blog o książkach
RSS
sobota, 19 maja 2012
Gail Z. Martin "Przywoływacz dusz" Kroniki Czrnoksiężnika I

Przywoływacz dusz to typowe, rasowe fantasy. I może mnie ktoś oświeci, bo wydaje mi się, że powstał film na motywach tej trylogii… Gdzieś się w sieci natknęłam na fragmencik z dziewczyną z malutkim smoczkiem na ramieniu, to to?

    Pisząc rasowe fantasy, mam na myśli magię, dziwne stwory i walki na miecze. Tak jakoś się utarło, iż czasy średniowieczopodobne są przez autorów fantasy szczególnie lubiane. I jak zazwyczaj w przypadku tego gatunku bywa, mamy tu do czynienia z powieścią „w drodze”. Główny bohater - Tris ucieka przed niebezpieczeństwem – zmierza do królestwa wuja, który ma zapewnić mu pomoc. W trakcie podróży, Tris kształtuje swój charakter, szlifuje umiejętności magiczne, poznaje życie poza królewskim pałacem, poznaje miłość i strach. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że tego strachu jest trochę mało… Wiem, że to dopiero pierwszy tom, może niebezpieczeństwo dopiero się zintensyfikuje, groza nabierze mocy, może bohaterowie jeszcze nie są postawieni w podbramkowej sytuacji…? Biorąc jednak pod uwagę, iż Siedmiu Królestwom grozi straszliwe niebezpieczeństwo, że szalony i niebezpieczny książę, zabijając ojca, przejął tron i sieje terror wśród ludu, że groźne bestie atakują ludzi, to jakoś mało jest w książce poczucia strachu, grozy sytuacji, napięcia… Narracja skupia się na Trisie i jego przyjaciołach, rzadko narrator „przeskakuje” na kogoś innego – na Jareda, króla ojcobójcę, albo choćby na towarzyszy Trisa, którzy w ferworze walki odłączyli się od grupy i powędrowali oddzielnie… To urozmaiciłoby akcję, wzmocniło napięcie, dodało wątków. A tak, o losach dwóch członków wyprawy, którzy się odłączyli, dowiadujemy się na końcu tomu… wcześniej nie wiemy – zginęli czy przeżyli, a pozostali bohaterowie ni to się o nich martwili, ni to mieli nadzieję na ich ocalenie… Powieść jest bardzo barwna, klimatyczna, ale w sferze emocji ma braki. Przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo ja na umiejętność wzbudzania w czytelniku empatii, jestem wyczulona.

    Tris jest drugim synem króla Margolanu. Młody mężczyzna od dzieciństwa widuje duchy, a jego babką była legendarna czarodziejka Bava K’aa. Jared, przyrodni brat Trisa, zabija ojca, macochę i przyrodnią siostrę i przejmuje tron, próbuje zabić też młodszego brata, ale tego duchy ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Jaredowi w niecnych planach pomaga mag wayash moru (wampir) Arontala, który więzi duchy zamkowe oraz dusze zamordowanych członków rodziny królewskiej w szklanej kuli, zwanej Łapaczem Dusz. Mag krwi chce uwolnić uwięzionego przed laty Obsydianowego Króla, który był najsilniejszym i najstraszniejszym magiem, jakiego znał lud Siedmiu Królestw. Księciu udaje się uciec i wraz z kapitanem gwardii Soteriusem, nadwornym mistrzem bardów Carroway`em oraz Harrtuckiem, królewskim gwardzistą, zmierzają do królestwa jego wuja. Przyłączają się do nich: najemnik, przemytnik i mistrz walk Jonmarc Vahanian, uzdrowicielka Catrina i jej brat bliźniak Cam oraz Kiara Sharsequin – wojownicza księżniczka sąsiedniego królestwa. W drodze duch babki wyjawia Trisowi, iż posiada on ogromną moc, dotąd w nim tłumioną, którą musi nauczyć się władać. Musi udać się do Biblioteki Zachodniej Marchii i od mieszkających tam akolitów Stowarzyszenia Sióstr nauczyć panować nad swą mocą. Jego misją jest zniszczenie Arontali, zanim ten uwolni Obsydianowego Króla…

Moc Trisa pozwala mu widzieć, przywoływać i mieć kontrolę nad duszami zmarłych. Mężczyzna może też pomagać w przejściu „na drugą stronę”. Nie jest dokładnie określone, na czym polega jego dar, ani skąd pochodzi.

Przeczytam następny tom, by przekonać się, czy autorka dopracowała narrację.

Mimo wszystko polecam.

I patrzcie, co za okładka!!! :)

wtorek, 08 maja 2012
Doncowa Daria "Żona mojego męża"

Znów się zmagam z Darią. Przypomniała mi się Joanna Chmielewska, Marek i Diabeł (każdy oddzielnie) próbowali bezskutecznie nakłonić Joannę do dedukowania, a ona wściekała się i mówiła, że nie lubi dedukować! Lubi wiedzieć!

