blog o książkach
Blog > Komentarze do wpisu
Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"

Ciekawa książka mi się trafiła.

Książka jak miękkie papucie, jak cieplutki kocyk w pochmurny dzień. Wracasz z pracy i cieszysz się, że znów możesz zanurzyć się w znajomym cieple. Takie fajne domowe i bezpieczne ciepełko. Pewnie dlatego, że przez 600 stron powieści „status” bohaterów nie zmienia się – on ją podrywa a ona się wymyka. I w sumie to paradoksalne, bo to nie jest sielska opowieść. To trochę jak gonienie zajączka po zmrożonym kartoflisku… dużo bruzd, łyse pole i uciekający cel… I jakoś ta zima zostaje w pamięci - niby powieść zaczyna się u schyłku lata i leci do wiosny, ale sceneria zimowa rządzi. Czasami ta ucieczka głównej bohaterki, bo to ona jest tym zającem, jest denerwująca, i myśli się, że już by dała spokój, już by się poddała, no ok. życie jest do d*** i daje popalić, ale trafia jej się okazja na szczęście, czemu nie skorzystać? Podobno taka miłość zdarza się tylko raz, a Hance trafiła się już drugi. Wszystko krzyczy - no bierz go głupia! A ona nie bierze… Zanurzona w swoim cierpieniu, tylko co jakiś czas wystawia oczy na powierzchnię, jak aligator, i zaraz, przerażona tym co widzi, chowa się z powrotem. Ale nie myślcie, że przez to książka jest nudna! Nie jest! To naprawdę dobrze napisana powieść, nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę, że to debiut.

Mikołaj goni swoją Hanię, ale wokół nich toczy się normalne życie, poznajemy ludzkie tragedie, skutki błędnych decyzji sprzed lat, poznajemy wspaniałe pozytywne postaci i bardzo, bardzo pomału nabieramy nadziei. Nadziei, że po przeżyciu tragedii można wstać, otrząsnąć się i nie tylko wegetować, ale i czekać na szczęście.

Mikołaj spostrzega na plaży piękną dziewczynę, podgląda ją przez kilka dni, i gdy już zbiera się, by zagadać, ona znika. Kilka tygodni później spotyka ją w szkole, na wywiadówce u młodszego brata. Dziewczyna – Hania, jest nauczycielką języka polskiego. Mikołaj postanawia ją zdobyć. Zdobywa z różnym skutkiem przez prawie rok… Hania egzystuje z dnia na dzień. Po przeżytej tragedii, której szczegóły poznajemy dopiero pod koniec powieści, dziewczynie nie chce się nic. Boi się szczęścia, ale bardziej tego, że może je znów stracić. Gdy spotyka Mikołaja, który jest nią wyraźnie oczarowany, wymyka się mu, ucieka, trzyma na dystans. Jest też Dominika zwariowana siostra-nie-siostra, Przemek – narzeczony Dominiki i wspólnik Mikołaja, Mateusz – młodszy brat Mikołaja zakochany w swojej nauczycielce, kochana Aldonka - koleżanka nauczycielka i pani Irenka – lek na każde zło.

Są jeszcze dwie części, równie grube. To nawet ciekawe, jak można historię pewnej znajomości rozwlec na 1500 stronach… Polecam na dłuuuuuuugie zimowe wieczory:)

poniedziałek, 04 listopada 2013, polonisty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Beata Kobierowska, *.dynamic.chello.pl
2013/11/04 23:24:47
Przekonałaś mnie! A myślałam, że nie dla mnie :-)
-
polonisty
2013/11/05 23:15:34
powiem ci, że trudno się oderwać, choć nic się w sumie nie dzieje, plus dla autorki:)
stat4u