
Brent Weeks "Droga Cienia" cz. 1 Noncego Anioła

    Na prawdziwą perełkę trafia się raz na jakiś czas. Na kilka przeczytanych książek większość jest dobra lub znośna a jedna lub dwie, wspaniałe. Ja znów trafiłam na perełkę i cieszę się potrójnie. Po pierwsze – fantasy, po drugie - jedna część ma aż 484 str., po trzecie - części jest trzy :)

    To jest jedna z tych książek, które czyta się dwa razy. Pierwszy, by z niecierpliwością poznać losy bohatera, drugi by delektować się sposobem pisania i fragmentami opisów pominiętymi za pierwszym razem.

 

Wszystko chciałabym opisać a tak mało miejsca… (jakbym się rozpisała nikt by tego nie czytał:( ). Akcja przypomina trochę toczącą się kulę śniegową, na początku malutka a w miarę staczania się – coraz większa. Tak samo magia wkracza w powieść pomalutku, rzekłabym cichaczem. Początkowo to tylko jedno rzucone gdzieś słowo – Talent. Później dowiadujemy się, że musi się objawić, ale to przyjdzie z czasem, w sumie nie zwracamy na to uwagi, aż okazuje się, że bez niej ani rusz, jeśli się nie objawi w bohaterze ten zginie… Problem urasta do ogromnej rangi, w Kylarze musi objawić się Talent albo umrze. Zabije go jego mistrz-nauczyciel lub, jeśli ten się ulituje, zrobi to każdy inny siepacz.

    Kylara, a w zasadzie Merkuriusza, poznajemy jako jedenastoletniego ulicznika, złodzieja, członka złodziejskiej gildii. Jedynym jego celem jest utrzymanie przy życiu siebie i dwójki przyjaciół - Jarla i Laleczkę. Zaczyna się od poznania losów trójki bohaterów, żeby dowiedzieć się, że za dziesięć lat będzie chodziło o losy całego królestwa. Merkuriusz-Kyler zgłasza się do zabójcy Durzo Blint’a, najlepszego siepacza królestwa, aby zostać jego uczniem. Chce w ten sposób ratować siebie i przyjaciół, przestać się w końcu bać. Pierwsza część powieści to wszechobecny brud, błoto, ścieki, pomyje, krew i wszelkie wydzieliny ludzkiego ciała, czyli po prostu „dom” Merkuriusza. Ten fizyczny brud, w miarę rozwoju akcji zanika i przeistacza się w „brud moralny” – kłamstwa, zdrady, spiski, hipokryzję. Merkuriusz z ulicznego szczura mieszkającego w slumsach, staje się Kylarem – zabójcą udającym arystokratę mieszkającym wśród szlachty. Na początku bohaterowi wydaje się, że najważniejsze jest przeżycie, później zaczyna rozumieć, że są ważniejsze sprawy niż jego życie, że są rzeczy za które warto się poświęcić…

W wieku 21 lat Talent ciągle się u niego nie objawia, jest tak dobry w zabijaniu, jak tylko może być dobry zwykły śmiertelnik, lecz w starciu z siepaczem nie ma szans. Jakby tego było mało wrogie królestwo zaczyna atakować a mag jasnowidz mówi Kylarowi, że jeśli nie zabije swego mistrza Durzo, wszyscy jego przyjaciele i ludzie, na których mu zależy, zginą. Kto kogo zabije pierwszy?

 

    Nie jestem w stanie streścić tej powieści nie wyjawiając równocześnie jej tajemnic. A najciekawsze rzeczy wychodzą na jaw na końcu. Powieść jest szybka, wydarzenia rozgrywają się błyskawicznie, w tym samym czasie i różnych miejscach i przyznam, że to skakanie mało mnie o palpitację serca nie przyprawiło. Autor zamiast wiernie opisywać poczynania głównego bohatera, przeskakiwał na kogoś innego… Ledwo zmuszałam się żeby pójść spać – 400 stron nie byłam w stanie przeczytać jednym ciągiem. Może niektórych taka lawina wydarzeń i postaci przytłacza, ale ja lubię takie pełne emocji książki :)

 

Polecam entuzjastycznie wręcz i lecę czytać drugą część!!!

Tagi
stat4u