blog o książkach
RSS
środa, 06 sierpnia 2014
Jeaniene Frost "Pierwszy dotyk ognia" Nocny książę 1

Wiem, że wampiry są już passé, ale ja trafiam co jakiś czas na pozostałości całkiem godne uwagi i nadrabiam. Tym razem coś z półki o Nocnej Łowczyni. Jeśli nie czytaliście mojego wpisu o Kropli szkarłatu, to nie wiecie, że ja całą serię o Cat i Bonsie mam za sobą… tylko tu śladu po tym nie ma. Kropla szkarłatu i ta książka, to po prostu rozgałęzienie serii.

  Pierwszy dotyk ognia (z serii o Nocnym księciu) zaczyna się bardzo dobrze. Chciałam przeczytać ją całą za jednym zamachem, ale za późno zaczęłam i na 159 str. musiałam spasować. Przez cały dzień niecierpliwie czekałam powrotu do lektury i już sobie w głowie układałam, co tu napiszę, że fajna, że trzyma w napięciu, że fajne wątki i bohaterowie. No i zgadza się… do tej 159 strony. Jakoś intuicyjnie dobrnęłam do pewnego punktu kulminacji, później już nic się nie zmienia. Nie o to chodzi, że robi się gorzej, tylko po prostu nie jest lepiej. Byłam ciut rozczarowana, tym bardziej, że okazało się, że to dopiero początek nowej serii, a nie tylko pojedyncza powieść. No i jeszcze fakt, że Pierwszy dotyk ognia kończy się tak, że wcale nie trzyma mnie w napięciu - jakoś nie czekam z utęsknieniem, co też tam się dalej wydarzy…

Więcej o świecie wykreowanym przez panią Frost znajdziecie tu, nie będę się może powtarzać.

Leila vel Frankie jest artystką cyrkową, tylko w cyrku mogła odnaleźć swoje miejsce, gdyż dziewczyna po porażeniu prądem ma paskudną bliznę biegnącą od skroni po prawą dłoń. Dodatkowo Leila razi prądem każdego kogo dotknie i odczytuje najgorsze grzechy dotkniętego. Potrafi też odnajdywać ludzi dotykając przedmiotów należących do zaginionego… (hm… Meg Cabot napisała coś podobnego, ale bez pieszczenia prądem… hm). Grupa bardzo złych wampirów postanawia porwać Leilę i zmusić do odnalezienia naprawdę złego wampira – samego Vlada Palownika. Dziewczynie udaje się z nim skontaktować telepatycznie i ostrzec go. Vlad to naprawdę paskudny typ, zabija bez mrugnięcia okiem, torturami karze najmniejszą niesubordynację, jest bezwzględny i zimny… ale też chce być kochany. Zgadnijcie więc, co robi Frankie? Frankie to pseudonim artystyczny, związany z blizną – żeńska wersja Frankensteina:)

Jeśli już autorka musiała pchnąć bohaterkę w ramiona krwiopijczego mordercy, to mogła zaczekać jeszcze ze dwa tomy, a nie tak od razu (po 159 str.:)). Oczywiście, to że nie podoba mi się rozwój akcji, nie oznacza, że książka jest źle napisana. Jest bardzo dobrze napisana i czyta się ją siłą rozpędu, bo tak naprawdę to do niczego nie można się przyczepić. Cóż z tego, że ja mam jakieś tam zasady moralne i przeszkadzało by mi sypianie z kimś, kto torturował mojego przyjaciela. Gdy odsuniemy etykę na bok zostaje nam fajny paranormalny romans z elementami sensacji (dla mnie to już nie jest horror).

czwartek, 26 czerwca 2014
Ryszard Ćwirlej "Upiory spacerują nad Wartą"

Warto przyjrzeć się bliżej temu autorowi i poszukać czegoś więcej. Ja osobiście skrycie uwielbiam kryminały z czasów PRL-u i tu mamy do czynienia właśnie z czymś takim. Jednak fakt, iż powieść powstała w czasach współczesnych oznacza, że nie jest skażona cenzurą i przez to jest o wiele ciekawsza. Na początku trzeba przyzwyczaić się do tempa akcji, zważywszy że w tamtych czasach brak było komputerów, komórek i wszelkich gadżetów, to przekaz informacji był zabójczo powolny. Zanim raport dotarł do odpowiednich ludzi mijały wieki. A jeszcze nie wszyscy milicjanci odpowiednio szybko kojarzyli fakty, więc zazwyczaj śledczy działali po omacku. Ten wolny przepływ danych nie spowalnia jednak akcji, śledzimy poczynania kilku bohaterów i przenosimy się po prostu tam, gdzie coś się dzieje. Autor opisuje coś, co znamy jako szarą komunistyczna rzeczywistość, bez papieru toaletowego, żarówek i dżinsów, ale wcale to tak ponuro i przygnębiająco nie wygląda. To jest po prostu męski punkt widzenia na skomplikowaną rzeczywistość lat 80-tych, gdzie każdy kombinował, aby żyć i nikt do nikogo o to pretensji nie miał. Zastanawia mnie tylko to morze alkoholu, jakie codziennie wypijali milicjanci, litry wódki i piwa poznańskiego w brązowej butelce (to w zielonej ponoć gorsze, czemu?). Jak oni pracowali ciągle na gazie? Dodatkową ciekawostką jest poznańska gwara, obficie występująca w tekście, ale autor zapobiegliwie na końcu umieścił słownik:)