    Daria to przypadek niereformowalny, ona nawet nie wie co znaczy słowo dedukować… Lektura przebiegła mi mniej nerwowo, ponieważ przewidująco zaczęłam od końca. I znając zakończenie, czytałam w miarę spokojnie. To też nie jest najlepszy sposób na Darię, bo nawet znając zakończenie, wiedząc, że w końcu ta, pożal się Boże, detektyw domyśli się kto zabił, można się zdenerwować. Ona nie umie łączyć faktów, gromadzi te fakty, gromadzi, jeździ i dalej gromadzi, ale żeby usiąść i pomyśleć to już za dużo dla niej… Dać jej kartkę i długopis! Niech wypróbuje niezawodny sposób Joanny! Nie tylko ja mam niskie mniemanie o możliwościach umysłowych Daszy. Major Aleksander Michajłowicz też:

- Znalazłeś Janę! - zawołałam z zachwytem. - Poczekaj. - Aleksander Michajłowicz podniósł słuchawkę i powiedział: - Roman, nie widać. Mężczyzna w pokoju odłożył słuchawkę na widełki i poruszył ustami. Jana odjęła ręce od oczu i zobaczyłam delikatną, rasową, niezwykle piękną twarz... Weroniki Miedwiediewej. - Podoba ci się niespodzianka? - zaciekawił się pułkownik. No... to znaczy... „A teraz niespodzianka. Batonik Milky Way w czekoladzie..." - zadźwięczało mi w głowie. Innych myśli w tej chwili tam nie było. - Nieźle, co? - triumfował Aleksander Michajłowicz, widząc, że bezwładnie opadłam na fotel. - Troszeczkę wody? Trzymałem ją specjalnie w tym celu, przegotowana, bez obaw. Jeszcze się znęca. A więc ona żyje! To kto został zamordowany w mieszkaniu Maksa? A może ją wyleczyli? Nie, to raczej niemożliwe. - Jak myślisz, czyje zwłoki były w kostnicy? Nie domyślasz się? - Nie. - No cóż, tak bywa, gdy ma się w głowie trociny. Zrób wysiłek i rusz mózgownicą. Po co Weronika miałaby obcinać wspaniałe jasne włosy i robić sobie idiotyczną fryzurę... Cienki promyk zrozumienia przeniknął do mojej ogłupiałej głowy. - Jana! Zabili Sokołową! Ale przecież Nina Andriejewna rozpoznała Nike?

    Albo ja się przyzwyczaiłam, albo ta część jest lepsza. Co prawda, zaczynam podejrzewać, że Dasza nie ma uczuć, bo posyła swoją synową w łapy mordercy (ja wiem, że to morderca, ona mogłaby chociaż podejrzewać, że to groźny przestępca – ma wystarczająco faktów!), złodzieja i producenta filmów porno… Trup ściele się gęsto, kule świstają w powietrzu a Daria skrupulatnie ukrywa, czego się dowiedziała, nie tylko przed policją, ale i przed przyjacielem z MSW, który prowadzi tę sprawę! A dlaczego?! Bo zabronią jej prowadzić śledztwo… Ja nie wiem… tam taka nieufność wobec władzy jakaś panuje, czy co? Ja się na Chmielewskiej wychowałam, a tam bohaterka z każdym głupstwem leciała do jakiegoś majora…

    Daria dowiaduje się, że jej były mąż (a ma ich 4) siedzi w więzieniu za zabicie żony (siódmej). Kobieta niezwłocznie postanawia pomóc w udowodnieniu jego niewinności. Jej zdaniem taki koneser kobiecego piękna, jakim jest Maks Polański, nie mógłby strzelić kobiecie w twarz. Daria dowiaduje się, że Maks miał kochankę i chciał się rozwieść. Postanawia odnaleźć Janę – kochankę i dowiedzieć się też czegoś o zamordowanej żonie, która była bardzo chimeryczną i zachłanną aktorką. Okazuje się, że byłego męża Darii, widziano, jak feralnego dnia w panice wybiegał z domu w poplamionych spodniach, Jana zaś zniknęła bez śladu. Giną kolejne osoby – przyjaciel Maksa, ciotka i sąsiadka Jany, jej przyjaciółka cudem unika śmierci i w szpitalu wyznaje, że to właśnie Jana próbowała ją zabić. Daria wpada na ślad tajemniczego Antona Miedwiediewa. Początkowo myśli, że to brat Weroniki – pierwszej ofiary. Po skomplikowanym śledztwie, domorosła pani detektyw odkrywa, jakim bezwzględnym przestępcą jest Anton oraz poznaje uroczego gangstera Iwana, który jest wspólnikiem Maksa i który zapewnia naiwnej Daszy ochronę. Kobieta natrętnie osacza morderców, więc ci postanawiają się jej pozbyć… Nie mogłam napisać, że jest coraz bliżej rozwiązania sprawy, bo ona tylko uparcie łaziła za pewnymi osobami, nie mając pojęcia co tamci robili…

Daria ma niezdrowy stosunek do niebezpieczeństwa, ja wiem, że Rosjanie to twardy naród, ale bez przesady…

Za to nie rozumiem polskiej okładki, dlaczego kości do gry? Dorzucam więc okładkę rosyjską, bardzo się namęczyłam, by ją znaleźć – ja po rosyjsku tylko jedno niekulturalne zdanie umiem powiedzieć - jest mi to zupełnie obcy język:)

