blog o książkach
RSS
wtorek, 19 listopada 2013
Izabela Sowa "Blanka"

Smak świeżych malin, Cierpkość wiśni, Herbatniki z jagodami, Zielone jabłuszko, 10 minut do centrum to książki Izabeli Sowy, które przeczytałam dawno temu. Chyba jako jedne z pierwszych z biblioteki dla dorosłych (pierwsza była Chmielewska). Wydawane były przez Prószyński i S-ka i miały podobne do siebie okładki. Dość wcześnie przeniosłam się do biblioteki dla dorosłych, z tego prozaicznego powodu, iż z dziecięcej wyczytałam już wszystko, niektóre po kilka razy. Pani bibliotekarka i mama miały ogromny kłopot z wybraniem mi książek, gdy złamałam nogę i nie mogłam sama pójść:)

Blanka, po którą sięgnęłam ostatnio, to powieść dla młodzieży i dorosłych. Główna bohaterka to trochę zwariowana nastolatka. Jej problemy, dosyć typowe dla tego wieku, przedstawione są w sposób delikatny i raczej nie wstrząsają czytelnikiem. Nowe dziecko w rodzinie, nieszczęśliwa miłość, brak akceptacji w szkole, skomplikowane przyjaźnie. Blanka, mimo iż ma swoje problemy, jest raczej słuchaczem, wyłapuje przelatujące mądrości i przekazuje nieznanej nam Amy, do której kierowany jest pamiętnik, książka bowiem ma formę pamiętnika. Autorka zarysowuje tu kilka wymagających przemyślenia sytuacji, ale nie znęca się nad nimi, nie moralizuje, opowiada o nich z humorem a wnioski do wysnucia pozostawia nam. Ja lubię klimat powieści pani Sowy, taki właśnie lekki, można się pozastanawiać albo po prostu cieszyć lekturą. Tylko akcja trochę nagle  się urywa, brakuje zakończenia i w zasadzie żadna z trudnych spraw nie znajduje rozwiązania. Okładka też nie rzuca na kolana.

Blanka pisze pamiętnik, by „spuścić parę”. Kieruje go do przyjaciółki Amy, która studiuje w Anglii. Dziewczyna opowiada o sytuacji w szkole i w domu, gdzie niedługo ma pojawić się kolejny członek rodziny. Blanka ma wrażenie, że rodzice odstawiają ją na boczny tor. Wcześniej bardzo surowi i rygorystyczni, teraz popuszczają cugli i dziewczyna czuje się zagubiona, tęskni za kontrolą i szlabanami. Próbuje zwrócić na siebie uwagę trochę dziwnymi zainteresowaniami i dosyć niespodziewanie decyduje się jechać z babcią i jej przyjaciółką na wakacje do Rumunii. Starsze panie wybierają się w podróż sentymentalną. W ciasnym samochodzie dojdzie do starcia dwóch pokoleń.

Co ciekawe pani Sowa napisała jeszcze drugą, podobną książkę – Azyl. W której dorosła bohaterka wyjeżdża do Chorwacji, by przemyśleć trudne sprawy…

Ja polecam Blankę.

15:53, polonisty
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 listopada 2013
Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"

Ciekawa książka mi się trafiła.

Książka jak miękkie papucie, jak cieplutki kocyk w pochmurny dzień. Wracasz z pracy i cieszysz się, że znów możesz zanurzyć się w znajomym cieple. Takie fajne domowe i bezpieczne ciepełko. Pewnie dlatego, że przez 600 stron powieści „status” bohaterów nie zmienia się – on ją podrywa a ona się wymyka. I w sumie to paradoksalne, bo to nie jest sielska opowieść. To trochę jak gonienie zajączka po zmrożonym kartoflisku… dużo bruzd, łyse pole i uciekający cel… I jakoś ta zima zostaje w pamięci - niby powieść zaczyna się u schyłku lata i leci do wiosny, ale sceneria zimowa rządzi. Czasami ta ucieczka głównej bohaterki, bo to ona jest tym zającem, jest denerwująca, i myśli się, że już by dała spokój, już by się poddała, no ok. życie jest do d*** i daje popalić, ale trafia jej się okazja na szczęście, czemu nie skorzystać? Podobno taka miłość zdarza się tylko raz, a Hance trafiła się już drugi. Wszystko krzyczy - no bierz go głupia! A ona nie bierze… Zanurzona w swoim cierpieniu, tylko co jakiś czas wystawia oczy na powierzchnię, jak aligator, i zaraz, przerażona tym co widzi, chowa się z powrotem. Ale nie myślcie, że przez to książka jest nudna! Nie jest! To naprawdę dobrze napisana powieść, nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę, że to debiut.

Mikołaj goni swoją Hanię, ale wokół nich toczy się normalne życie, poznajemy ludzkie tragedie, skutki błędnych decyzji sprzed lat, poznajemy wspaniałe pozytywne postaci i bardzo, bardzo pomału nabieramy nadziei. Nadziei, że po przeżyciu tragedii można wstać, otrząsnąć się i nie tylko wegetować, ale i czekać na szczęście.

Mikołaj spostrzega na plaży piękną dziewczynę, podgląda ją przez kilka dni, i gdy już zbiera się, by zagadać, ona znika. Kilka tygodni później spotyka ją w szkole, na wywiadówce u młodszego brata. Dziewczyna – Hania, jest nauczycielką języka polskiego. Mikołaj postanawia ją zdobyć. Zdobywa z różnym skutkiem przez prawie rok… Hania egzystuje z dnia na dzień. Po przeżytej tragedii, której szczegóły poznajemy dopiero pod koniec powieści, dziewczynie nie chce się nic. Boi się szczęścia, ale bardziej tego, że może je znów stracić. Gdy spotyka Mikołaja, który jest nią wyraźnie oczarowany, wymyka się mu, ucieka, trzyma na dystans. Jest też Dominika zwariowana siostra-nie-siostra, Przemek – narzeczony Dominiki i wspólnik Mikołaja, Mateusz – młodszy brat Mikołaja zakochany w swojej nauczycielce, kochana Aldonka - koleżanka nauczycielka i pani Irenka – lek na każde zło.

Są jeszcze dwie części, równie grube. To nawet ciekawe, jak można historię pewnej znajomości rozwlec na 1500 stronach… Polecam na dłuuuuuuugie zimowe wieczory:)

Tagi
stat4u