Nad Wartą wędkarze znajdują ciało kobiety, ciało pozbawione głowy. Aby powiadomić milicję o makabrycznym odkryciu jeden z wędkarzy musi biec aż do pobliskiego sklepu – jak my żyliśmy beż komórek??? Głowę parę godzin później odnajduje kapitan przepływającego promu. Niestety okazuje się, że nie pasuje ona do ciała. Sprawą Łowcy Głów zajmują się milicjanci z komendy wojewódzkiej Alfred Marcinkowski, Mirosław Brodziak i młody szeregowiec z ZOMO Mariusz Blaszkowski. Wszystko wskazuje na to, że psychopatyczny morderca zafascynowany jest zachodnimi filmami grozy, trudno dostępnymi w szarej rzeczywistości PRL-u. Milicjanci podążają jednak tym tropem, jednocześnie próbując ustalić tożsamość ofiar i odnaleźć pozostałe części ciał. Czy im się uda bez komputerów i testów DNA?

Okazało się, że nominalnie jest to tom pierwszy serii Milicjanci z Poznania, choć chronologicznie drugi. Lecę szukać pozostałych i polecam.

środa, 11 czerwca 2014
Tuchorski Andrzej "Rezydent wieży"

         Opowiem wam o magii opowieści. Niewiele osób w nią wierzy. Magia opowieści to specyficzny rodzaj czarów, który wpływa na odpowiedniego człowieka i czyni z niego bohatera. Sprawia, że nie imają się go prozaiczne trudy życia (np. rozwolnienie spowodowane spożyciem niedopieczonego mięsa), splata jego los z odpowiednimi kompanami, chroni przed przeciwnościami, pomaga odnajdywać skarby, pokonywać potwory, ratować świat i żyć długo i szczęśliwie… Jednak osoby bliskie bohaterowi często giną – tak to bywa w opowieściach.

        Tego ostatnio mi brakowało! Porządnej, staroświeckiej powieści fantasy. Takiej klasycznej z magami, smokami, elfami itp. Rezydent wieży jest dodatkowo dobrze napisany, wiec czytanie to sama przyjemność. Kolejnym plusem jest pełna humoru narracja. Główny bohater jest ciekawą postacią i nawet nie ruszając się ze swojej wieży przeżywa ciekawe przygody. O bohaterskich czynach woli sobie poczytać siedząc wygodnie przy kominku, dalekie wyprawy łowców przygód nie są dla niego… zresztą mag słabo jeździ konno. Klavres woli poczekać aż przygody same zapukają do drzwi jego wieży:)

         Każdy bohater czegoś szuka, dąży do jakiegoś celu. Wielu z nich po drodze odwiedza wieżę Irrum i rezydującego tam maga Klavresa. Mag nie lubi podróży, jazdy konnej i niewygód, lubi w domowym zaciszu delektować się dobrą książką. A jednak zawsze z ciekawością wita nowych gości – bohaterów poszukujących rozwiązań i magicznej pomocy. Dzięki takiej, niby nic nie znaczącej pomocy imię Klavresa znalazło miejsce w pieśniach i legendach o wielkich bohaterach.

Polecam, choć druga część już słabsza.

piątek, 23 maja 2014
Andrzej Pilipiuk "Carska manierka"

Dziś będę się powtarzać, jeśli więc ktoś czytał wpis o Aparatusie, to niech nie czyta dalej.

Przeczytałam Carską manierkę i znów jestem zachwycona… może mniej niż przy opowiadaniach Sapkowskiego, ale blisko. I przypominam, że ja nie lubię opowiadań! Fajnie, że jest tu tak dużo odniesień do historii. Pewnie hasło 'historia' kojarzy się ludziom ze straszną nudą, ale tak nie jest w przypadku opowiadań Pilipiuka. I mówię to obiektywnie, nie z punktu widzenia osoby lubiącej historię. Możliwe że sprawia to spora domieszka fantastyki, różnych niewytłumaczalnych zjawisk, tajemniczych wydarzeń… ogólnie wszystko jest tu tajemnicze:) Podoba mi się też styl autora – pisze z humorem, fantazją i nie tłumaczy wszystkiego, jakby uważał czytelnika za idiotę. Opowiadania z Robertem przypominają mi trochę przygody Pana Samochodzika, ale w wersji dla dorosłych. (a ja tylko na marginesie przypomnę, że Pilipiuk pisał dalsze części Pana Samochodzika)

Tak jak i w Aparatusie, tak i tu spotkać możemy dwóch znanych już nam bohaterów – doktora Pawła Skórzewskiego (czasy po rewolucji w Rosji) i Roberta Storma (współcześnie). Tematami opowiadań są historyczne przedmioty i wydarzenia paranormalne. Ale wszystkie pokazują nam kawał historii w bardzo smacznym wydaniu. I bardzo przystępnie.

Carska manierka opowiada o skarbie ukrytym podczas I Wojny Światowej.

Czarne parasole są o podróżach w czasie.