Polecam :)

niedziela, 06 maja 2012
Hanri Magali "Bezimienna"

Musiałam przetrawić tę książkę, dać sobie czas, bo inaczej pojechałabym bez litości. Ale już lepiej. Chyba nawet nie pisałabym, gdybym nie wspomniała o niej na liście tego, co planuję przeczytać…

      Na począteczek garść informacji. Sklasyfikowano ją jako powieść dla młodzieży, tematyka fantastyczna (ale tu nie szalejmy), pierwsza część (nie wiem z ilu) ), autor nieznany. Hanri Magali to pseudonim pod którym podobno ukrywa się kobieta. Nie wiem, nie mogłam znaleźć informacji na ten temat… Byłam przekonana, że z zagranicy, ale akcja dzieje się w okolicach Krakowa.

     Moim zdaniem to książka dla dzieci, nie młodzieży, i ma dwa poważne mankamenty. Warstwa językowa jest... prosta, autor/autorka bardziej skupia się na prowadzeniu akcji, niż na lekkim języku. Drugim mankamentem jest nierealność. Utopia, rzekłabym. Bohaterka chodzi do klasy III gimnazjum i to, jak przedstawione jest życie w szkole, zupełnie mija się z realiami. Narkotyki, agresja i wulgaryzmy, to norma w gimnazjum… Mowa, za moich czasów, przypominała ciąg slangu poprzetykany przekleństwami, teraz raczej ciąg przekleństw poprzetykany slangiem… A w Bezimiennej gimnazjaliści nie klną i słuchają się nauczycieli, ewentualnie prawią sobie złośliwości na poziomie klasy IV szkoły podstawowej, bądź przyklejają do pleców karteczki z głupimi rysunkami.

      Początek jest słaby. Prostota języka połączona z leniwą akcją prawie odrzucają. Ale znacie mnie, ja bym nie doczytała książki do końca? Po połowie zaczyna się dziać, więc język nie rzuca się już tak w oczy. Słuchajcie, no może i się czepiam, ale początkowo myślałam, że autor jest zagraniczny i to tłumacz tak skiepścił książkę. Kurcze, Pan Samochodzik jest napisany ciekawszym językiem, więc z czym do ludzi… a z czym do młodzieży? Rozwój wydarzeń do tego stopnia uratował sytuację, że na chwilę obecną jestem zainteresowana drugą częścią. Czyli autor/autorka się rozkręca, jest coraz lepiej.

    Zuzanna Niedzielska, lat 15, jest brzydką i grubą sierotą. Przez pierwszych 15 lat jej życia, żadna rodzina nie chciała jej adoptować. Aż w końcu, przywiedzieni przedziwnym zrządzeniem losu, w domu dziecka pojawiają się Piątkowscy i chcą właśnie Zuzannę. Dziewczyna przeprowadza się do nowych rodziców, do Witoszka. W nowej szkole dwie złośliwe koleżanki nie pozwalają nikomu zapomnieć, że Zuza jest sierotą, brzydką i grubą. W domu dziewczyna ma dwóch wiernych przyjaciół; psa Miśka i kruka Maćka. Gdy Misiek zostaje ranny w walce z dziwnym znikającym kotem, Zuza odkrywa w sobie pewne dziwne zdolności. W ich istnieniu upewnia ją stara garbata zielarka, która przybywa ratować psa. Dziewczyna ma niesamowitą moc związaną z roślinami i kilka innych umiejętności. Zielarka, która okazuje się przybyszem z magicznej krainy, podejmuje się trenować Zuzannę, by w przyszłości wspomogła on wojska jej kraju w wojnie z najeźdźcą. Niestety wróg chce zabić dziewczynę, która okazuje się być kimś zupełnie innym, niż się to do tej pory wydawało…

Kończy się wejściem dziewczyny do lodówki w piwnicy…

Róbcie z tym, co uważacie za słuszne.

Mnie zachęciła okładka.

piątek, 04 maja 2012
nietypowo

Dziś matura z polskiego. To bliski memu sercu przedmiot. Kiedy byłam młodą panienką, też pisałam maturę z j. polskiego… Nową maturę dla ścisłości. Część pisemna poszła mi słabo, jak na moje możliwości, ale poszła mi źle, na moje własne życzenie. Wybrałam analizę wiersza, chyba Szymborskiej… naiwniaczka. Trzeba było o Chłopach pisać! Mój rocznik miał to „szczęście” i pisał obie części – rozszerzoną i podstawową – jednego dnia. Czyli dwa testy i dwa wypracowania, masakra. Po skończeniu, nie pamiętałam jak się nazywam.

Część ustna była horrorem, ech… Prezentacja (kretyński wymysł, czego to uczy i co sprawdza?) a raczej myśl o wystąpieniu przed komisją, przyprawiały mnie o palpitacje serca. Żaden ustny egzamin na studiach później tak mnie nie denerwował… Pisałam o szaleństwie w literaturze i filmie… Napisy w Pięknym umyśle mi nie poszły a Wysoka Komisja próbowała mi wmówić, że doskonale znają angielski i wszystko rozumieją. Miałam jeszcze: Mistrza i Małgorzatę, Lot nad kukułczym gniazdem i chyba Nieboską komedię.

