blog o książkach
Blog > Komentarze do wpisu
Agnieszka Steur "Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie"

Tak sobie wspominam i medytuję nad powieściami fantasy… i wydaje mi się, że pierwszą prawdziwą książką fantasy jaką przeczytałam, było coś Andre Norton – Kryształowy gryf albo Zwierciadło przeznaczenia

      Napisać książkę fantasy jest moim zdaniem trudniej, niż taką „zwykłą”. Dlaczego trudnej? Bo autor fantasy tworzy własny świat i musi stworzyć go tak, by wszystko pasowało, opisać tak, by czytelnik to zobaczył. Autor książek „z naszego świata” może liczyć na to, że czytelnik sam dopowie sobie pewne rzeczy – dotyczące krajobrazu, wyglądu postaci itp. Ale kiedy coś jest wymyślone i siedzi tylko w głowie pisarza, to wielkim talentem jest „sprzedanie” tego. Liczy się wyobraźnia i logika. A po czym rozpoznać dobre fantasy? Dobra fantastyka ma przede wszystkim mapkę! Pamiętajcie, te bez mapki, mogą być nie teges… ;)

W Wojnie w Jangblizji jest mapka! I na samym począteczku przyczepię się do jednej małej rzeczy, bo później to już nie ma się czego czepiać:) Otóż nie przemawia do mnie okładka.

     Autorka sięgnęła tu po ciekawy i stosunkowo mało spotykany chwyt, jakim jest ukazanie naszego świata, jako tego obcego, nowego, niezrozumiałego. Świetne posunięcie – pokazanie, że to, co znamy, co wydaje się swojskie i znajome, może być tak naprawdę dziwaczne i śmieszne… Jednocześnie pani Steur dyskretnie i pomału wprowadza nas w rzeczywistość Jangblizji. To fragmenty, będące pamiętnikiem królowej Zary są moimi ulubionymi. Sama królowa zaś jest moim zdaniem najlepiej i najciekawiej skonstruowaną postacią. Ona jest królową-kobietą-matką, nie jakąś mityczną i zimną władczynią, tylko kobietą, której nieobcy jest strach, miłość, nadzieja. Ona potrafi przyznać się do błędu, do uczuć, przerażenia… fajna jest.

Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie motyw mieszanych związków. Już na samym początku dowiadujemy się, że w Jangblizji zwierzęta ewoluowały tak jak ludzie i pod względem umysłowym i emocjonalnym przypominają homo sapiens – różnią się wyglądem. Ale do głowy by mi nie przyszło, że mogą z tego powstać mieszane związki… wiecie pies z rybą np… Dałam się kompletnie zaskoczyć i to dobrze, bo przewidywalne książki są nudne;) zwłaszcza fantasy. I to właśnie jest największym plusem powieści, nieprzewidywalność, niespotykana fabuła, ciekawie skonstruowana akcja, która stale zaskakuje czytelnika i dobrze scharakteryzowane postaci.

W Jangblizji trwa wojna. Król Taro i królowa Zara postanawiają więc wysłać swoje dzieci – Nanę i Roana w bezpieczne miejsce. Tym miejscem okazuje się być Tamten Świat – nasz świat. Dzieciaki w towarzystwie Fitelsa (psowatego) i opiekunów; Maratonusa (koniowatego) i Irys (owcowatej), zamieszkują w małym domku i przyzwyczajają się do nowego świata. Wiele rzeczy jest dla nich nowością, niektóre zwyczaje tubylców ich fascynują a inne przerażają. Lecz prawdziwe emocje zaczynają się gdy bohaterowie odkrywają, że nie są jedynymi przybyszami z Jangblizji. Od tego momentu do tęsknoty i strachu o najbliższych pozostawionych w ogarniętym wojną kraju dołącza niepewność i rozterka… czy to prawda, że ukochani rodzice winni są wygnania do Tamtego Świata tylu Jangblizjan??? I to z powodu… miłości?

    Im bardziej zagłębiamy się w historię Nany i Roana, tym więcej poznajemy zaskakujących faktów i smutnych historii, tajemnic Jabgblizji i Tamtego Świata. Bardzo polecam tę powieść! W tym zalewie podobnych do siebie opowieści o magach, krasnalach i elfach Wojna w Jangnlizji jest powiewem świeżości, a jednocześnie mądrą i fascynującą książką. Dziękuję pani Agnieszce Steur za możliwość przeczytania jej.

sobota, 06 lipca 2013, polonisty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Beata Kobierowska, *.dynamic.chello.pl
2013/07/07 11:38:58
Okładka jest delikatna, spokojna, może nie krzyczy do czytelnika "Przeczytaj mnie", ale mi się podoba :-)
-
avo_lusion
2013/07/07 11:49:12
Cieszę się, że książka ci się podobała :) Ja byłam nią zachwycona ;))
-
krainaczytania
2013/07/07 13:48:21
Z kolei ja uważam, że okładka jest jak najbardziej trafiona. To jest przecież to drzewo, które pojawia się na końcu. Wiesz które, prawda? Nie będę opisywać dokładnie, żeby nie zdradzić zakończenia. :-) Ja myślę, że okładki powinny nawiązywać do treści i tutaj jest to dokładnie pokazane. Rzadko kiedy graficy projektują okładki w taki sposób, żeby nawiązywały do treści. Dlatego dla mnie ta książka jest doskonała pod każdym względem. Nie dość, że fabuła oryginalna, to jeszcze opakowanie i ilustracje rewelacyjne. Czekam na część drugą z niecierpliwością :-)))
-
polonisty
2013/07/07 21:02:23
Beata
dla mnie zestawienie tytułu - Wojna... i taka trochę ponura okładka są odrobinę zniechęcające... tak z punktu widzenia osoby chodzącej wśród półek w księgarni czy bibliotece. myślę sobie, czy wyciągnęłabym po nią rękę, tak tylko na oko. zwłaszcza okładki fantasy powinny być bardziej sugestywne...

avo_lusion
książka super. taka "inna" fabuła. jestem bardzo ciekawa kolejnej części:)

krainaczytania
uważam, że drzewo jest jak najbardziej na miejscu i rozumiem jego przesłanie. tylko kolory takie za bardzo ponure, mogłyby być intensywniejsze... bardziej zwracające uwagę:)
ale zawartość rekompensuje wszystko, świetnie się bawiłam czytając i uważam, że to świetna lektura na wakacje:)
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/29 10:03:09
Z tą mapką to bym się nie całkiem zgodził- dobrze napisana książka nie wymaga mapy żeby się czytelnik nie zgubił. Jedynie świadczy o większej staranności autora - co trzeba mu na plus policzyć ;-)
stat4u