Na dnie mogiły opowiada o Łzach umarłych i o poszukujących ich czarnoksiężnikach.

Album jest o tajemnicach II wojny Światowej.

Z Miodu umarłych dowiemy się czym ów miód konkretnie jest i jak go wyprodukować.

- powyższe są o przygodach Roberta, a poniższe Pawła.

Śmierć pełna tajemnic opisuje porewolucyjną Rosję i sektę chłystów.

Góra bólu przedstawia tajemnicę góry Ararat.

Rehabilitacja Kolumba to opowiadanie o rzeczywistości alternatywnej, o płaskiej Ziemi.

Obecnie ciągnę serię o Jakubie Wędrowyczu, jestem po czwartym tomie.

Niezmiennie zachęcam, polecam, namawiam!

piątek, 02 maja 2014
Andreas Franz "Rytuał zbrodni"

We Frankfurcie ktoś morduje nastolatki. Zbrodnie popełniane są ze szczególnym okrucieństwem, a morderca zostawia na miejscu zbrodni swój „podpis” – wiąże dziewczynom włosy czerwonymi wstążkami i pozostawia ciała w charakterystycznym ułożeniu. Komisarz Julia, by rozwikłać tę sprawę, musi wniknąć w szczególnie trudne środowisko – do świata bogaczy i niezwykle wpływowych ludzi. Młodociane ofiary łączyła z tym środowiskiem wyjątkowo paskudna tajemnica, każda z dziewczynek była wykorzystywana seksualnie na orgiach organizowanych przez bardzo zamożnego i wpływowego biznesmena. Czy Julia odkryje, kim jest zabójca, a może przestraszy się gróźb wpływowych ludzi?

     Mogę zrozumieć, czemu jest to bestseller na niemieckim rynku wydawniczym. To naprawdę dobry thriller. Dopracowany w szczegółach, jak książki pani Christie, z wartką akcją i napięciem. Czyta się szybko i całkiem przyjemnie. Trochę mroczna i ponura sceneria, ale nie tak jak w powieściach skandynawskich. Tutaj zaintrygowała mnie postać głównej bohaterki, która pije strasznie dużo piwa i pali za dużo papierosów… ma jednak to coś, dzięki czemu jest dobrą policjantką – intuicję. Tylko, czy serio musi co wieczór obalać sześciopak piwa? Nie myślcie sobie, że to jakiś babochłop, nie, to zgrabna i ponętna kobietka. Dodatkowo chyba każdy z bohaterów powieści dźwiga tu jakiś bagaż emocjonalny, każdy zmaga się ze swoimi zmorami i potwór mordujący na nastolatki, to tylko kolejne straszne przeżycie doliczone do tego całego majdanu , który trzeba dźwigać na co dzień… tu nawet małe dzieci już są doświadczone przez los…

polecam:*

18:58, polonisty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 kwietnia 2014
Izabela Szylko "Madonna z hiacyntem"

Kryminał? Chciałam kryminał, chciałam zbrodni, detektywów, tropów, poszlak i niespodziewanych zwrotów akcji. Dowiedziałam się za to, że imię Jacek pochodzi o hiacynta…

Akcja powieści dzieje się w kraju, gdzie ambitnych i solidnych pracowników zwalnia się za ambicję i solidność, niewinnych ludzi skazuje się na 25 lat więzienia, gdzie przygłupi policjant, którego ojcem jest komendant, niszczy dowody rzeczowe, prokurator wymiotuje na miejscu zbrodni a tajemniczy jasnowidz-artysta ustawia ministrów i oficjeli jak pionki na szachownicy… tak!!! To Polska właśnie… pod tym względem ta powieść może być nawet horrorem:) Ale czyta się dobrze, nawet bardzo dobrze. Akcja wciąga, i z zainteresowaniem śledziłam losy „śledztwa”. Dopiero na końcu poczułam niedosyt. Straszna zbrodnia się jakoś „rozmyła”, nie doczekałam się sprawiedliwości, a facet przesiedział w więzieniu tyle lat i nic… żadnej rekompensaty.

Małgorzata – młoda i ambitna pani prokurator, zostaje wyrzucona z pracy. Podejmuje się jednak wyjaśnić sprawę sprzed dziesięciu lat. Znany aktor został wtedy skazany za zabicie swojej kochanki. Małgorzata była prokuratorem w tej sprawie. Po latach dostrzega, jak nieudolnie prowadzone było śledztwo. Czy to oznacza, że niewinny mężczyzna przesiedział w więzieniu dziesięć lat poniekąd także z jej winy?