Jak już wspomniałam pisałam o szaleństwie. W liceum miałam bardzo… chimeryczną i niestałą emocjonalnie nauczycielkę polskiego (do tej pory mam koszmary). Przed maturą nasza pani ostrzegła, że może nas zapytać o to, dlaczego wybraliśmy akurat ten temat, który wybraliśmy. Na przerwie śmiałam się z koleżankami, że ja odpowiem, iż wybrałam temat szaleństwa, bo mam szaloną nauczycielkę. Licho nie śpi. Na maturze usłyszałam TO właśnie pytanie… i przypomniałam sobie „przygotowaną” wcześniej odpowiedź. Przez chwilę siedziałam z rozdziawioną buzią, zupełnie mnie zatkało. Nie mam pojęcia co ja wtedy w panice naplotłam… Dla niezorientowanych – nauczyciele polskiego siedzieli w komisji, ba! byli nawet przewodniczącymi. Tak ja wspominam te wiekopomne dni.

Maturzyści! Łączę się z wami w bólu! POWODZENIA!

02:21, polonisty
Link Komentarze (12) »
środa, 02 maja 2012
Katarzyna Michalak "Rok w Poziomce"

Kolejna książka dla kucharek! Ha! Przeczytacie a zrozumiecie ;)

    Dużo chciałabym napisać o tej powieści! Ale wtedy straszny miszmasz wyjdzie. Przeczytałam ją w jeden dzień, no dobra – większe pół dnia (i nie tłumaczcie mi, że połówki są równe, bo ja humanistą jestem!).

Staram się spojrzeć na nią z dystansem, ale tak mi się podoba… Jest momentami łzawa, jest śmieszna, romantyczna i dobrze się kończy. Jest wielki potrójny happy end, chorzy zdrowieją, samotni się zakochują, ci co się rozstali, ponownie się odnajdują… no sielanka! I spójrzcie na tę pękną okładkę! Kocham jesień, to najpiękniejsza pora roku.

    Rok w Poziomce to powieść z wydawnictwem w tle. Główna bohaterka - Ewa prowadzi wydawnictwo. Poznajemy pracę wydawcy od tej drugiej strony, i niestety, nam się tu obrywa :( Nam - domorosłym internetowym recenzentom. Autorka nas nie lubi:( Z pozostałymi „prawdami” dotyczącymi wydawniczego rynku w Polsce, zgadzam się w 100 procentach: to kobiety głównie czytają książki, najlepiej sprzedającymi się pozycjami są książki dla kobiet i tzw. literatura wysokich lotów ma małe wzięcie.

Ludzkie twarze są jak brudne okna. Puste. Nie widać przez nie głębi. Nie widać, co jest po drugiej stronie. Nie widać nic. Patrzę. Próbuję przebić się przez maskę nijakości, ale moje wysiłki idą na marne. Nic. Nic nie widać. Tylko pył. Szary pył codzienności. Smugi zmagań z każdym dniem. Bruzdy razów.

Tu macie przykład takich „lotów” z Poziomki.

Reasumując, zarabia się na książkach "dla kucharek" :) I może faktycznie wydawnictwa są zarzucane wypocinami intelektualistów, którzy w ramach buntu nie stosują wielkich liter ani znaków przestankowych. Albo dziełami nastoletnich niedouczonych dziewuszek, którym koleżanki wmówiły, że mają talent…?

   Nie jest to książka pozbawiona wad, ja dostrzegam większość z nich, ale nie zwracam uwagi. Tak fajnie się to czyta. Wszystko jest tu aż tak pozytywne, że może kogoś razić, ale co jest złego w pozytywnej książce poprawiającej humor czytelnikowi?

Strasznie dużo i szybko wszystko się tu dzieje, może dlatego nie ma czasu zastanawiać się nad maleńką niekonsekwencją autorki – główna bohaterka, szara myszka, jest podejrzanie przebojowa i zakręcona… ale może to miłość zmienia tak ludzi?

Ewa niemal zapłakała. Może i było to ambitne, ale już pierwsze linijki wprawiły ją w ciężką depresją, a ona nie chciała, by po przeczytaniu superbestselleru czytelniczki zaczęły zdzierać maski z zapylonych twarzy i wyskakiwać przez okna w ramach protestu. Aha: i smugi ścierać. Tudzież bruzdy. Bruzdy to chyba kolagenem traktować.

Tu macie reakcję bohaterki na zacytowaną wyżej wysoką literaturę ;)

    Rok w Poziomce to powieść o spełnianiu marzeń. Ewa marzy o małym białym domku bez łap, o rodzinie, dziecku i Andrzeju. Tego ostatniego nie udaje jej się akurat zdobyć, ale w zamian los daje jej coś znacznie lepszego:) Ewa zapożycza się u Andrzeja, by kupić wymarzony domek. Ten, w ramach spłaty długu, każe jej w ciągu trzech miesięcy wydać bestseller (znaleźć, wydać, zareklamować). W odpowiedzi na ogłoszony konkurs, napływa dużo rękopisów oraz ten jeden, idealny, przyszły superbestseller, napisany przez chorą na białaczkę dziewczynę - Karolinę. Andrzej zakochuje się w Karolinie, czym łamie serce Ewie, skrycie się w nim podkochującej. Ewa, w akcie rozpaczy, idzie się zalać w trupa i daje się (bezwiednie) wykorzystać przystojnemu żeglarzowi. Oczywiście zachodzi w ciążę. Pogodziwszy się z tym, że Andrzej kocha ją, jak siostrę, korzystając z szumu medialnego wokół promocji książki, Ewa rozkręca akcję społeczną oddawania szpiku. Chce znaleźć dawcę Karolinie… W rezultacie swych działań ratuje komuś życie, odnajduje miłość, odnajduje ojca, traci i odnajduje siostrę. I wszystko tak dobrze się kończy.

   W tej książce poznajemy kulisy powstawania trzech innych książek: Lato w Jagódce, Poczekajka, Czarowne i The Last First Day. Lato i Poczekajka to realne powieści – pani Michalak reklamuje samą siebie w książce… załącza nawet fragmenty. He He Mam ochotę na Lato w Jagódce:)

polecam!

wtorek, 01 maja 2012
Czytamy Fantastykę!

O fantastyce mogę pisać cały czas! I naprawdę nie wiem, czemu uważa się, iż jest to domena mężczyzn… Kobiety też czytają Fantasy! Wszyscy CZYTAMY FANTASTYKĘ! I w ramach tej akcji, przyłączam się do koalicji blogów – spójrz, banerek po prawej:)

Tak piszą pomysłodawczynie - Felicja79 [www.cowartoprzeczytac.blox.pl] Nika [www.pergamin.blox.pl] na nowopowstałym blogu:

Koalicja miłośników fantastyki

Dobre pomysły rodzą się przypadkowo. Zaczęło się od rozmowy w komentarzach, w której to padło znaczące zdanie, że wśród blogów recenzenckich czyta się tak mało o fantastyce. Koalicja powstała niemal w mgnieniu oka. Zapraszamy serdecznie wszystkich, którzy chcą współtworzyć naszą bazę recenzji książek z gatunku fantastyka (w tym fantasy oraz science fiction). Jeżeli zaczytujecie się w książkach Sapkowskiego, Tolkiena lub Ziemiańskiego, przyłączcie się do nas, a z pewnością poznacie również wiele nowych interesujących tytułów!

Jakie są warunki przystąpienia do koalicji „Czytamy fantastykę”? Nic prostszego! Należy:

1. Napisać o akcji na swoim blogu i odpowiedzieć na trzy pytania:

• Jakie są Twoje ulubione książki z gatunku fantastyka?

• Jakie książki fantastyczne zrecenzowałaś/eś na swoim blogu? Prosimy koniecznie o podanie linków. (Linki obowiązują jedynie, kiedy na swoim blogu zrecenzowałeś mniej niż 10 książek z tego gatunku. Jeżeli wyrazisz na to zgodę, co również prosimy zawrzeć w odpowiedzi na to pytanie, skopiujemy Twoje recenzje do głównej bazy. Linki do maksymalnie dziesięciu recenzji prosimy wysyłać na adresy e-mailowe podane poniżej. Jeżeli zrecenzowałeś mniej książek, z chęcią skopiujemy wszystkie. Przypominamy o tym, aby odpowiedzieć czy wyrażasz zgodę na kopiowanie Twoich recenzji.)

• Jakie książki fantastyczne zamierzasz niedługo przeczytać?

2. Umieścić na swoim blogu logo akcji.

[Logo dostępne na http://czytamyfantastyke.blox.pl/html]

Recenzje mogą nadsyłać także ci, którzy blogów nie posiadają. W takim wypadku należy podać jedynie swoje imię i nazwisko.

Teksty lub linki do recenzji prosimy wysyłać na adres felicja79@wp.pl lub moni1994@onet.eu.

Mamy nadzieję, że członków naszej koalicji będzie coraz więcej, a co za tym idzie, ilość recenzji regularnie będzie się powiększać. Z biegiem czasu mogą pojawić się także różnego rodzaju konkursy, w których nagrodami będą oczywiście książki. Pomóżcie nam wypromować fantastykę wśród czytelników w każdym wieku – jest to zdecydowanie niedoceniany gatunek literacki, co bardzo chciałybyśmy zmienić.

1. Już z pierwszym pytaniem mam problem, gdyż uważam, że ogólnie fantastyka jest najlepsza, dlatego moja lista powinna mieć co najmniej 100 miejsc, ale się zmobilizuję. Jeden: Tolkien i Władca pierścieni (raczej nigdy nie zrecenzuję, bo nie czuję się godna); dwa: J. K. Rowling i Harry Potter (cykl); trzy: Ch. Paolini i Eragorn (cykl); cztery: M. Siemionowa i Wilczarz t.1; pięć: J. Flanagan i Zwiadowcy (cykl); sześć: A. Sapkowski i Coś się kończy, coś się zaczyna; siedem ex aequo: A. Ruda i Ola Lacha (cykl), K. Izmajłowa i Mag niezależny Flossia Naren, O. Gromyko i Whola Redna (cykl); osiem: A. Pilipiuk i Kroniki Jakuba Wędrowycza; dziewięć: E. Białołęcka i wiedźma.com.pl; dziesięć: J. R. Ward i Bractwo Czarnego Sztyletu.