środa, 02 kwietnia 2014
Marta Obuch "Diabelska ewolucja"

Znów Marta Obuch. Diabelska ewolucja to książka o miłości i o kości. O kości gnykowej praczłowieka. Powieść ta jest kryminalną komedią romantyczną . Dziwne, wiem. Ale jest tu trudna miłość, zbrodnia i odrobina poczucia humoru, całość umieszczona w afrykańskich klimatach. Moim zdaniem, jakby wyrzucić całą resztę i zostawić tylko te afrykańskie wątki i dodatkowo je rozwinąć, byłoby idealnie. To co pokazała nam autorka, to zapewne tylko ułamek, ale i tak ciekawie kontrastujący z europejskim stylem życia. Ale wiadomo, komedie romantyczne lepiej się sprzedają i chyba mają więcej czytelniczek. Całość bardzo miło się czyta, w założeniu książka chyba miała rozbawić czytelnika i raczej ten cel spełnia. Jest kilka zgrzytów, ale da się wytrzymać:) Może się powtarzam, ale denerwuje mnie, gdy autor w paru zdaniach na początku charakteryzuje bohatera a później diametralnie zmienia mu charakter. Tu dowiadujemy się że Lutka jest nieśmiała i zahukana, ale my poznajemy ja jako nieobliczalną jędzę… bo wiadomo, faceci kochają jędze. A Lutka transformację charakteru przechodzi przez faceta.

Lutka w pogoni za miłością postanawia wyjechać do Afryki, do narzeczonego. Problemem jest paniczny strach przed lataniem. Dziewczynę do Mombasy ma odstawić Cezary, młody naukowiec zmierzający do doliny Suguty. Jednak Lutka po zażyciu końskiej dawki środków uspokajających nie nadaje się do odstawiania gdziekolwiek i czegokolwiek. Czarek postanawia więc zabrać dziewczynę ze sobą na wykopaliska. A tam czai się morderca powiązany z niebezpieczną sektą.

Polecam

15:14, polonisty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 marca 2014
Jennifer Estep "Ukąszenie Pająka"

Ukąszenie Pająka to kolejne urban fantasy i kolejna pierwsza część cyklu. Nie wiem, czy doczekam kolejnych, bo tylu kolejnych nie doczekałam. Kiedyś miałam zeszycik z oczekiwanymi kontynuacjami, ale za wiele nerwów kosztuje szukanie kolejnych części:(

Ukąszenie... skusiło mnie fabułą, książka ma ciekawą akcję, dobrze wymyśloną, ale z realizacją już nie wyszło. Ogólnie brakuje mi tu napięcia, jakiegokolwiek… Wszystko niby opisane, ale nie ma emocji, czytałam i nie czułam tego. Nie wiem, czy to wina tłumaczenia? Chyba raczej autora. Pomysł na fabułę ciekawy, wątki z potencjałem a opisane drewniano. Szkoda wielka, oczywiście tragedii nie ma, książka całkiem całkiem, po prostu może za bardzo wymagająca jestem. Pewne zwroty akcji można wydedukować już na początku książki. Zgadłam kto stoi za zabiciem rodziny Gin Blanco a o tym dopiero w następnym tomie. Zaczynając czytać byłam ustosunkowana raczej sceptycznie, nie lubię robienia bohaterów ze złych bohaterów. Opisywanie losów płatnego zabójcy wydało mi się niepedagogiczne ;P Jednak próba wybielenia sumienia Gin, poprzez udowadnianie, że zabijała ona tylko złych ludzi, wydało mi się jeszcze gorsze.

 Gin Blanco jest płatną zabójczynią o pseudonimie Pająk. Jest też żywiołkiem, włada mocami kamienia i lodu, jednak w swoim fachu nie używa magii, woli zawierzyć ostrym nożom. Ostatnie zlecenie Gin okazuje się pułapką, ktoś chce zabić Pająka i uczynić z niej kozła ofiarnego. Tajemniczy zleceniodawca torturuje i zabija też pośrednika Gin, który jest dla niej jak ojciec. Kobieta poprzysięga zemstę, nawet za cenę współpracy z seksownym policjantem. A policjant ten wcale nie jest skory do współpracy – Gin zabiła mu kiedyś partnera. Czy Gin dokona krwawej zemsty, czy równie okrutnie i bestialsko zabije wroga? Zdradzę tylko, że okrucieństwa i bestialstwa nie będzie, nie nakręcajcie się:)

poniedziałek, 24 lutego 2014
Monika Szwaja "Anioł w kapeluszu"

 Czytałam serię Dziewice do boju i kilka innych powieści pani Moniki i dlatego wzięłam Anioła. Niestety nie czytałam dwóch poprzednich, więc trochę jestem niedoinformowana. Myślę, że pani Szwaja powinna już dać spokój tym „wysłużonym” bohaterom, na półkę ich odłożyć. Oni ograniczają ją jako autorkę, sprawiają, że idzie trochę na łatwiznę a jednocześnie okraja swoich czytelników do grupy, która czytała poprzednie powieści. Autorka wrzuca bowiem bohaterów poprzednich książek, charakteryzując ich jednym lub dwoma zdaniami i wyrzuca z akcji. Dla świeżaków to trochę chaotyczne. Jako czytelnik jestem troszkę rozczarowana tą książką, jest za szybka, nowi bohaterowie są niedopieszczeni a starzy zbyt szablonowi, pani Szwaja chyba wychodzi z założenia, że ja ich znam a nie znam… spodziewałam się czegoś na miarę Dziewic, Domu na klifie, Artystki wędrownej, czegoś mądrego i zabawnego jednocześnie, ze wspaniałymi postaciami, ciekawymi przygodami, wciągającymi problemami…Takie są poprzednie książki i te serdecznie polecam.

Jaśmina po śmierci męża wpada w depresję. Kiedy niedługo po stracie umiera także jej matka, kobieta postanawia przeprowadzić się do rodzinnego domu nad morzem. Tam na jej progu pojawiają się różne potrzebujące pomocy postacie; chłopiec, pies, bezdomny, młoda dziewczyna. Jaśmina jako psycholog próbuje pomóc wszystkim, ale może w ten sposób sama zapomni o swoim bólu?

18:49, polonisty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014
Marta Obuch "Łopatą do serca"

Dopiero po chwili zorientowałam się, że już coś tej autorki czytałam:) O Częstochowie – pamiętam, więc nie jest źle (Oki sprawdziłam szybciutko, bo mogłam się pomylić). Tamta poprzednia powieść była fajna, ale krótkawa.

Ta jest dłuższa, ale za to… no właśnie. Co tu jest nie tak? Czy język może być zbyt… eee… kolokwialny? Barwny? Potoczny? (no nie zrozumcie mnie źle, tu nie ma przekleństw, ani długaśnych opisów przyrody, nie ma zdań na pół strony, ani socjolektów). Język powieści jest żywy i zabawny, ale czy może się przejeść? Fajna fabuła, fajny język, ale za dużo tu potoczności. Przygłusza akcję (sama się dziwię, że to piszę, bo ja jestem czuła na punkcie języka i jego swobodnych „aranżacji”). Przygniótł mnie sposób wysławiania się bohaterów, w zasadzie gdyby autorka ograniczyła się do wypowiedzi bohaterów, to jeszcze by uszło, ale tego jest więcej. Aż momentami tylko przelatywałam wzrokiem po dialogach, bo chciałam poznać akcję a rozpraszał mnie szpan językowy… (no nie wierzę, że to piszę!)

Michalina to żona idealna, ma piękne mieszkanie, dobrze rozwijająca się firmę i bogatego męża. Z tym, że mąż to mafijny boss, na dodatek skąpy, ma kochankę – głupiutką i bez gustu i siedzi w więzieniu. Ale o tych rewelacjach Misia dowiaduje się, dopiero gdy zostaje porwana przez współpracowników męża. Dowiaduje się też wtedy, że prawa ręka męża – niejaki Igła – ma zamiar zamieszkać z nią i jej strzec. Misia próbuje wybić mu to z głowy łopatą. Bezskutecznie. Próbuje też poznać resztę tajemnic męża i pomóc pewnemu policjantowi w śledztwie.

Ciekawe jak z taką książką poradzili by sobie obcokrajowcy uczący się języka;) Okładka zaś krzyczy; jestem czytadełkiem! i jest do bólu dosłowna.

21:28, polonisty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 grudnia 2013
J.R. Rain "Dziecko księżyca" i "Świt wampira"

Książki z tej serii czyta się szybko, więc dziś dwie na raz… nie mogłam się oderwać i nie chciałam robić sobie przerw. Od jednej płynnie przeszłam do drugiej.

Stanęliśmy na chorobie synka w ostatniej części. Pisać, czy nie pisać, co zrobiła Luna? Zresztą mniejsza o syna, ona znów jest z tym wilkołakiem!!! Bohaterka cierpi chyba na zaniki pamięci i zapomniała już, że żrąca truchła bestia w swojej ludzkiej skórze broni morderców, gwałcicieli, katów domowych i innych psycholi, a w swojej wilczej skórze… no wyżera z grobów ciała!!! FU! Luna pewnie myśli, że skoro jest potworem, to nic nie szkodzi, że zadaje się z innymi potworami. Kieł też nie lepszy – morderca z poważną fiksacją na tle wampirów – ma kobieta szczęście do facetów. Przypomnę, że trupożerca jest wilkołakiem a Kieł ukrywającym się mordercą, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego, w którym zamknięto go za zabójstwo swojej dziewczyny.

W poprzednich częściach autorka bardziej skupiała się na moralnym aspekcie bycia krwiopijcą, tu dominuje wątek sensacyjny, czyli rozwiązywane przez Lunę sprawy. Ciągle jest ona bowiem detektywem, choć ma skłonności do wymierzania „sprawiedliwości”.

Poważnym problemem tych części jest też chronologia i pomijanie pewnych fragmentów. Czytam po kolei tomy a mam wrażenie, że jakieś ominęłam. Autorka wspomina zdarzenia, których nie było w książce – tylko opisuje je mimochodem, ale są one ważne, na tyle, że wynikają z nich później poważne konsekwencje. Choćby wątek z aniołem stróżem, który specjalnie sprawił, że Samantha została przemieniona w wampira. Upadły anioł chciał bowiem by jego ukochana Sam stała się nieśmiertelna… ja chyba pominęłam którąś część, gdzie to było?

Te dwa tomy są mniej mroczne, mniej w nich rozważań nad potworną naturą wampira a więcej nadnaturalnych i fantastycznych zdarzeń. Wydają się uboższe w zagadnienia moralne a bogatsze w sensacyjne wątki – nie umiem powiedzieć czy to dobrze czy źle.