2. Jeśli chodzi o pierwsze wpisy, to nie do końca można je nazwać recenzjami, ot takie wspominki o pewnych książkach, ale wymieniam konsekwentnie. Z góry przepraszam, jeśli ktoś uzna, że dana pozycja nie należy do fantastyki (dla mnie granice są płynne)

Kelley Armstrong Wezwanie

Ewa Białołęcka wiedźma.com.pl

Aleksandra Ruda Odnaleźć swą drogę, Wybór

Kira Izmajłowa Mag niezależny Flossia Naren

Maria Siemionowa Wilczarz

Olga Gromyko Zawód wiedźma

Andrzej Pilipiuk Wampir z M-3

Kira Izmajłowa Wyższa magia

Oksana Pankiejewa Przekraczając granice

Ewa Białołęcka Tkacz iluzji

Christina Dodd Po stronie cienia

Alison Goodman Eon. Powrót Lustrzanego Smoka

John Flanagan Halt w niebezpieczeństwie

Meg Cabot Magiczny pech

Brent Weeks Droga cienia, Na krawędzi cienia

Gabriella Poole Wybrańcy losu – Akademia Mroku t. 1

Christopher Paolini Dziedzictwo t. 1

Andrzej Sapkowski Ostatnie życzenie

Tanya Huff Cena Krwi

Jeaniene Frost First Drop of Crimson

John Flanagan Cesarz Nihon-Ja

Andrzej Pilipiuk Kroniki Jakuba Wędrowycza

Karina Pjankowa Z miłości do prawdy

Gail Carriger Bezduszna

Kerrelyn Sparks Wampir z sąsiedztwa

Mary Janice Davidson Królowa Betsy

Tanya Huff Ślad krwi

J. R. Rain Luna

Gena Showalter Mroczny szept


3. Ohoho czego to ja nie planuję?!

Igrzyska śmierci S. Collins

Gra o tron George R. R. Martin

Dziedzictwo t. II Ch. Paolini

Achaja A. Ziemiański

Bezimienna Magali Hanri

Rzeczy niekształtne Mark del Franko

Assassin's Creed Oliver Bowden (zastanawiam się jeszcze)

Linia Krwi Tanya Huff

W grobie J. Frost

Bogini ciemności S. Chadda

Pamiętniki Wampirów J. L. Smith (przynajmniej jeden tom, ale nie wiem czy się zmobilizuję)

18:43, polonisty
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Gena Showalter "Mroczny szept"

Taaaa… nie wiem co napisać. Coś dziwnego przeczytałam i nie wiem, jak się ustosunkować. Gdzieś w środku natrętnie pika mi rozdrażnienie i niesmaczek. Ale z drugiej strony warsztat pisarski bez zarzutu, ale z trzeciej strony, dobry korektor jest w stanie sprawić cuda…

    Wiecie, niby w fantastyce, bo jest to fantastyka, można wiele wybaczyć, gdy chodzi o tematykę. I wiadomo, każdy chce wymyślić coś nowego, czego jeszcze nie było. Pani Showalter, której książki czytałam już wcześniej, sięgnęła po tematykę dotyczącą mitologii i różnych wierzeń. Ale sięgnęła krzywo i nie wszystko udało jej się złapać. Mamy tu mitologię grecką – Kronos, Puszka Pandory, bogini anarchii (pomijam, że grecką boginią anarchii była Dysnomia a nie jakaś Anya), harpie (imiona się nie zgadzają, ale fakt, było ich cztery). Mamy wiarę chrześcijańską – anioły, demony i Lucyfera, o Bogu ani słowa… Skandynawskich, buddyjskich, indiańskich i słowiańskich bóstw autorka nie uwzględniła. Czy ja się czepiam? Nie, skąd! Ale Sherrilyn Kenyon, która również porusza tematykę mitologiczną, jakoś bardziej sprawiedliwie szasta bóstwami… i trzyma się faktów… bardziej.

    Dawno, dawno temu kilkunastu wojowników – strażników bogów, ukradło puszkę Pandorze, otworzyli ją i wypuścili na wolność demony (nawet jak to piszę, to mi się w środku wszystko buntuje). Rozzłoszczony tym Zeus (nie wiem, czy tu aby chronologia nie szwankuje, ale nie będę się zagłębiać), sprawił, że demony opętały tychże wojowników (skoro mógł sprawić, że opętały wybrane przez niego osoby, to czemu nie zagonił ich powrotem do puszki?), którym nakazał odzyskać puszkę. Jeden z wojowników, opętany demonem nadziei (masakra!) zbuntował się, wystąpił przeciwko towarzyszom, zebrał wyznawców, którym wmówił, że jest aniołem i nakazał im walczyć z opętanymi wojownikami. Wojownicy ci, poza walką z Galenem i jego ludźmi – Łowcami, zajęli się poszukiwaniem puszki i artefaktów ułatwiających jej odszukanie. Ich celem jest zniszczenie puszki, gdyby bowiem, ktoś ją odnalazł i uwięził w niej z powrotem demony, wojownicy umarliby, a oni chcieliby jeszcze pożyć. Mimo tego, że żyją już tysiące lat… Na ich drodze stają różne kobiety, w których niektórzy wojownicy się zakochują. Sabin, opętany Zwątpieniem, ratuje Gwen – harpię. Gwen, mino iż jest harpią, jest bardzo strachliwa i potulna, boi się wypuszczać swoją mroczną naturę, żeby nie skrzywdzić ludzi. Sabin uczy ją kontroli nad mroczną, morderczą naturą, by wykorzystać ją w walce z Galenem. Zakochują się i żyją długo i szczęśliwie.