Dziecko księżyca. Syn Sam jest bardzo chory, w zasadzie kobieta wie, że on umiera. Jedynym ratunkiem dla niego jest przemiana w wampira. Czy jednak wieczność w ciele małego chłopca jest tego warta? Pewnie nie, ale Luna ma pewien medalion teoretycznie mający moc cofnięcia przemiany. Na tajemniczy artefakt czyhają jednak inne wampiry, upatrując w nim broń przeciwko najstarszym przedstawicielom swego gatunku. Co zrobi Sam?

Świt wampira. Sam ma szczęście do tajemniczych artefaktów. W jej posiadaniu jest drugi amulet, kobieta nie wie jednak do czego służy. Przeszukuje jakąś nieistniejącą bibliotekę, pomagają jej prastarzy magowie i duchy i mówiące księgi… trochę to dziwaczne. A z bardziej przyziemnych spraw, to w mieście pojawiają się wyssane z krwi ciała. Mordercami są dostawcy świeżego jedzonka dla wampirów. Sam powstrzymuje proceder i zamyka sklepik. Wampiry z okolic raczej jej nie podziękują… Wszystko ma swoje konsekwencje – przemieniana synka, zatrzymanie dostaw krwi, poszukiwania medalionów… a tak w ogóle, to są jeszcze dwa medaliony.

                                     

Wesołych Świąt Wam życzę!

Tagi: JR Rain
19:52, polonisty
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 grudnia 2013
Marcin Wroński "A na imię jej będzie Aniela"

Byłam niedawno na spotkaniu autorskim z panem Wrońskim. Pan Marcin opowiadał o kulisach pisania serii o Zydze Maciejewskim, bo z tej to serii najbardziej jest znany. Mówił, że pomysł napisania kryminału retro narodził się w jego głowie dawno temu, kiedy nikt jeszcze takich książek nie pisał. Natchnęło go zbieranie materiałów do pracy magisterskiej. Pan Wroński dodał jeszcze, że jego zdaniem jego twórczość opiera się bardziej na warsztacie. Pisanie rozpoczyna od sporządzenia planu wydarzeń a później konsekwentnie opisuje poszczególne sceny. Najbardziej emocjonujące zaś jest zbieranie materiałów i wymyślanie akcji – samo pisanie nie jest już takie ciekawe, bo i tak autor zna już zakończenie:) Padło pytanie, czy sprawy kryminalne i przestępstwa wzorowanie są na prawdziwych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Lublinie. Autor powiedział, że niestety wszystkie zbrodnie wymyśla sam, gdyż Lublin lat 30-tych był dosyć nudnym miejscem – nękała go plaga kradzieży żarówek na klatkach schodowych :P

Ale wracając do powieści, trzeci tom mnie zastanowił i trochę zasmucił. Może to brutalne, ale miałam nadzieję, że Zyga nie dożyje tych lat gniewnych, że nie doczekamy z nim września 1939 roku. Książki z tej serii trzeba jednak czytać po kolei. Wtedy dopiero zrozumiemy jaka dziwna i pokręcona była sytuacja tych ostatnich dziesięciu lat przed wojną. Jako studium społeczne tych lat, książka jest wręcz wspaniała. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos, nie wiadomo, kto jest dobry, kto zły, jaka decyzja jest słuszna, jakie pociągnie za sobą konsekwencje. I w tym politycznym, moralnym i światowym zamieszaniu jest tylko jedna stała – jedna kotwica utrzymująca wszystko w miejscu – sprawa seryjnego zabójcy. Zabija 9 września – 1938, 39, 40… I tylko te morderstwa sprawiają, że nie dajemy się porwać wszechogarniającemu zamętowi. Może łatwiej przeżywać śmierć kilku osób, zamiast kilku tysięcy…

Zyga bada sprawę gwałtu i morderstwa dokonanego 9 września 1938 roku. Podczas śledztwa jeden z policjantów wypowiada w złą godzinę słowa, że z tą sprawą Maciejewski sobie nie poradzi. W rok później policja nadal nie ma sprawcy a Zyga niecierpliwie czeka 9. września. Jednak tego dnia rozpoczyna się bombardowanie Lublina i miasto pełne jest trupów, jak znaleźć jedną zgwałconą Anielę? Morderstwa powtarzają się co rok, a nawet częściej, Zyga zaaferowany śledztwem przyłącza się do Kripo – nazistowskiej policji kryminalnej. Jednocześnie składa tajne raporty dla AK. Z różnych źródeł trafiają do niego doniesienia o tym, kto jest mordercą. Swoje zdanie wypowiada nawet żydowska wróżka. Ta wróżka jest kontrowersyjną postacią – wdowa po żydowskim bankierze, sparaliżowana od stóp do głów, zarabiała na wróżeniu, a z getta wyciągnął ją komendant lubelskiego Kripo – jej kochanek. Zyga trochę się gubi w tym chaosie, nie zawsze postępuje słusznie. Sprawa seryjnego mordercy przysłania mu horror, jaki dzieje się kilka kilometrów dalej – na Majdanku. Jedno jest pewne, Zyga chce sam przeprowadzić egzekucję, ale czy ściga prawdziwego sprawcę?

Tamte poprzednie części polecałam gorąco, Alę do tej wręcz namawiam! Świetnie ukazany obraz wojennego Lublina.

wtorek, 19 listopada 2013
Izabela Sowa "Blanka"

Smak świeżych malin, Cierpkość wiśni, Herbatniki z jagodami, Zielone jabłuszko, 10 minut do centrum to książki Izabeli Sowy, które przeczytałam dawno temu. Chyba jako jedne z pierwszych z biblioteki dla dorosłych (pierwsza była Chmielewska). Wydawane były przez Prószyński i S-ka i miały podobne do siebie okładki. Dość wcześnie przeniosłam się do biblioteki dla dorosłych, z tego prozaicznego powodu, iż z dziecięcej wyczytałam już wszystko, niektóre po kilka razy. Pani bibliotekarka i mama miały ogromny kłopot z wybraniem mi książek, gdy złamałam nogę i nie mogłam sama pójść:)

Blanka, po którą sięgnęłam ostatnio, to powieść dla młodzieży i dorosłych. Główna bohaterka to trochę zwariowana nastolatka. Jej problemy, dosyć typowe dla tego wieku, przedstawione są w sposób delikatny i raczej nie wstrząsają czytelnikiem. Nowe dziecko w rodzinie, nieszczęśliwa miłość, brak akceptacji w szkole, skomplikowane przyjaźnie. Blanka, mimo iż ma swoje problemy, jest raczej słuchaczem, wyłapuje przelatujące mądrości i przekazuje nieznanej nam Amy, do której kierowany jest pamiętnik, książka bowiem ma formę pamiętnika. Autorka zarysowuje tu kilka wymagających przemyślenia sytuacji, ale nie znęca się nad nimi, nie moralizuje, opowiada o nich z humorem a wnioski do wysnucia pozostawia nam. Ja lubię klimat powieści pani Sowy, taki właśnie lekki, można się pozastanawiać albo po prostu cieszyć lekturą. Tylko akcja trochę nagle  się urywa, brakuje zakończenia i w zasadzie żadna z trudnych spraw nie znajduje rozwiązania. Okładka też nie rzuca na kolana.

Blanka pisze pamiętnik, by „spuścić parę”. Kieruje go do przyjaciółki Amy, która studiuje w Anglii. Dziewczyna opowiada o sytuacji w szkole i w domu, gdzie niedługo ma pojawić się kolejny członek rodziny. Blanka ma wrażenie, że rodzice odstawiają ją na boczny tor. Wcześniej bardzo surowi i rygorystyczni, teraz popuszczają cugli i dziewczyna czuje się zagubiona, tęskni za kontrolą i szlabanami. Próbuje zwrócić na siebie uwagę trochę dziwnymi zainteresowaniami i dosyć niespodziewanie decyduje się jechać z babcią i jej przyjaciółką na wakacje do Rumunii. Starsze panie wybierają się w podróż sentymentalną. W ciasnym samochodzie dojdzie do starcia dwóch pokoleń.

Co ciekawe pani Sowa napisała jeszcze drugą, podobną książkę – Azyl. W której dorosła bohaterka wyjeżdża do Chorwacji, by przemyśleć trudne sprawy…

Ja polecam Blankę.

15:53, polonisty
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 listopada 2013
Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"

Ciekawa książka mi się trafiła.

Książka jak miękkie papucie, jak cieplutki kocyk w pochmurny dzień. Wracasz z pracy i cieszysz się, że znów możesz zanurzyć się w znajomym cieple. Takie fajne domowe i bezpieczne ciepełko. Pewnie dlatego, że przez 600 stron powieści „status” bohaterów nie zmienia się – on ją podrywa a ona się wymyka. I w sumie to paradoksalne, bo to nie jest sielska opowieść. To trochę jak gonienie zajączka po zmrożonym kartoflisku… dużo bruzd, łyse pole i uciekający cel… I jakoś ta zima zostaje w pamięci - niby powieść zaczyna się u schyłku lata i leci do wiosny, ale sceneria zimowa rządzi. Czasami ta ucieczka głównej bohaterki, bo to ona jest tym zającem, jest denerwująca, i myśli się, że już by dała spokój, już by się poddała, no ok. życie jest do d*** i daje popalić, ale trafia jej się okazja na szczęście, czemu nie skorzystać? Podobno taka miłość zdarza się tylko raz, a Hance trafiła się już drugi. Wszystko krzyczy - no bierz go głupia! A ona nie bierze… Zanurzona w swoim cierpieniu, tylko co jakiś czas wystawia oczy na powierzchnię, jak aligator, i zaraz, przerażona tym co widzi, chowa się z powrotem. Ale nie myślcie, że przez to książka jest nudna! Nie jest! To naprawdę dobrze napisana powieść, nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę, że to debiut.

Mikołaj goni swoją Hanię, ale wokół nich toczy się normalne życie, poznajemy ludzkie tragedie, skutki błędnych decyzji sprzed lat, poznajemy wspaniałe pozytywne postaci i bardzo, bardzo pomału nabieramy nadziei. Nadziei, że po przeżyciu tragedii można wstać, otrząsnąć się i nie tylko wegetować, ale i czekać na szczęście.