    Jest kilka tomów, jak przypuszczam, bo i wojowników kilku. Nie wiem czy moje, jakby nie było, polonistyczne wykształcenie, pozwoli mi przeczytać kolejne tomy. Dodam, że zaczęłam chyba od środka, tak mi logika podpowiada. Tematyka z kosmosu, nie biorę więc na swoją odpowiedzialność także waszego niesmaku i nie będę polecała…

 

PS. Wydawnictwo Mira (Harlequin).

sobota, 28 kwietnia 2012
J. R. Rain "Luna"

Przywlokłam sobie z biblioteki stosik nowości, nie w nim jeszcze tych wyczekiwanych przeze mnie pozycji, ale zaczekam. Wśród najnowszych zdobyczy jest Luna. Wampir do wynajęcia. Okazuje się, że moda na wampiry wymusiła na autorach pewną elastyczność i przejście na tematykę wampirzą – w celu utrzymania czytelnika. Horrory wampirze nigdy nas nie dziwiły, ale potem doszły romanse wampiryczne, komedie o wampirach a teraz przeczytałam kryminał/sensację o wampirach… Brakuje jeszcze SF o wampirach – wampiry z przyszłości albo z kosmosu :)

    Hmmmm chociaż wampiry jako rasa z kosmosu już są! Jest taka seria autorstwa Lary Adrian ;)

    Samantha Moon jest wampirem. Ma męża i dwoje dzieci. Sześć lat temu zaatakował ją potwór, wyssał z niej krew i zostawił na pewną śmierć. Ale Samantha przeżyła i od tej pory całe jej życie stanęło na głowie. Musiała rzucić pracę agenta FBA i przestawić się na dietę z krwi zwierzęcej (Sam nie pija z ludzi, chyba że w wyjątkowych sytuacjach). Luna (takiego nicku używa Sam w internecie) zostaje więc prywatnym detektywem pracującym w nocy. Pewien adwokat zleca jej odszukanie człowieka, który próbował go zabić. Nieznany sprawca strzelił klientowi pięć razy w głowę. Samanthę trochę zdziwił fakt, że adwokat przeżył coś takiego i zadziwiająco szybko doszedł do siebie… nawet blizny znikały z błyskawicznie. Sam bierze się do rozwiązywania sprawy i dowiaduje, że Kingsley Fulcurn jest wilkołakiem, odnajduje też sprawcę zamachu. Jednak w życiu prywatnym pani detektyw nie dzieje się dobrze. Mąż zdradza ją z sekretarką nie kryjąc swojego obrzydzenia do tego, czym stała się jego żona. Sam codziennie walczy ze swoją nową naturą, wstaje w ciągu dnia, wychodzi na słońce, byle by tylko być dobrą matką dla swych dzieci. Niestety, jej mąż Daniel szantażem zmusza ją, by odeszła i ogranicza jej kontakty z dziećmi. Grozi, że jeśli tego nie zrobi, ujawni wszystkim, że jest wampirem…

    Tu już mamy więcej tradycji! Wilkołak zmienia się podczas pełni w bestię (nie szczeniaczka) i trzeba go izolować, by nie zrobił komuś krzywdy. Wampir potrafi się zmienić w coś podobnego do nietoperza i lata sobie nad miastem. Słońce mu szkodzi, kołek w sercu też (Samantha przez jakiś czas panikowała na widok wykałaczek). Nie wiadomo co z czosnkiem i wodą święconą, ale może się dowiemy, bo kolejna część ma się ukazać w maju. Mam nadzieję, że Sam skopie tam odwłok swemu zdradzieckiemu mężowi!

Polecam!

Tagi: JR Rain Luna
12:31, polonisty
Link Komentarze (4) »
czwartek, 26 kwietnia 2012
Sophie Kinsella "Miłość w stylu retro"

Duch! Znów, ale również w wersji soft. W zasadzie ten duch, to jakby człowiek w formie bezcielesnej. Duszyca. Powieść pasuje konwencją do jednego z moich ostatnich wpisów, o tym co pozostawimy po sobie. Sadie umiera w wieku 105 lat, ostatnie dwadzieścia spędziła w domu opieki, nie miała dzieci, krewni jej nie odwiedzali. Na pogrzeb przyszli z przymusu, żadnych kwiatów, przemówień, nic… Najbliżsi nic nie wiedzą o jej życiu, co lubiła, czym się zajmowała. Już jako duch, Sadie patrzy na tę smutną uroczystość z przerażeniem…

    Miłość w stylu retro to powieść komediowa dla kobiet, o miłości. Początek jest trochę irytujący, bo znów widzimy bohaterkę bridgidowską, której wiatr w oczy wieje. Lara zachowuje się głupio i żałośnie, aż ciężko wytrzymać. Ale później duch daje jej kopa w tyłek i dziewczyna nabiera energii, zaczyna działać.