Mikołaj spostrzega na plaży piękną dziewczynę, podgląda ją przez kilka dni, i gdy już zbiera się, by zagadać, ona znika. Kilka tygodni później spotyka ją w szkole, na wywiadówce u młodszego brata. Dziewczyna – Hania, jest nauczycielką języka polskiego. Mikołaj postanawia ją zdobyć. Zdobywa z różnym skutkiem przez prawie rok… Hania egzystuje z dnia na dzień. Po przeżytej tragedii, której szczegóły poznajemy dopiero pod koniec powieści, dziewczynie nie chce się nic. Boi się szczęścia, ale bardziej tego, że może je znów stracić. Gdy spotyka Mikołaja, który jest nią wyraźnie oczarowany, wymyka się mu, ucieka, trzyma na dystans. Jest też Dominika zwariowana siostra-nie-siostra, Przemek – narzeczony Dominiki i wspólnik Mikołaja, Mateusz – młodszy brat Mikołaja zakochany w swojej nauczycielce, kochana Aldonka - koleżanka nauczycielka i pani Irenka – lek na każde zło.

Są jeszcze dwie części, równie grube. To nawet ciekawe, jak można historię pewnej znajomości rozwlec na 1500 stronach… Polecam na dłuuuuuuugie zimowe wieczory:)

piątek, 18 października 2013
Faith Hunter "Zmiennoskóra"

Świat jest niesprawiedliwy, wydawnictwa bezduszne, a ja znów to zrobiłam… Mam talent do wyłapywania serii:( Czemu ONI nie ich kontynuują?! Jeżeli część pierwsza wydana została w czerwcu 2012, to już powinna pojawić się dwójka! Chyba wydawnictwo powinno wiedzieć, że tłumaczy serię???

Czy ja wspominałam kiedyś o Anicie Blake? Bo całego wpisu chyba jeszcze tu nie popełniłam… Jakoś wydawnictwo Prószyński nie wydaje kolejnych tomów!!! No ok. jest ich z 18 (a dopiero na 8 jesteśmy), ale jak się powiedziało A to trzeba dociągnąć do S… Nie o Anicie chcę jednak opowiedzieć, ale mi się skojarzyły te powieści. Dosyć podobne są – podobny koncept. Obie należą do gatunku urban fantasy i obie opowiadają o łowczyniach wampirów. Tylko te łowczynie są „czymś innym”. Anita jest nekromantką, a Jane - Bestią.

Książkę łatwo jest mi polecać, bo czyta się ją szybko i przyjemnie, choć tłumaczenie czasem jakby szwankuje. Nie jest to może jakiś rewolucyjny koncept, są wampiry, zmiennokształtni, czarownice. Niby same znane dziwy, ale w jakiś sposób innowacyjne. Nie ma kopiowania, ale też nie czuje się, że coś jest udziwnione na siłę, byleby tylko się wyróżnić. Niezła, spójna fabuła. Tylko w 4 częściach (ja wiem o 4, jak będzie 18 to się zapłaczę – lubię kończyć, jak już zaczęłam).

Książka opowiada o zmiennokształtnej, jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że nazwa ta sugeruje, że dana osoba może zmieniać kształt, że w sumie nie musi zmieniać się tylko w jeden gatunek zwierzaka, ale we wszystkie… Jane mówi o sobie zmiennoskóra, też dobrze. Tak więc nasza bohaterka może być dowolnym zwierzakiem, ale preferuje kotki. Niestety na odwieczne pytanie, skąd wzięły się wampiry, w tomie pierwszym nie znajdziemy odpowiedzi:) Skąd się wzięły inne dziwadła, też zresztą nie, ale Jane jakoś wyjątkowo interesuje się genezą krwiopijców.

Jane Yellowrock otrzymuje zlecenie zabicia zdziczałego wampira. Jedzie do Nowego Orleanu, by je wykonać. Za wywiązanie się z umowy w ciągu 10 dni, Jane otrzyma premię, czas wiec goni a wampirza polityka bruździ. Wampiry wyczuwają, że Jane jest inna, że nie jest człowiekiem i reagują na nią dość agresywnie – przynajmniej z początku, później raczej mają ochotę skosztować jej krwi. Bestia Jane- dzika i niepokorna kocica- lubi przejmować kontrolę nad ciałem w trudnych momentach, nad ich ciałem, gdyż Jane dzieli ciało z Bestią. Jane ma bardzo wyczulone zmysły, jednak i jej i Bestii trudno jest wyczuć zapach odszczepieńca, zupełnie jakby dziki wampir zmieniał zapach… jakby stawał się za każdym razem kimś innym, różnymi osobami… jakby był zmiennokształtnym. Jane nie chce uwierzyć, że mordercą może być ktoś taki jak ona, woli wierzyć w zdziczałego wampira, magię i inne wytłumaczenia. Jednak mimo wątpliwości kobieta co noc przemierza miasto pod postacią wielkiego kota, bądź sowy, w poszukiwaniu ulotnych tropów. Czy uda jej się trafić do kryjówki wampira, zanim ten zabije kolejne osoby, i to nie tylko śmiertelnych – wamp poluje też na inne wampiry… i czy Bestia nie będzie chciała przejąć kontroli nad Jane?

Kurcze, dopiero teraz widzę, jak trudno przedstawić tę fabułę… jak się czytało, to się tak nie gmatwało…

Polecam, ale trzeba się uzbroić w cierpliwość:(

18:04, polonisty
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Tagi
stat4u