    Lara ma problemy (chłopak, praca, siostra, rodzice) i nie umie sobie z nimi radzić. Pogrąża się coraz bardziej. Na pogrzebie w zasadzie obcej jej cioci-babci Sadie, pojawia się duch zmarłej i głośnym wrzaskiem domaga się od dziewczyny powstrzymania ceremonii i odnalezienia jakiegoś naszyjnika. Lara nie może zignorować głośnego krzyku prosto w ucho i niechętnie przerywa pogrzeb, mówiąc, że jej zdaniem ciocię-bacię ktoś zamordował i trzeba przeprowadzić śledztwo. Następnego dnia Lara jeszcze bardziej niechętnie zaczyna szukać naszyjnika. Ma własne problemy i nimi chce się zająć. Chce uratować firmę i by wrócił do niej chłopak. Sadie ma jednak inne plany. Wpada jej w oko pewien mężczyzna i duch uznaje, że powinien się po raz ostatni na tym świecie zabawić. Zmusza Larę by umówiła się z Edem, zmusza ją by założyła suknię z lat dwudziestych, by umalowała się i uczesała w tym samym stylu, na randce zmusza oboje by zatańczyli jej ulubiony taniec… dodam, że obydwoje nie mieli na to najmniejszej ochoty… W trakcie tych zmagań z upierdliwym duchem, Lara odkrywa rodzinne sekrety, związane nie tylko z życiem Sadie, ale i majątkiem wuja milionera, tajemniczym obrazem z londyńskiej galerii i życiem pewnego malarza. Okazuje się, że Sadie prowadziła niezwykłe życie, pełne przygód, mężczyzn i ryzyka. I że jednak pozostawiła po sobie coś wspaniałego…

    No i oczywiście Lara zdobywa miłość swego życia, rozkręca firmę, kara złoczyńców i pokazuje figę złej siostrze… standard. Dobrze się czyta, a koniec wzruszający, prawie się rozkleiłam… Muszę przyznać, że całkiem zabawna jest ta książka, idealna do odprężenia. Te wątki z intrygą rodzinną naprawdę wciągające i dobrze napisane. Polecam.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Tanya Huff "Ślad Krwi"

Ha! Za dużo już było normalnych książek! Fantastyki mi było trzeba. I jak na złość, nic dobrego pod ręką… tylko druga część Więzów krwi. Pamiętacie to? Bo ja nie pamiętałam, o czym była pierwsza część!!! Musiałam zerknąć do własnego bloga! I co tam było napisane??? Że obawiam się, iż książka nie pozostanie mi w pamięci na długo… Normalnie jasnowidzenie wtedy miałam, czy co?

    Druga część jest lepsza. Jest napięcie, lepiej skonstruowana akcja, coś się dzieje. I SĄ WILKOŁAKI! Ale tego, co pani Huff zrobiła z wilkołakami, nie mogę wybaczyć! Zrobiła z nich psiaki! Jakieś przerośnięte kundelki! Łaszą się, biegają za frisbee, domagają się drapania za uszami! Wilkołak wabiący się Chmurka, albo Łapka!? A przemiana? Nic, żadnego opisu, tylko pstryk i już psiak, pstryk – człowiek. Jedynym sygnałem znamionującym przemianę, było ściągnięcie gaci! Jeśli bohater ściągał spodenki, znaczyło to, że za chwilę będzie hasał jako pies (nie obrażę tu wilkołaków, nie napiszę wilk). A to i tak dobrze, że gacie nosili, bo zazwyczaj nago latali – ubrania powstrzymywały przemianę. Ten skromny przyodziewek zakładali z myślą o gościach – Victorii, Henrym i Mike’u.

    Henry prosi Victorię by pomogła jego przyjaciołom – wilkołakom. Ktoś zabija wilkołaki na ich owczej farmie i Victoria ma dowiedzieć się kto. Ze sprawy wynika, że morderca wie o wilkołakach, że jest snajperem i mieszka w pobliżu. Victoria zmuszona jest powiedzieć Henry’emu o swoich kłopotach ze wzrokiem, wydaje jej się, że ta wiadomość wstrząśnie wampirem. Tak się nie dzieje. Mike Celluci, po ostatnich wydarzeniach (próba złożenia Victorii w ofierze demonowi), sprawdza wampira i zaniepokojony tym, co odkrywa, jedzie za Vicki na farmę. Dowiaduje się, że gospodarze to wilkołaki a Henry to wampir i pomaga w unieszkodliwieniu mordercy. Nie będę opisywać, co robią „wilkołaki”, to ponad moje siły… 

 

PS. Ta okładka w zestawieniu z treścią, to chyba kpina!

21:32, polonisty
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Tagi